Niekończący tunel z małym światełkiem na końcu. Ja nie dotykając podłoża przesuwałam się w przód, jednak nic się nie zmieniało. Rozejrzałam się. Co ujrzałam? Urywki mojego życia, żadnych dobrych, same złe. Poczułam się beznadziejnie, z otchłani zaczęły dobiegać głosy obwiniające mnie, nie wiem tylko za co. Słyszałam tylko "TO TWOJA WINA GŁUPIA IDIOTKO!". Nagle poczułam grunt pod nogami. ruszyłam przed siebie , potknęłam się i wpadłam w tunel bez końca, tunel zła smutku, rozpaczy, nienawiści.
Podskoczyłam na łóżku jakbym spadała w czarną niekończącą się otchłań. Rozejrzałam się i zobaczyłam Janka który spał z głową położoną na moich nogach. Wyglądał jakby zamiast spać płakał kilka dni.
-Co się stało? -Powiedziałam cicho do siebie.
Jaś otworzył oczy, dojrzałam w nich nie kończący się smutek, strach i lęk. tylko przed czym... Spojrzał na mnie i uśmiechnął się a po jego policzku spłynęły łzy, jego oczy mówiły 'Jesteś ze mną, nareszcie"
-Księżniczko. - Wyszeptał Jaś przytulając mnie. -Żyjesz. -Dodał.
Zdezorientowana wgapiałam się w niego, nagle przybiegł lekarz, kazał Jasiowi wyjść z sali co zrobił z wielkim żalem.
-Co się stało? -Zapytałam lekarza.
-Wzięłaś jakieś tabletki, miałaś płukanie żołądka, odleciałaś, byłaś w śpiączce przez 6 dni. Prawie Cię straciliśmy. Twoje serce przestało bić wczoraj, to cud że żyjesz. -Powiedział lekarz w czasie gdy trzy pielęgniarki zajmowały się mną i badały mnie dokładnie.
Zajęło im to z kilka godzin nim skończyli, chciałam zobaczyć Janka. Zamknęłam oczy i ktoś wszedł do Sali.
-Jasiek?- Zapytałam szczęśliwa.
-Nie, jestem psychologiem. -Usłyszałam damski głos.
-Ach..
Kobieta usiadła obok, i zaczęła pytać. Po co? Dlaczego? Przez kogo? Czyja w tym wina? Jaki był powód. Spojrzałam na nią i wzięłam głęboki wdech.
-Wspomnienia nie dawały mi spokoju, nie wiem dlaczego, samo przyszło to wspomnienia mnie do tego zmusiły. Przez nikogo, przez siebie, upadłam i poddałam się. Niczyja, moja wina jestem idiotką że to zrobiłam gdyż on mnie kocha i dla niego powinnam żyć. Niczyja to nie była wina, może ojca i matki, on pił, ona krzyczała a ja błagałam o spokój. Nic więcej, nie chcę już z panią rozmawiać, chciałam uciec. Do widzenia. -Powiedziałam.
Kobieta spojrzała na mnie i o nic więcej nie pytała.
-Żegnaj Lili.
Wyszła z sali i nagle przybiegł Jaś, bez słowa, usiadł i chwycił mnie za rękę .
-Przepraszam -Wymamrotał
-ale za co? -Zapytałam zmieszana
-Nie potrafiłem Ci pomóc. -Powiedział zaczynając płakać.
-Obaj wiemy że to nie Twoja wina. Kocham cie i o tym wiesz, ja nie wiedziałam co robię, ja przeprasza,. -Odparłam i też zaczęłam płakać.
-Bałem się że cię stracę, nie było cię ze mną, odeszłaś.-Powiedział.
-Wiem. To było okropne, światło te głosy, to wszystko. -Mówiłam.
-Jakie głosy, co ty mówisz? -Zapytał.
Spojrzałam na niego i opowiedziałam mu co widziałam po 'drugiej stronie'.Janek był w szoku. Poprosiłam go by wrócił do domu i przespał się, z nie chęcią ale się zgodził. Sama poszłam spać z nadzieją że nie obudzą mnie żadne koszmary.
Kolejne dni mijały tak samo, Jaś przychodził, lekarze badali, spisywali i patrzyli na mnie jak na jakiś tajemniczy obiekt w muzeum, trochę dziwnie się czuła, cóż, moja wina. Było się zachowywać.
Minęło równo 7 dni i lekarz stwierdził że moge opuścić szpital. Oczywiście wyleciałam jak na skrzydłach, kazał mi jednak wstawiać się na wizytę a Jan stwierdził że tego dopilnuje tak samo przypilnuje i mnie bym znów nie zrobiła czegoś głupiego. Wychodząc ze szpitala Jaś czekał w samochodzie. Wyszedł zabrał moją torbę dając do bagażnika, otworzył drzwi i sam poszedł i usiadł za kierownicę.
-Gdzie jedziemy? -Zapytał.
-Do domu.. -Powiedziałam cicho.
Jaś uśmiechnął się przybliżył i złożył pocałunek na moim policzku szepcząc.
-Cieszę się że jesteś.
Nic już nie powiedziałam, przez całą drogę Jaś tylko śpiewał piosenki które leciały w radiu.
-Proszę bardzo -Powiedział Jan zatrzymując się pod domem i otwierając mi drzwi.
-Dziękuję .-Odparłam.
Janek zabrał moją torbę i zaniósł do do pokoju, ja wzięłam z szafy ubrania i udałam się do łazienki.
-Nie zamykaj się na klucz! -Powiedział Jaś -Chce mieć pewność .
-Dobra. -powiedziałam.
Udałam się i wzięłam orzeźwiający prysznic, ubrałam się i cicho weszłam do pokoju Jasia który właśnie kręcił odcinek na swój kanał. Ja usiadłam cicho na łóżku i przyglądałam się jego pracy.
Podczas gdy Janek kończył ja wykończona zasnęłam na jego łóżku, sam Jaś przyszedł i pocałował mnie w czoło.
______________________________________________________________________________________________________________________
Trochę na głowie, mało czasu, ale jest! Mam nadzieję że się podoba!
Przepraszam za nie obecność mało czasu mam :( Nadrobie to!
Zapraszam na aska. http://ask.fm/kicia66mrrrr