:3

:3

czwartek, 30 kwietnia 2015

Śmiech, płacz, wspomnienia. :31

Zasnęłam po kilku minutach.
Obudziłam się już następnego dnia. Spojrzałam na zegarek który wskazywał kilka minut przed 10. Jaś spał wygodnie obok mnie. Wstałam powoli by go nie zbudzić. Udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic, postanowiłam nie wracać do swojego pokoju by nie zbudzić Jasia. Udałam się wiec do sypialni Janka założyłam tylko jego koszulkę która na mnie wyglądała prawie jak tunika. Założyłam ja i udałam się do kuchni. Wzięłam z szafki mąkę, jajka, mleko i wszystko co mogło przydać mi się do zrobienia naleśników.Włączyłam muzykę która grała wystarczająco głośno bym ją słyszała i dość cicho by nie obudzić Jasia.
Kończąc robienie śniadania zaczęłam nakrywać do stołu. Nałożyłam porcję dla Jasia i sama w między czasie już zjadłam. Pobiegłam do pokoju sprawdzić czy Jan jeszcze śpi.
-Och.. Śpioch. -Westchnęłam cicho.
Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki się przebrać. Wyszłam z łazienki i poszłam znów do kuchni, napisałam karteczkę ''Smacznego Kochanie'' i położyłam na stoliku. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu do sklepu. Założyłam trampki i wyszłam z domu. Udałam się w stronę pobliskiego sklepu, najpierw musiałam jednak przejść przez park. Idąc zauważyłam dwie dziewczyny na ławce w parku które widząc mnie szybko podbiegły w moją stronę.
-To ona! -Krzyczały.
Zatkało mnie , stałam jak wryta nie wiedząc czy iść w ich kierunku czy uciekać.
-To ty! Z Kanału Dąbrowskiego!Śpiewałaś tą piosenkę! To Ty! -Krzyczały.
-Nie rozumiem. -Wymamrotałam.
-No, ty śpiewałaś piosenkę  Use Somebody którą Janek ma na swoim kanale. Nie ważne, możemy zdjęcie!? -Powiedziała jedna z nich.
-Jasne! -Powiedziałam jakbym była w pełni świadoma o co chodzi.
Ustawiłam się i zrobiłyśmy sobie kilka zdjęć, po czym dziewczyny podziękowały i odeszły.
'Czyli gdy ja śpiewałam on jednak mnie nagrywał i wrzucił to na swój kanał! Ja mu dam! ' ~Pomyślałam i udałam się do sklepu. Kupiłam bułki i sok i szybko udałam się w drogę powrotną. Idąc ciągle myślałam o zaistniałej sytuacji. Stanęłam przed drzwiami wzięłam kilka wdechów i weszłam do środka.
-Lilka, czy to ty? -Zawołał Jaś.
-Tak jest! -Odparłam.
Udałam się do kuchni dając zakupy na szafkę. Jaś podszedł od tyłu i przytulił mnie dając lekkiego buziaka w policzek.
-Dzień dobry kochanie. -Powiedział
-Witam pana. -Odrzekłam.
Stanęłam do niego przodem i przytuliłam go delikatnie.
-Wiesz , mam pytanko. -Zaczęłam
-Tak? -Powiedział Janek przyglądając mi się uważnie.
-Więc, pamiętasz jak śpiewałam piosenkę.? Use somebody ? -Mówiłam
-Tak...-Powiedział Janek z chytrym uśmieszkiem.
-A więc, zaczepiły mnie dwie dziewczyny prosząc o zdjęcie. Czy pozwoliłam Ci mnie nagrać i wrzucić to do sieci? -Powiedziałam podnosząc ton.
-Masz fanów! To było mega, musiałem. Zresztą jesteś sławna, nie dziękuj. -powiedział Janek uśmiechając się.
-Małpa. -Wymamrotałam.
Jas spojrzał na mnie jakby miał mnie zabić, to dało mi znak by uciekać.
Wyminęłam  go i udałam się do łazienki. Zamknęłam się i usiadłam pod drzwiami. Janek zaczął dobijać się a ja zaczęłam patrzeć w jeden punkt . Wszystko wróciło.
Gdy byłam miała miałam słabe dzieciństwo, raz gdy ojciec wrócił zalany w trupa uciekłam do łazienki, zamknęłam się i siedziałam tak jak teraz. Miałam 12 lat, już wtedy myślałam jak popełnić samobójstwo.
Wstałam i pod wpływem nerwów i zdarzeń z przeszłości zrobiłam to samo co tamtego dnia. Podeszłam do szafki zrzucając flakonik perfum i wzięłam pudełko tabletek. Nie zwracając na to że Jaś dobija się wzięłam pierwszą i drugą, trzecią.... tabletkę. Płacz. Głośny szloch i obwinianie się o wszystko.
-Lili otwieraj! -Krzyczał Janek.
Płakałam coraz bardziej. Jaś wyważył drzwi i szybko złapał mnie za ręce, spojrzał na mnie.
-Zwróć to!  Już! Szybko!
Poczułam się słabo. Widziałam rozpływającą się twarz Jasia, który błagał bym nie zasypiała. Chwycił mnie i wyniósł z domu. Zadzwonił na pogotowie ściskając moją dłoń i nagle urwał mi się film...








-____________________________________________________________________________________________________________
Nie wiem jak wam sie podoba mam nadzieję ze jest ok! Miłego dzionka i przepraszam za nieobecność! Zapraszam na Aska!  http://ask.fm/kicia66mrrrr

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Ludzie odchodzą, bez pożegnania, bez słowa. :30

Nagle Jaś zrobił się całkiem poważny. Opuścił głowę i uklęknął. Serce przyśpieszyło chcąc wyskoczyć z mej klatki piersiowej.
-Boże -Wyszeptałam.
-Lili, wiem że to nie odpowiedni czas, miejsce, w ogóle za wcześnie na takie wybryki ale czy...
-Janek.. -Powiedziałam łamiącym się głosem.
-Daj mi dokończyć. Czy mogę wyczyścić ci buty ? -Powiedział próbując zachować powagę.
Spojrzałam na niego, odeszłam kawałek i zdenerwowana ruszyłam przed siebie.
-Ej zaczekaj! Żartowałem! -Ruszył za mną Jan.
-Idź sobie. -Powiedziałam zdenerwowana.
Jan złapał mnie za rękę zmuszając do tego bym się zatrzymała. Spojrzałam na jego uśmiechniętą buźkę gdy mi nie było do śmiechu. Jaś spoważniał . Chwycił mnie w pasie przyciągając do siebie, oparł swoje czoło o moje i wymamrotał.
-Wiem to było żałosne, przepraszam, nie gniewaj się aniołku.
-Nie potrafię się na ciebie gniewać kochany. -Powiedziałam składając delikatny pocałunek na jego miękkich i delikatnych ustach.
-Wracajmy do domu. -Powiedział łapiąc moją dłoń i splatając nasze palce.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Bez słów ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. W jednej ręce miałam kwiaty a drugą trzymał Pacanek. Idąc w ciszy usłyszałam dwie starsze kobiety które dziwnie nam się przyglądały.
-Zakochani, pamiętam te czasy. -Powiedziała jedna z nich.
Spojrzałam na Jasia który uśmiechnął się uroczo do mnie, delikatnie musnęłam go ustami w policzek. Jan objął mnie ramieniem i szliśmy dalej. Po drodze nie działo się nic. W głowie miałam tylko obraz klęczącego Jaśka. Mam nadzieję że to się spełni, żarty żartami, ale .. Zależy mi na nim. -Pomyślałam.
Dochodząc do domu Jaś wyprzedził mnie i jak dżentelmen otworzył mi drzwi kłaniając się lekko. Podziękowałam mu uśmiechem.
-Muszę zadzwonić kochanie. -Powiedział
-Dobrze -Wymamrotałam uciekając do swojego pokoju.
Nie wiedząc co zrobić, usiadłam na łóżku wkładając słuchawki do uszu, włączyłam muzyki z albumu 'Smutne', oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy. Co ujrzałam? Jego uśmiech. Nie, nie Jasia, Kacpra. Kacper był pierwszą miłością i pozostawił po sobie ślad.  Ludzie odchodzą, bez pożegnania, bez słowa. jednego dnia są, następnego już ich nie ma. znikają zostawiając po sobie bliznę, zostawiając mały ślad w sercu. mimo że pragniemy zapomnieć to nie jest tak łatwe. dlaczego? dlatego że zawsze odchodzą ludzie których kochamy. 
Zaczęłam płakać, dlaczego? Sama nie wiem, już go nie kocham ale jednak zawszę będę pamiętać. Dlaczego będę pamiętać? Nie wiem, był pierwszym, zranił, odszedł, nie zapomnę tego, nie miałam wyjścia, musiałam uciekać. Boli mimo że nic nie czuję, przecież jest Jaś, to ten jedyny, tak myślę. 
Nie usłyszałam nawet gdy Janek wszedł do pokoju. Właśnie teraz tak bardzo nie chciałam by widział mnie w tym stanie. Szybko usiadł obok przytulając mnie i gładząc po włosach, zdjęłam słuchawki i usłyszałam zaniepokojony głos Jasia.
-Lili, co się dzieję ? Dlaczego płaczesz księżniczko? -Dopytywał przytulając mnie coraz mocniej.
-Sama nie wiem. Przepraszam. -Wymamrotałam
-Nie przepraszaj, proszę, teraz ćśśś. -Powiedział głaszcząc mnie czule.
Wtuliłam się w jego ramię i zamknęłam oczy, Janek nic nie mówił przytulał kołysząc mnie na boki jak małe dziecko. Poczułam się tak bezpiecznie. Zasnęłam.





Obudziłam się sama, spojrzałam na telefon, godzina była 03:26. Przetarłam oczy gdyż światło telefonu lekko mnie oślepiło. Wstałam i włączyłam światło. Zdjęłam z siebie wczorajsze ubrania i założyłam trochę przy wielką koszulkę która leżała na krześle. Wyszłam z pokoju w celu zejścia do kuchni gdyż poczułam się spragniona. Zauważyłam palące się lekko światło na dole, włączyłam światło na korytarzu i zauważyłam że drzwi do pokoju Jasia są uchylone.
Może nie może spać. Pomyślałam. Zeszłam na dół, światło które dotychczas paliło się normalnie zaczęło niepokojąco migotać. Zauważyłam krwisto czerwoną smugę prowadzącą do kuchni, zaniepokojona udałam się do kuchni, rozświetliłam dom, było zimno i to bardzo, okno w salonie było otwarte.
-Co tu się dzieje do cholery. -Powiedziałam przestraszona.
Weszłam do pokoju a moim oczom ukazał się koszmarny widok. Jan. W kałuży krwi, z pociętą twarzą, miał złamaną nogę, skąd wiem? Była wykrzywiona w drugą stronę. Zrobiło mi się słabo. Rozejrzałam się i zauważyłam nóż, we krwi. Rozpaliłam światło w kuchni, rozpłakałam się, uklęknęłam przed zimnym ciałem Jasia, uniosłam oczy ku górze, na suficie był napis.
PORA NA CIEBIE SKARBIE.
Przestraszyłam się, wstałam gdy nagle coś szarpnęło mnie za włosy.
-Aaaa!-Krzyknęłam z bólu.
Odwróciłam się siła rzeczy, ujrzałam postać. Czarny płaszcz z blado trupią twarzą, bez oczu, znaczy z całkowicie czarnymi dziurami. Serce podskoczyło mi do gardła. Po domu rozbrzmiał śmiech potwora. Zamknęłam oczy na sekundę, poczułam dziwny ból, otworzyłam oczy i ujrzałam plamę krwi pode mną, w brzuchu był ten zakrwawiony nóż. Upadłam na kolana . Osunęłam się na ziemię a nóż przebił moje ciało na wylot.




-Aaaa! -Wykrzyczałam podskakując z łóżka.
-Co się dzieje? -Powiedział przestraszony Jaś który siedział obok mnie.
-Koszmar. -Powiedziałam cicho.
-Chcesz go opowiedzieć.
-Nie, nie teraz. 
-Śpij kochanie. -Powiedział Jan kładąc się obok mnie.
Zamknęłam oczy z nadzieją że już nie obudzi mnie taki sen...



__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________


Hejo hej mordeczki! Przepraszam za długą nieobecność! Jakoś ostatnio miałam mało siły by napisać, nie chcielibyście tego czytać! Cóż mam nadzieję że się spodobało! Krytyka i zażalenia proszę w komentarzach :) ! Cóż, postaram się więcej dodawać, zawsze gdy mnie tu nie ma możecie pytać na asku! Tam jestem codziennie!  http://ask.fm/kicia66mrrrr

piątek, 3 kwietnia 2015

"Use Somebody.. " : 29

Promienie które wpadały przez okno prosto na łóżko oślepiły mnie, usiadłam i przetarłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju, byłam sama, mój wzrok przyciągnęła gitara która leżała w kącie... Spojrzałam na zegar który wskazywał kilka minut po 12, wstałam i leniwym krokiem udałam się do swojego pokoju w celu przebrania się. Idąc korytarzem wabił mnie na dół przyjemny zapach. Weszłam do pokoju i otworzyłam wielką szafę. Turkusowa bluzka i spodenki, może być! -Pomyślałam. Ubrałam się a włosy przeczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Udałam się na dół do kuchni prosto za zapachem, zobaczyłam nakryty stół i Jasia w fartuszku, nie ukrywam dziwne wywołało to na mnie wrażenie. Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
-Hej! Co robisz?
-Witaj! Śniadanko dla ciebie kochana. -Powiedział Jaś.
Wycofałam się i cicho powiedziałam.
-Nie, ja nie jestem głodna.
Jaś podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę zaprowadził do stołu i zmusił bym usiadła.
-Nie będę jeść! -Powiedziałam
-Nie możesz się głodzić! Ile nie jesz? Kilka dni, prawda? Lekarz powiedział że to była przyczyna tego że zemdlałaś. Obiecałem że przypilnuję Cię! Masz jeść. -Powiedział stanowczo.
Nie miałam wyboru.
-Ehh -Westchnęłam.
Wzięłam kawałek i włożyłam do buzi, powoli zaczęłam przeżuwać.
-Pyszne! -Powiedziałam i jadłam dalej.
Jaś przyglądał mi się dokładnie.
-Musisz wiedzieć że nie wyjdziesz tak długo aż nie zjesz wszystkiego.
-Dobra! -Powiedziałam.
Kończąc posiłek Janek podszedł bliżej. Wstałam i rzuciłam mu się na szyję.  
-Dziękuję że o mnie dbasz. -Powiedział całując go w policzek.
-Nie dziękuj. -Odrzekł.
Chcąc posprzątać Jasiek chwycił mnie za rękę i powiedział że zrobi to za mnie, zgodziłam się, nie jestem fanką sprzątania. Udałam się do pokoju Jasia, gitara która wciąż leżała w kącie zaciekawiła mnie jeszcze bardziej, wzięłam ją do ręki i usiadłam, wzięłam głęboki wdech i zagrałam. Pierwsze dźwięki nie były dość perfekcyjne ale oswoiłam się z instrumentem i grałam dalej. Nagle do pokoju wszedł Janek.
-No, nie wiedziałem że grasz. -Powiedział.
-Nie, znaczy kiedyś się uczyłam stare czasy. -Oznajmiłam.
-Zagraj coś jeszcze. -Powiedział.
Pomyślałam chwilę i zaczęłam grać. Kings Og Leon Use Somebody. Poczułam się jakbym była sama, nikt tylko ja i muzyka, zaczęłam śpiewać.
"I've been roaming around always looking down at all I see
Painted faces fill the places I can't reach
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody

Someone like you and all you know and how you speak
Countless lovers under cover of the street
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody
Someone like you
Ooooo

Off in the night, while you live it up, I'm off to sleep
Waging wars to shape the poet and the beat
I hope it's gonna make you notice
I hope it's gonna make you notice

Someone like me
Someone like me
Someone like me, somebody.."

To chyba był błąd, nie zauważyłam kiedy Jaś zaczął mnie nagrywać. Spojrzałam na niego a on jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się i pełen zachwytu powiedział.
-Pięknie.
Uśmiechnęłam się a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
-Dzięki. -Wymamrotałam zawstydzona.
Odłożyłam gitarę na miejsce. Jaś przyglądał mi się uważnie.
-Stało się coś? -Zapytałam
Jaś miał coś powiedzieć gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Jaś wyszedł i poszedł na dół, udałam się za nim. Przyglądałam się kto przyszedł w drzwiach zobaczyłam mężczyznę. To ten sam, ten który ściskał się z moją mamą.
-Przyszedłem po Lili. -Powiedział stanowczo mężczyzna.
-Nie ma jej tu. -Powiedział Janek zamykając drzwi.
Mężczyzna nie dawał za wygraną i odepchnął Jasia wchodząc do domu, wybiegłam z ukrycia i powiedziałam zbulwersowana.
-Wyjdź bo zadzwonię na policję, i powiedz mojej matce że nigdzie nie wracam. Teraz won!
Mężczyzna podszedł bliżej  i złapał mnie za rękę.
-Idziemy. -Powiedział.
Jaś wstał i podszedł by go odepchnąć ale mężczyzna zrobił to wcześniej, Jasiek upadł na ziemię. Kopnęłam faceta w krocze i wyrzuciłam z domu. Podbiegłam do Jasia który próbował wstać, pomogłam mu i spojrzałam na niego, miał czerwony policzek.
-Pójdę po lód- Powiedziałam biegnąc do kuchni.
Janek powoli udał się do salonu, usiadł na kanapie, ja przyniosłam worek z lodem i delikatnie przyłożyłam mu do policzka.
-Wszystko gra? -Zapytałam zmartwiona.
-Jestem twardy, i to bardzo! Jestem mężczyzną, będę mieć wąsy i w ogóle.. -Mówił śmiejąc się.
-Ty wąsy? Ta.. -Zaśmiałam się głośno.
-O ty wredna małpo. -Powiedział Jaś i rzucił się na mnie.
Położył mnie na kanapie i delikatnie usiadł na mnie trzymając moje ręce nad głową.
-I co mi zrobisz? -Zaśmiałam się.
-Zobaczysz. -Odparł.
Zbliżył się do mnie i nagle zaczął mnie łaskotać.
-Nie ! Proszę! Dobra! wyrosną Ci wąsy! Przestań! -Krzyczałam.
-Dobra -Uśmiechnął się Jaś.
-Wredny.
-Wredny ale cię kocham. -Powiedział całując mnie w nos.
Wstał i podał mi rękę. Spojrzałam na niego.
-Spacer? -Zaproponował Janek.
Uśmiechnęła się i kiwnęłam twierdząco głową. Złapał mnie za rękę i wyszliśmy, Janek zamknął drzwi i ruszyliśmy. Drogą nie odzywałam się za bardzo.
-Piękna pogoda. -Powiedział Janek.
-Owszem. -Powiedziałam.
Udaliśmy się do parku, usiadłam na ławce.
-Zaraz wracam.-Powiedział Jaś.
Uśmiechnęłam się a Jaś odbiegł, zamknęłam oczy i oparłam się. Wsłuchałam się w powiew letniego wiatru i śpiew ptaków. Po chwili przyszedł Jan. W jednej ręce trzymał kwiaty a w drugiej dwa lody.
-Kwiaty dla ślicznej Pani. -Powiedział podając mi bukiet białych róż.
-O jej.. Dziękuję skarbie. -Powiedziałam Przytulając go.
Podał mi jeden wafelek z lodami a drugi miał dla siebie.
Usiadł obok i objął mnie ramieniem.
-Jak przytyjesz to nie moja wina. -Roześmiał się.
Spojrzałam na niego i chwyciłam go za rękę w której miał lody, ruszyłam a cała zawartość którą miał w wafelku wylądowała na jego twarzy.
-Ups. -Powiedziałam uśmiechając się niewinnie.
Chwyciłam bukiet i ruszyłam w nogi. Jaś ruszył w pogoni za mną. Odwróciłam się na moment, zauważyłam że Janek jest coraz bliżej, postanowiłam przyśpieszyć. Ganiał za mną po całym parku. Zmęczona ucieczką skryłam się za drzewem z nadzieją że mnie nie zobaczy. Oparłam głowę o drzewo i zamknęłam oczy.Nagle przybiegł lekko zdyszany Jaś, złapał mnie mocno i zaśmiał się. Zaczął mnie całować po policzku i szyi.
-Cały się lepisz! Jaś! -Powiedziałam.
-Wiem. -Zaśmiał się.
-Kotku, nie rób proszę. -Powiedziałam szeptem.
Janek spojrzał mi głęboko w oczy jak nigdy jeszcze. Poczułam się świetnie. Nagle Jaś...

czwartek, 2 kwietnia 2015

Szpital po raz drugi. : 28

Obudził mnie krzyk. Tym razem to nie sen. -Pomyślałam. Zerwałam się z łóżka i wybiegłam z pokoju. Serce przyśpieszyło. Krzyk kobiety.
-Mama? -Wyszeptałam.
Zbiegłam na dół. Weszłam do kuchnie, stała tam moja mama i mama Jasia, całej sytuacji przyglądał się Janek. Zauważył mnie.
-Lili. -Powiedział cicho.
-Lili! Co ty tu robisz?! Miałaś być u ciotki, pakuj się, wracamy.! -Powiedziała stanowczym głosem moja mama.
Z jednej strony cieszyłam się że ją widzę, co jak co ale to moja mama... a z drugiej, złość i nienawiść! Co ona tutaj robi?! Spojrzałam na nią.
-Nie. -Powiedziałam półgłosem.
-Co nie? Jak nie? Wracamy. -Odrzekła zbliżając się w moją stronę.
W powietrzu unosił się smród wódki. Piła. 
-Nigdzie nie idę. -Powiedziałam.
Nagle moja mama uderzyła mnie w policzek rozcinając go pierścionkiem który był źle założony. Pod wpływem siły uderzyłam głową w ścianę. Spojrzałam na nią a po policzku spłynął mi strumyk gorzkich łez.
-Proszę wyjść! Natychmiast! Bo zadzwonię na policję! -Wykrzyczała mama Jasia.
Jasiek podbiegł do mnie zabierając moje ręce z krwawiącego policzka.
-Nie dotykaj. -Powiedział cicho.
Płakałam tak bardzo że zaczęłam dusić się własnymi łzami. Janek kazał mi usiąść, tak też zrobiłam.Wziął apteczkę i zaczął przemywać moją twarz. Zacisnęłam zęby bo ból był silniejszy niż sekundę po uderzeniu.
Mama Jasia przyglądała się. Wstałam i chwyciłam Jasia za ramię.
-Kręci mi się w głowie -Powiedziałam Osuwając się na podłogę. Ostatnie co zapamiętałam to wykrzykiwane przez Jasia moje imię. Ocknęłam się w szpitalu. Oślepił mnie blask lamp które były skierowane na moje łóżko.
-Wszystko gra, zrobimy jeszcze kilka badań i będzie mogła wyjść. -Mówił Lekarz do Jasia i jego mamy.
Rozejrzałam się dookoła.
-Lili! -Podbiegł Jaś rzucając się mi na szyję.
-Już, już! To ja! Heh- Uśmiechnęłam się.
-Dziewczyna potrzebuje teraz dużo odpoczywać. -Powiedział Lekarz.
Janek pocałował mnie w czoło i wyszeptał.
-Wystraszyłaś mnie.
-Muszą państwo wyjść niestety, musimy zrobić kilka badań. -Powiedział Lekarz.
Jan wraz z mamą opuścili salę. Podeszła Pielęgniarka z wózkiem, usiadłam i ruszyłyśmy. Zawiozła mnie do jakiejś sali. Kazali położyć mi się na jakimś "stole" Robiłam co kazali.
Po około 2h. badania się skończyły. Leżałam wgapiając się w sufit aż wróci lekarz i powie czy mogę wracać.
Po długim oczekiwaniu przybył lekarz wraz z Jankiem.
-Wyniki wyszły pozytywnie, jednak powinna pani na siebie uważać, w razie potrzeby proszę konsultować się z lekarzem.
Przytaknęłam. Zostałam odłączona od całej tej aparatury i mogłam wyjść.
-Cieszę się że nic Ci nie jest. -Powiedział Jaś obejmując mnie.
-Też się cieszę.
Mama Jasia czekała w samochodzie. Zazwyczaj Janek siedział z przodu, teraz usiadł ze mną na tylnim siedzeniu. Objął mnie a ja mogłam położyć głowę na jego ramieniu.
-Janku, muszę wyjechać na kilka dni. -Oznajmiła nagle mama Jasia.
Janek nie wypytywał o szczegóły, ma bardzo dobry kontakt z mamą i ufa jej bezgranicznie.
-Dobrze. -Powiedział.
Spojrzał na mnie dość dziwnie i wyszeptał.
-Mamy kilka dni dla siebie mordo.
Uśmiechnęłam się nie śmiało bowiem nie wiem co ma na myśli mówiąc że mamy kilka dni dla siebie. Czyżby coś planował? Nie ważne.
Po kilku minutach dojechaliśmy. Jaś wyszedł i przytrzymał mi drzwi.
-Dziękuję Panu.-Uśmiechnęłam się.
-Ależ proszę .
Weszliśmy do domu. Mama Janka była gotowa do wyjazdu.
Przytuliła Jasia i podeszła do mnie. Przytulając mnie wyszeptała.
-Pilnuj go bardzo Cię proszę! Ty jesteś bardziej ogarnięta. -Uśmiechnęła się.
Przytaknęłam z uśmiechem na twarzy.
-Więc. -Powiedział Jaś łapiąc mnie w pasie. -Co robimy.
-Kochanie ty moje, ja idę oglądać film a ty sio spać. -Roześmiałam się.
-Pf. -Parsknął Jaś.
Udałam się do salonu i włączyłam komedię romantyczną. Jaś siedział ze mną, wolał oglądaj film akcji ale przekupiłam go buziakiem. Co kilka minut budziłam go zatykając mu nos. Postanowiłam go nie męczyć.
-Chodźmy spać. Troszkę wcześnie ale chyba obaj jesteśmy zmęczeni co? -powiedziałam.
Jaś przytaknął .Udaliśmy się do jego pokoju i położyliśmy się . Jaś przytulił mnie jak ulubioną przytulankę.
-Lili. ..
-Tak.
-Czy.. Znaczy bo ja Cię Kocham.. -Mówił.
-Mów słońce.
-Mogę zostać Twoim księciem księżniczko ? -Zapytał nieśmiało.
-Pewnie. -powiedziałam szczęśliwa całując go w usta. -Teraz śpij mój księciu.
-Kolorowych .-powiedział zadowolony.
Gdybyś wiedział jak ja Cię kocham nie uwierzył byś.

To tylko zły sen. : 27

-Twoja koleżanka nie będzie miała nic przeciw! -Powiedziała.
Obaj z Jasiem spojrzeliśmy na nią zdziwieni. Objęła go za szyję i pocałowała. Zagotowało się we mnie. Jaś stał jak wryty, zaskoczony przebiegiem sytuacji. Udałam że dzwoni mi telefon, wyjęłam i odeszłam kawałek prowadząc zmyśloną konwersację. Jaś zrobił sobie zdjęcie z drugą z dziewczyn.
Lili nie możesz być zazdrosna! Przecież różne może mieć fanki, a to że na złość dziś trafiła się taka to nic nie poradzisz! 
Usiadłam na ławce opuszczając głowę.
Ktoś usiadł obok. Janek. Objął mnie ramieniem.
-Przepraszam. Nie wiedziałem że tak zrobi. -Wyszeptał.
-Dobrze. -Odparłam
-Posmutniałaś. -Powiedział przytulając mnie mocniej.
-Dziwnie poczułam się widząc jak całuje Cię inna. Ale wiem ze to nie Twoja wina, nie mogłeś jej uderzyć, ani okrzyczeć, za to Cię też szanuję. Bez słowa zareagowałeś.. -Powiedziałam. 
Jaś już nic nie powiedziała. Wstałam i udałam się do domu. Przed drzwiami Jaś złapał mnie i spojrzał w oczy.
-Nie dokończyłem tego. -Powiedział całując mnie w usta. 
Wróciło uczucie to samo co za pierwszym razem. Spojrzałam na niego całując w policzek. Cicho weszłam do środka. Pani domu wyszła z kuchni sprawdzając kto przyszedł.
-Zrobiłam Kolację! -Powiedziała mama Jasia. -Chodź Lili.
-Nie jestem głodna. -Powiedziałam uśmiechając się,
Udałam się na górę. Poszłam do łazienki i od razu wzięłam orzeźwiający prysznic. Przez chwile stałam opierając się jedną ręką o ścianę. Ciepłe strumienie wody spływały po moim ciele. Ktoś zaczął dobijać się do drzwi.
-Lili! Jesteś tam ! Lili ! -Wołał Janek zdenerwowanym głosem.
-Jestem! -Odrzekła.
Nic już nie powiedział, chyba chciał się upewnić czy jestem cała. Zakręciłam wodę, wytarłam ciało ręcznikiem i zawinęłam się. Otworzyłam drzwi i pobiegłam do pokoju. Zamknęłam drzwi. Miałam zdjąć ręcznik gdy spod kołdry wyłonił się Jaś.
-Wooow!- Powiedział otwierając szeroko gały.
-Jaś! Co ty tu robisz! Chce się ubrać ! Wyjdź! -Wykrzyczałam.
Jaś wstał i podszedł do mnie. Przytulił mnie mocno.
-Mogę się ubrać? -Zapytałam.
-Ubieraj się. -Powiedział Jaś uśmiechając się kusząco. 
-Wyjdź.
Janek spojrzał mi w oczy. W tym samym momencie spadł mi ręcznik.
-Zamykaj oczy ! Już! -Wykrzyczałam.
Janek roześmiał się głośno, posłuchał i zamknął oczy. Szybko zawinęłam się z powrotem.. Bez słowa wyrzuciłam go z pokoju. Nie protestował. Podsuszyłam lekko włosy, założyłam koszulkę i bieliznę. Położyłam się do łóżka. Przyszedł Jaś.
-Śpisz? -Zapytał.
-Próbuję. -Powiedziałam cicho.
Podszedł i pocałował mnie w głowę. 
-Dobranoc mała. -Powiedział wychodząc z pokoju.
Obróciłam się na drugi bok i zasnęłam.

Obudził mnie krzyk. Zerwałam się z łóżka, Założyłam czarne rurki i koszulkę na ramiączkach w kolorze pudrowego różu, włosy przeczesałam i splotłam w warkocz, kosmyk włosów spadał mi na czoło. Wyszłam z pokoju i udałam się na dół. Zobaczyłam zabarykadowane drzwi, zasłonięte okna. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Jasia, miał rozcięty łuk brwiowy. Był cały we krwi, nigdzie nie widziałam Pawła i jego Mamy. 
-Co się dzieje?! -Zapytałam.
-Zaczęło się. -Powiedział.
-Ale o co Ci chodzi? ! -Zaczęłam panikować.
-Stare problemy. Paweł kiedyś podpadł kolesiowi, i to jakiemuś tam, szef gangu. Teraz się mszczą. -Powiedział cicho.
Nie wierzę. Paweł ? Naprawdę? To nie może być prawda! Boże, przecież.. On nie wygląda na takiego, czy to coś strasznego? Boję się! Jednak ludzie są inni niż sobie wyobrażasz. 
-Zadzwońmy po policję.! -Powiedziałam.
-To nic ni da. -Powiedział.
-Jak nie da! Musi dać! -Wykrzyczałam.
Wzięłam telefon i wykręciłam numer na policję. W słuchawce usłyszałam tylko śmiech.
-Nic wam nie pomoże. 
Wybuchłam płaczem. Ja nie chce! Boże! To nie prawda.
Jaś podszedł do mnie i przytulił mnie mocno.
-Lili, wiesz że jesteś dla mnie wszystkim, tak? Zawsze będę Cię kochać! Zawsze księżniczko, nie pozwolę Cie skrzywdzić. -Powiedział.
Po tych słowach zapłakałam jeszcze bardziej.Ktoś włamał się przez okno. Zaczęłam krzyczeć. Usłyszałam tylko strzał. Janek upadł na ziemię, stałam i patrzyłam. Dookoła była krew, kałuża krwi w której leżał. Zaczęłam krzyczeć.
-Nie! Nie! Jak możecie! Nie !
Jakaś postać w kominiarce podeszła do mnie. Mężczyzna śmiał się. Pistoletem który miał w Prawej ręce jeździł po mojej twarzy. Płakałam coraz bardziej. Chwycił mnie za włosy i mocno szarpnął.
-aaaaa!-Wykrzyczałam.
Przyłożył pistolet do mojej skroni i strzelił.


-Aaaaa!! -Poderwałam się z łóżka zapłakana i spanikowana. 
-Lili co się dzieje? -Do pokoju przybiegł Jaś. 
Podszedł i usiadł obok przytulając mnie. 
-Ćśśś, to tylko zły sen. -Szeptał.
Uspokoiłam się.
-Już dobrze? -Zapytał.
-Tak.- Odparłam.
-Pójdę już. -Powiedział.
-Nie! -Chwyciłam go za rękę. -Zostań, śpij ze mną, proszę..
Jaś uśmiechnął się i położył obok. Położyłam głowę na jego klacie, on delikatnie pogłaskał mnie i przytulił.
Po paru minutach zasnęłam. 

Zimna woda, cicha woda, lalala : 26

Po namiętnym pocałunku odchyliłam się delikatnie. Nagle ktoś pod drzwiami puścił piosenkę którą kiedyś śpiewał Jan- Miłość Rośnie wokół nas. Spojrzałam na Jasia który uśmiechał się patrząc na drzwi, dał znak głową że mam je otworzyć, byłam bliżej więc wyciągnęłam rękę a tam Paweł.
-Hej ! -Powiedziałam -Co ty tu robisz?
-A  podziwiam te piękne drzwi -Mówił z drwiną w głosie.
-Tak, tak a piosenka sama się włączyła. -Mówiłam uśmiechając się.
-Piosenka? Aaa ta piosenka! Naprawdę nie wiem jak to się mogło stać. -Po tych słowach Paweł wybuchł śmiechem.
Jaś spojrzał na mnie i też zaczął się śmiać. Paweł wszedł do pokoju i oparł się o Jasia śmiejąc się jak jakiś gbur.
-Co za ludzie. -wymamrotałam pod nosem.
Stałam i czekałam aż bracia łaskawie się uspokoją. W końcu nie wytrzymałam i poszłam do łazienki, wzięłam niewielką miskę i napełniłam całą zimną wodą. Udałam się do pokoju gdzie Paweł i Jaś leżeli na ziemi wciąż się śmiejąc.
I co ich tak bawi? Pomyślałam. Bez zastanowienia wylałam na obu miskę zimnej wody co od razu postawiło ich na nogi. Widząc ich obu zdziwionych roześmiałam się, obok mnie stanęła mama Jasia i spojrzała na nich.
Co tu się dzieje? -Zaśmiała się widząc jak po Pawłowi i Jasiokowi spływały strumyki wody. Janek spojrzał na mnie i wyszeptał,
-Po Tobie mała.
Instynkt podpowiedział mi że pora uciekać.
-Ja nic nie wiem! -Zawołałam .
Ruszyłam i pobiegłam schodami w dół, wybiegłam z domu zatrzaskując drzwi Jasiowi przed nosem. Ruszyłam prosto przed siebie, nie patrząc pod nogi, z racji iż nie jestem typem sportowca dość szybko zmęczył mnie bieg, postanowiłam jednak nie poddawać się i biegłam nadal.
-Aaa- Usłyszałam nagle krzyk Jasia.
Odwróciła się i zobaczyłam go leżącego na ziemi. Szybko podeszłam w jego stronę.
-Co się stało? -Zapytałam zaskoczona.
-Nic! -Powiedział wstając i łapiąc mnie.
Wziął mnie na ręce i zaśmiał się głośno.
-Janku puść mnie! Natychmiast ! -Krzyczałam.
-Teraz Ty będziesz mokra- Powiedział idąc w stronę rzeki która płynęła niedaleko.
-Nie! Nie, nie! -Krzyczałam bijąc go po plecach.
-Oj nic Ci nie będzie! -Powiedział zadowolony wchodząc do rzeki i rzucając mnie delikatnie do wody. -To rewanż.
-Rewanż ? Ty oberwałeś z miski ja siedzę w rzece! -Wykrzyczałam.
Janek spojrzał na mnie robiąc minę zbitego szczeniaka.
-Oh ! pomógłbyś mi wstać -Wymamrotałam oburzona.
Jaś podał mi rękę, nie spodziewał się przebiegu sytuacji. Pociągnęłam go mocno do siebie. Niezdarnie, lecz jednak na moją korzyść upadł obok. Wstałam i spojrzałam na niego.
-Teraz jest rewanż ! -Powiedziałam śmiejąc się.
-Ha, ha, ha . Śmieszne. -Powiedział ironicznie, wstając.
Wyszliśmy z wody, spojrzałam na Jasia który również patrzył na mnie.
-No odwróć się! -Powiedziałam.
Nie protestował, odwrócił się. Zdjęłam koszulkę i wykręciłam ją, strumyk wody spadł na ziemie.
Spodnie sobie daruję. 
Zakładając koszulkę spojrzałam w stronę Jasia który patrzył na mnie jak wryty.
-Miałeś się odwrócić i nie patrzeć! -Wykrzyczałam zbulwersowana.
-Wybacz, musiałem. -Powiedział robiąc po raz drugi minę szczeniaka.
Spojrzałam na niego nie odzywając się. Postanowiłam poudawać obrażoną i złą. Z grymasem na twarzy udałam się do domu.
-Ej! Lilka! Czekaj, no nie obrażaj się! -Mówił Jaś.
W głębi śmiałam się jak opętana, po twarzy jednak nie dawałam tego poznać. Nie zła ze mnie aktoreczka skoro tak dobrze ukrywam swoje uczucia. Zadarłam nosa i nie odwracając się szłam dalej.
Janek złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Motylki wróciły, delikatnie przygryzłam wargę patrząc w inną stronę, ludzie patrzyli na nas.
-Chciałbym przygryźć Ci tą wargę -Wyszeptał mi do ucha.
Opuściłam głowę i wyrwałam się z rąk Jasia, uciekałam w stronę domu niestety pech tak chciał że złapał mnie po raz drugi.
-Gdziekolwiek byś nie chciała iść i tak Cię znajdę. -Powiedział zbliżając swoją twarz do mojej.
Już miał mnie pocałować gdy podbiegły dwie dziewczyny krzycząc jego imię.
Fanki, czyli tak to wygląda, spotykają go i od razu podbiegają z piskiem.
Oddaliłam się kawałek by nie przeszkadzać im w robieniu zdjęć .
Jedna spojrzała na mnie wrogo.
-Jasiu nie mówiłeś że masz dziewczynę. -Powiedziała.
-Bo jeszcze nie mam -Odparł uśmiechając się do mnie.
To co zrobiła było chyba spowodowane zazdrością.