Więc.. Z racji iż tak zaniedbałam bloga posty będą pojawiać się co tydzień w piątek lub sobotę :)! (w zależności od sytuacji)
Dlaczego tak ? w między czasie zaczęłam pisać bloga O MNIE! Link ---> http://jestemmkingaa.blogspot.com/
Zapraszam wszystkich serdecznie, dziś ukazał się pierwszy post - wstęp :) Mam nadzieje ze przypadnie do gustu <3
Miłego wieczoru :*
:3
czwartek, 3 grudnia 2015
poniedziałek, 30 listopada 2015
Kacper = szpital.. : 36
Siedziałam sama głaszcząc psa po głowie. Położyłam się i zamknęłam oczy. Słońce które świeciło dość jasno nagle ktoś przysłonił, promienie słoneczne które pieściły moją skórę na twarzy nagle przestały świecić.
-Co jest? -Podniosłam się.
Ktoś stał za mną , trochę bałam się odwrócić. Pies który leżał na moich nogach zerwał się jak szalony i wydał z siebie głośne szczekanie. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się, z jakże fałszywym uśmiechem stał Kacper. Szybko zerwałam się na nogi i stanęłam przed nim.
-W końcu sami. -Powiedział Kacper głosem seryjnego zabójcy.
-Odwal się! -Wykrzyczałam spanikowana.
Odwróciłam się chcąc odejść od człowieka który zranił mnie kiedyś tak bardzo.. Kacper chwycił mnie za rękę a ja wypuściłam smycz.
-Ari! - Zawołałam za psem który uciekł w stronę domu. -Zaje... Odwal się! -Mówiłam szarpiąc się.
-Ani mi się śni. -Powiedział Kacper ciągnąc mnie za sobą.
Coraz bardziej spanikowana nie wiedziałam co robić. Próbując wyjąć telefon z kieszeni, Kacper jednym ruchem wyrwał mi go. Przycisnął mnie do drzewa które stało jednak nie tak daleko.
-Mamy do pogadania! -Powiedział.
-Wypuść mnie psychopato !-Zaczęłam krzyczeć.
Kacper zatkał mi usta blokując jednocześnie dostęp do powietrza. Chwycił mnie za szyję i przydusił dość mocno. Nie mogąc wydusić z siebie żadnego sensownego dźwięku stałam czekając aż mnie wypuści. Kacper sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął maleńki scyzoryk.
-Och..Zranić kogoś i zostawić samego, a ja tyle Ci obiecałem.. Miłość do końca. Ależ ze mnie idiota, tak ranić innych oj Lili... -Mówił jeżdżąc ostrzem po moim policzku.
-Ale to ty mnie zdradziłeś. -Powiedział ledwo..
Kacper nagle rozciął mi twarz. Poczułam okropne ciepło.. Krew która spływała po mojej twarzy.
-Już nie będziesz taka piękna -Uśmiechnął się. -A ja tak cię "kochałem".. -Mówił szydząc ze mnie.
Próbując złapać jak najwięcej powietrza w płuca, ktoś oderwał Kacpra ode mnie. Janek - rycerz który zjawia się w najbardziej wyczekiwanym momencie. Jaś uderzył Kacpra kilka razy. Kacper bez szans, odszedł z zakrwawioną twarzą. Jaś spojrzał na mnie .
-Cholera.. -Powiedział i zdjął bluzę tamując krwawienie z mojej twarzy . Wyjął telefon i szybko zadzwonił po pogotowie które zjawiło się gdy doszliśmy na drogę główną. Janek panikował...
-Co on.. Jak?! Mała! Na pewno wszystko ok? Mów do mnie. -Gadał bez opamiętania.
-Dam radę. -Wybełkotałam.
Sanitariusze zabrali mnie do karetki, Jaś który błagał musiał dostać się na własną rękę... Jedyne co mnie zastanawiało to skąd wiedział??..
-Jak to się stało ? -Pytał mężczyzna który wycierał krew z mojej twarzy próbując jak najskuteczniej zatamować wszystko..
-Patrz. -Powiedział drugi z nich wskazując na moją szyję i rękę.
-Kto ci to zrobił ? -Pytał mężczyzna z niedowierzaniem...
-Więc mój były chciał się zemścić na mnie za to że go zostawiłam choć to on mnie zdradził -Powiedziałam spokojnie.
W normalnych warunkach już dawno wybuchnęłabym płaczem lub coś, ale chyba brak powietrza coś mi poprzestawiał...
-Czyli zemsta na byłej? Wiesz że to co zrobił jest karalne? Powinnaś zgłosić to na policję. -Mówił.
-Powinnam. -Wyszeptałam.
-Boisz się? -Pytał facet.
Milczałam. To mówi samo za siebie, brak słów zawsze wszystko tłumaczy.
-Dobra..- Powiedział facet siedzący obok. -Imię i te sprawy.
Ładnie się przedstawiłam i powiedziałam to co było potrzebne do jakiejś dziwnej kartoteki czy coś.
Dotarliśmy na miejsce. Z karetki wywieźli mnie na jakiś noszach czy coś takiego, w sumie sama nie wiem jak to się nazywa. Przybiegł Lekarz. Sanitariusz dał mu sprawozdanie, powiedział co i jak. Zawieźli mnie na salę. Przyszedł do mnie lekarz.
-Musimy to zeszyć, rana jest dość głęboka, opiekun musi podpisać zgodę ale w tym wypadku nie możemy czekać. Przyjedzie ktoś?
Przytaknęłam a lekarz zawołał pielęgniarkę która w kilku sekund przybyła z wózkiem prosząc bym usiadła, zawiozła mnie na salę zabiegową i kazała położyć się na specjalnym łóżku.
-Lekarz zaraz będzie. -Powiedziała.
Dopiero teraz poczułam silne pieczenie i ból przeszywający mnie na wskroś. Zacisnęłam pięści i zamknęłam oczy próbując nie myśleć o tym bólu.
-Jestem -Powiedział Lekarz wchodzący do sali, pielęgniarka przygotowała co miała.
Pan doktor umył ręce i założył rękawiczki ochronne. Pielęgniarka wbiła mi kilka razy znieczulenie i po chwili nie czułam już pół twarzy. Leżałam i czekałam na upragnione "Skończone".. Czekałam wieczność aż wreszcie.
-Już koniec, w sumie masz 6 szwy. -Powiedział lekarz.
Westchnęłam cicho i usiadłam na wózku po czym pielęgniarka zawiozła mnie na sale. Położyłam się do łóżka, nie minęło 5 minut gdy do sali wbiegł Janek a za nim policja..
-Janek.. -Wyszeptałem.
-Lili! Ten palant nie zrobi Ci więcej krzywdy, byłem na policji. -Mówił..
-Dziękuję. -Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
-Dzień dobry, wiemy że jesteś zmęczona ale musisz powiedzieć jak to było.
-Zaczekam z twoją ciocią i Klaudią na korytarzu. -Powiedział Jasiek.
W tym całym zamieszaniu zapomniałam o Klaudii. Cieszę się z faktu iż ciocia jest tu...
Podniosłam się i opowiedziałam funkcjonariuszom całą prawdę, spisali wszystko i obiecali że zajmą się sprawą. Do mojego łóżka podszedł lekarz.
-Nie ma sensu trzymać Cię tu na daremni, możesz wyjść, ale pamiętaj gdyby coś się działo powiedz komuś i udaj się do lekarz. Jeszcze za kilka dni na kontrolę policzka.
-Dziękuję. -Powiedziałam i udałam się do wyjścia.
Wychodząc z sali minęłam Jasia, Klaudię i Ciocię.
-Czekaj Lili! -Powiedział Jaś idąc za mną.
-Już Ci się nie spodobam . -powiedziałam uśmiechając się, po policzku spłynęła mi łza, Janka zatkało i stał jak wryty.
-Lili do cholery! Kocham Cię bez względu na to jak wyglądasz.! -Wykrzyczał.
-Przecież ja też cię kocham Jasiu. -Wyszeptałam i zatrzymałam się.
Janek podszedł i przytulił mnie.
-Będzie dobrze. -Powiedział...
-Co jest? -Podniosłam się.
Ktoś stał za mną , trochę bałam się odwrócić. Pies który leżał na moich nogach zerwał się jak szalony i wydał z siebie głośne szczekanie. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się, z jakże fałszywym uśmiechem stał Kacper. Szybko zerwałam się na nogi i stanęłam przed nim.
-W końcu sami. -Powiedział Kacper głosem seryjnego zabójcy.
-Odwal się! -Wykrzyczałam spanikowana.
Odwróciłam się chcąc odejść od człowieka który zranił mnie kiedyś tak bardzo.. Kacper chwycił mnie za rękę a ja wypuściłam smycz.
-Ari! - Zawołałam za psem który uciekł w stronę domu. -Zaje... Odwal się! -Mówiłam szarpiąc się.
-Ani mi się śni. -Powiedział Kacper ciągnąc mnie za sobą.
Coraz bardziej spanikowana nie wiedziałam co robić. Próbując wyjąć telefon z kieszeni, Kacper jednym ruchem wyrwał mi go. Przycisnął mnie do drzewa które stało jednak nie tak daleko.
-Mamy do pogadania! -Powiedział.
-Wypuść mnie psychopato !-Zaczęłam krzyczeć.
Kacper zatkał mi usta blokując jednocześnie dostęp do powietrza. Chwycił mnie za szyję i przydusił dość mocno. Nie mogąc wydusić z siebie żadnego sensownego dźwięku stałam czekając aż mnie wypuści. Kacper sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął maleńki scyzoryk.
-Och..Zranić kogoś i zostawić samego, a ja tyle Ci obiecałem.. Miłość do końca. Ależ ze mnie idiota, tak ranić innych oj Lili... -Mówił jeżdżąc ostrzem po moim policzku.
-Ale to ty mnie zdradziłeś. -Powiedział ledwo..
Kacper nagle rozciął mi twarz. Poczułam okropne ciepło.. Krew która spływała po mojej twarzy.
-Już nie będziesz taka piękna -Uśmiechnął się. -A ja tak cię "kochałem".. -Mówił szydząc ze mnie.
Próbując złapać jak najwięcej powietrza w płuca, ktoś oderwał Kacpra ode mnie. Janek - rycerz który zjawia się w najbardziej wyczekiwanym momencie. Jaś uderzył Kacpra kilka razy. Kacper bez szans, odszedł z zakrwawioną twarzą. Jaś spojrzał na mnie .
-Cholera.. -Powiedział i zdjął bluzę tamując krwawienie z mojej twarzy . Wyjął telefon i szybko zadzwonił po pogotowie które zjawiło się gdy doszliśmy na drogę główną. Janek panikował...
-Co on.. Jak?! Mała! Na pewno wszystko ok? Mów do mnie. -Gadał bez opamiętania.
-Dam radę. -Wybełkotałam.
Sanitariusze zabrali mnie do karetki, Jaś który błagał musiał dostać się na własną rękę... Jedyne co mnie zastanawiało to skąd wiedział??..
-Jak to się stało ? -Pytał mężczyzna który wycierał krew z mojej twarzy próbując jak najskuteczniej zatamować wszystko..
-Patrz. -Powiedział drugi z nich wskazując na moją szyję i rękę.
-Kto ci to zrobił ? -Pytał mężczyzna z niedowierzaniem...
-Więc mój były chciał się zemścić na mnie za to że go zostawiłam choć to on mnie zdradził -Powiedziałam spokojnie.
W normalnych warunkach już dawno wybuchnęłabym płaczem lub coś, ale chyba brak powietrza coś mi poprzestawiał...
-Czyli zemsta na byłej? Wiesz że to co zrobił jest karalne? Powinnaś zgłosić to na policję. -Mówił.
-Powinnam. -Wyszeptałam.
-Boisz się? -Pytał facet.
Milczałam. To mówi samo za siebie, brak słów zawsze wszystko tłumaczy.
-Dobra..- Powiedział facet siedzący obok. -Imię i te sprawy.
Ładnie się przedstawiłam i powiedziałam to co było potrzebne do jakiejś dziwnej kartoteki czy coś.
Dotarliśmy na miejsce. Z karetki wywieźli mnie na jakiś noszach czy coś takiego, w sumie sama nie wiem jak to się nazywa. Przybiegł Lekarz. Sanitariusz dał mu sprawozdanie, powiedział co i jak. Zawieźli mnie na salę. Przyszedł do mnie lekarz.
-Musimy to zeszyć, rana jest dość głęboka, opiekun musi podpisać zgodę ale w tym wypadku nie możemy czekać. Przyjedzie ktoś?
Przytaknęłam a lekarz zawołał pielęgniarkę która w kilku sekund przybyła z wózkiem prosząc bym usiadła, zawiozła mnie na salę zabiegową i kazała położyć się na specjalnym łóżku.
-Lekarz zaraz będzie. -Powiedziała.
Dopiero teraz poczułam silne pieczenie i ból przeszywający mnie na wskroś. Zacisnęłam pięści i zamknęłam oczy próbując nie myśleć o tym bólu.
-Jestem -Powiedział Lekarz wchodzący do sali, pielęgniarka przygotowała co miała.
Pan doktor umył ręce i założył rękawiczki ochronne. Pielęgniarka wbiła mi kilka razy znieczulenie i po chwili nie czułam już pół twarzy. Leżałam i czekałam na upragnione "Skończone".. Czekałam wieczność aż wreszcie.
-Już koniec, w sumie masz 6 szwy. -Powiedział lekarz.
Westchnęłam cicho i usiadłam na wózku po czym pielęgniarka zawiozła mnie na sale. Położyłam się do łóżka, nie minęło 5 minut gdy do sali wbiegł Janek a za nim policja..
-Janek.. -Wyszeptałem.
-Lili! Ten palant nie zrobi Ci więcej krzywdy, byłem na policji. -Mówił..
-Dziękuję. -Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
-Dzień dobry, wiemy że jesteś zmęczona ale musisz powiedzieć jak to było.
-Zaczekam z twoją ciocią i Klaudią na korytarzu. -Powiedział Jasiek.
W tym całym zamieszaniu zapomniałam o Klaudii. Cieszę się z faktu iż ciocia jest tu...
Podniosłam się i opowiedziałam funkcjonariuszom całą prawdę, spisali wszystko i obiecali że zajmą się sprawą. Do mojego łóżka podszedł lekarz.
-Nie ma sensu trzymać Cię tu na daremni, możesz wyjść, ale pamiętaj gdyby coś się działo powiedz komuś i udaj się do lekarz. Jeszcze za kilka dni na kontrolę policzka.
-Dziękuję. -Powiedziałam i udałam się do wyjścia.
Wychodząc z sali minęłam Jasia, Klaudię i Ciocię.
-Czekaj Lili! -Powiedział Jaś idąc za mną.
-Już Ci się nie spodobam . -powiedziałam uśmiechając się, po policzku spłynęła mi łza, Janka zatkało i stał jak wryty.
-Lili do cholery! Kocham Cię bez względu na to jak wyglądasz.! -Wykrzyczał.
-Przecież ja też cię kocham Jasiu. -Wyszeptałam i zatrzymałam się.
Janek podszedł i przytulił mnie.
-Będzie dobrze. -Powiedział...
środa, 14 października 2015
Goście!: 35
Wiele nie zdążyłam powiedzieć gdyż w domu rozległ się dzwonek. Janek zdziwiony spojrzał na mnie. Wstał i udał się na dół, bez wahania ruszyłam za nim.
-Hej... Ja do... -Zaczęła dziewczyna.
-Klaudia? -Wyłoniłam się za pleców Jasia.
Spojrzałyśmy na siebie, podbiegłam do niej i rzuciłam jej się na szyję. Przytuliłyśmy mocno, czułam w kościach że coś jest nie tak. Janek przyglądał mi się uważnie.
-Jak mnie tu znalazłaś?-Pytałam.
Klaudia bez słowa wycofała się, czułam że szykują się kłopoty. Dostrzegłam na ulicy zakapturzoną postać..
-Tylko nie to.. -Powiedziałam do siebie. -Kacper..
-On mnie tu przyprowadził.
Kacper ruszył w naszą stronę. Zacisnęłam mocno pięści i wydusiłam z siebie marne kilka słów.
-Czego tu?!
-Och moja kochana Lili, coś Ty taka nerwowa.? Nie cieszysz się że jestem? -Podszedł bliżej i wyciągnął ręce w moją stronę.
Janek wyszedł z domu i murem stanął przede mną, przerażona Klaudia podbiegła kryjąc się za Jasiem, przytuliłam ją mocno.
-Wynoś się. -Powiedział Jan.
-Od tej szmaty? Z chęcią. -Rzucił zimnym głosem Kacper.
Jaś ruszył w stronę Kacpra, odsunęłam Klaudię od swojego boku i chwyciłam z całej siły Jasia za rękę.
-Nie warto. -Powiedziałam.
Kacper zaśmiał się, słyszałam ten śmiech, nie był to śmiech, raczej udawanie że ma wszystko gdzieś, czyżby wyrzuty sumienia? Nie mój problem. Wraz z Jasiem i Klaudią udaliśmy się do domu. Widziałam że jest cos nie tak.Weszliśmy do salonu, Klaudia usiadła w fotelu a ja z Jasiem na Kanapie. Klaudia uśmiechnęła się szeroko.
-Znam cię. -Powiedziała. - Dąbrowski, tak? Nagrywasz na YouTube.. Znam. -Mówiła.
-Prawda. -Powiedział dumny Janek.
Spojrzałam na nich i uśmiechnęłam się.
-Co cie tu sprowadza? -Zapytałam Klaudii.
-Przepraszam za Kacpra, tylko on wiedział jak mogę cię znaleźć. Musiałam Cię zobaczyć.. -Mówiła lekko zdenerwowana.
-Co jest.? -Zaniepokoiłam się.
-Paweł.. Ewka.-Mówiła ze łzami w oczach.
-Ta szmata każdego się uczepi. -Powiedziałam.
-Nienawidzę ich! -Powiedziała Klaudia. -Rano mówił mnie że mnie kocha.. Chciałam mu zrobić niespodziankę, po południu poszłam do niego. Wchodząc do pokoju słyszałam czyjeś głosy. Poszłam dalej i weszłam do pokoju. Wiesz co zobaczyłam? Ha.. Półnagą Ewkę z Pawłem.. Moim Pawłem. Razem. Cholera.. Byłam naiwna. -Wytłumaczyła się Klaudia po czym rozpłakała się.
Zatkało mnie, nie wiedząc co powiedzieć westchnęłam cicho. Janek Przyglądał mi się z uwagą. Wstałam z miejsca i przykucnęłam przed Klaudią.
-Będzie dobrze .. -Wymamrotałam.
-Musi być. -Powiedziała.
-Chodź. -Powiedziałam wstając i wyciągając rękę do mojej przyjaciółki.
Zaprowadziłam ją do pokoju który był przeznaczony do mojego użytku.
-Prześpij się, widzę że jesteś padnięta.
-Czyj to pokój.
-Brata Jasia który już tu nie mieszka, aktualnie ja w nim urzęduję. -Uśmiechnęłam się.
-A jeżeli prześpię całą noc, gdzie będziesz spać? -Zapytała.
-Z Jasiem. -Powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Wy razem?! -powiedziała zaskoczona Klaudia.
-T-tak. -Wydukałam .
-Gratki. Ale hej, ciocią nie chce być- Zażartowała.
-Spokojnie. -Powiedziałam zaczerwieniona.
Podałam jej koszulkę i spodenki by się przebrała.
-Miłej nocy. -Powiedziałam wychodząc z pokoju.
Uchwyciłam tylko uśmiech Klaudii.
Zeszłam do Janka który chrapał smacznie na kanapie.
-Oj.. -Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło.
Podeszłam do kuchni, usiadłam przy stole na którym leżał zeszyt i kilka długopisów. Oglądając bazgroły mojego mężczyzny wyrwałam kartkę i napisałam "WYSZŁAM Z PIESKIEM. NIE MARTW SIĘ!" Po czym wstałam i przyczepiłam karteczkę magnesem do lodówki.
Wzięłam z szafki na korytarzu smycz i bluzę Janka, założyłam i wyszłam na podwórko. Podeszłam do miejsca Ariego, zaczepiłam smycz na jego obrożę i wyszłam z naszego podwórka. Udałam się na miejsce gdzie spotkałam Jasia. Nie zajęło mi to długo gdyż pies był tak zadowolony że siłą zaciągnął mnie na polanę. Będąc na miejscu usiadłam na trawie i spojrzałam na to co mnie otacza. Pies nagle opadł z sił, podbiegł i położył głowę na moich kolanach, pogłaskałam go i spojrzałam w niebo, promienie słońca oślepiły mnie na chwilę, opuściłam głowę i w ciszy siedziałam.
niedziela, 13 września 2015
Coś nie zwykłego.: 34
Już długo nie czułam tego co teraz, siedzieliśmy po prostu obok, przytuleni i patrzyliśmy na telewizor.. Jestem ciekawa co on teraz myśli. Może nie czuje już tego co kiedyś? Może przestaje mnie kochać, strasznie sie tego boję. Nie zauważyłam że Jaś przez cały czas z uwagą mi się przygląda.
-Kocham Cię. -Wyszeptał składając pocałunek na moich ustach.
Uśmiechnęłam się, ulżyło mi gdy to powiedział. Zabrzmiał dzwonek, Janek wstał i udał się do drzwi. Pizza przyszła. Wrócił po pieniądze, zapłacił i wrócił do mnie z kwadratowym pudełkiem gdzie znajduje się okrągła pizza z trójkątnymi kawałkami, czyż to nie logiczne? Jan poszedł po kuchni po talerze, szklanki i sok. Podał mi na talerzu jeden kawałek.
-Smacznego. - Dodał.
-Dziękuję i wzajemnie.
Jaś uśmiechnął się i zaczęliśmy spożywać kolację... Kończąc swoją porcję Jaś dołożył mi jeszcze dwa kawałki, zjadłam jeszcze jeden i napiłam się soku. Odkładając talerz Jaś spojrzał na mnie badawczo.
-Już nie mogę! -Rzekłam.
-Jak to? Przecież masz jeść! -Mówił.
-Naprawdę nie dam rady. -Odpowiedziałam stanowczo i zaniosłam kawałek do lodówki. -Dokończysz beze mnie, muszę iść się położyć, dziwnie się czuję.
-Wszystko dobrze? -Zapytał zaniepokojony Jasiek .
-Tak! Idę po prostu się położyć.
Jaś spojrzał na mnie lekko zmartwiony, opuściłam wzrok i udałam się do pokoju. Położyłam się wygodnie w łóżku i przykryłam się kocem. Włączyłam jeszcze piosenkę "i wouldn't mind - he is we" i mogłam spokojnie zasnąć.
/Obudziłam się pełna siły. Założyłam bluzę z JDabrowsky Wear i wybiegłam z pokoju, i schodami w dół, o dziwo Janka nie było w domu. "Cóż" -Pomyślałam i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki jeszcze, włączyłam piosenki i udałam się zadowolona w stronę polany, właśnie tam gdzie pierwszy raz spotkałam Jasia. Ludzie byli zadziwiająco mili, uśmiechali się, witali. Było inaczej niż zwykle, lepiej. A co dziwne ja czułam się dobrze!
-To mój dzień!- Powiedziałam do siebie i udałam się dalej.
Dochodziłam na miejsce. Zobaczyłam Jasia, tam gdzie byliśmy my, juz miałam go zawołać gdy dostrzegłam że nie jest sam. 'Skądś znam tą dziewczynę'. Zaczęłam z uwagą się przyglądać, wyłączyłam piosenki i podeszłam trochę bliżej.
-Ewka. -Wyszeptałam.
Zabrakło mi powietrza. Podeszłam wystarczająco blisko by usłyszeć co mówią.
-Lili nie może się dowiedzieć. -Powiedział Jaś obejmując dziewczynę.
-Kiedyś będziesz musiał jej powiedzieć, tak nie może być! Kocham Cie, nie mogę tak. -Mówiła Ewka.
-Też cie kocham, wiesz, ale nie chce jej zranić, zrozum. -Tłumaczył Janek.
-Ona albo ja! -Powiedziała dziewczyna.
-Ty, przecież wiesz. -Powiedział Janek całując 'nową koleżankę' w usta.
Spojrzałam na nich, na tą która kiedyś chciała zabrać mi Kacpra a teraz zabiera mi Jasia, i na tego który mówił że kocha.
-Jak mogłeś. -Powiedziałam zalewając się łzami.
-Lili?- Odwrócił się zdziwiony Janek.
Dostrzegłam ten wredny uśmiech zadowolonej Ewy.
-Chciałem Ci powiedzieć. -Tłumaczył się Jaś.
-Przestań kurwa! Ewka, po tobie wszystkiego można się spodziewać, ale Jasiek, Ty?! TY KŁAMCO! -Wykrzyczałam
Ewa wstała i przytuliła czule Jasia, uśmiechała się tak fałszywie. Jeszcze bardziej zalałam się łzami i uciekłam. Biegłam i biegłam. Z oddali słyszałam tylko głos Jasia który najwyraźniej wyruszył za mną. Biegłam tak szybko, bez celu.Nie wiem kiedy znalazłam się na moście. Szybko przeszłam przez Barierkę, Jaś obiegł na miejsce.
-Nie rób tego! Chciałem Ci powiedzieć! -Krzyczał Spanikowany Jaś .
Na miejsce dobiegła Ewka, zadowolona .
-Niech skacze. -Powiedziała chwytając Jasia za rękę i odciągając .
Nie mogłam na to patrzeć.
-Puść go! -Wykrzyczałam wyciągając rękę, właśnie w ich stronę z mojej ręki ruszył jakiś promień odrzucający Ewę od Janka.
-Co kurwa?! -Wykrzyczał zdezorientowany Jaś. -Coś ty zrobiła?! -Krzyczał.
Nie wiedząc co się dzieje, jak to możliwe. Skoczyłam. Leciałam, po prostu czekałam aż uderzę o ziemie. Stało się uderzając o ziemię. Rozległ się huk i jeden wielki wybuch. Wszystko dookoła pochłonął dym i ogień, razem ze mną zniknęło wszystko./
Otworzyłam oczy w pokoju Jasia, uśmiechnęłam się choć byłam lekko smutna.
-Takiego snu jeszcze nie miałam. -Powiedziałam do siebie.
-Słucham? -Powiedział Janek który właśnie przyszedł do pokoju.
-Muszę Ci coś opowiedzieć.... -Zaczęłam.
-Zły sen?
-Ten był oryginalny. -Uśmiechnęłam się.
Jaś usiadł obok i chwycił mnie za rękę.
-Słucham więc. -Powiedział
-Więc tak....
-Kocham Cię. -Wyszeptał składając pocałunek na moich ustach.
Uśmiechnęłam się, ulżyło mi gdy to powiedział. Zabrzmiał dzwonek, Janek wstał i udał się do drzwi. Pizza przyszła. Wrócił po pieniądze, zapłacił i wrócił do mnie z kwadratowym pudełkiem gdzie znajduje się okrągła pizza z trójkątnymi kawałkami, czyż to nie logiczne? Jan poszedł po kuchni po talerze, szklanki i sok. Podał mi na talerzu jeden kawałek.
-Smacznego. - Dodał.
-Dziękuję i wzajemnie.
Jaś uśmiechnął się i zaczęliśmy spożywać kolację... Kończąc swoją porcję Jaś dołożył mi jeszcze dwa kawałki, zjadłam jeszcze jeden i napiłam się soku. Odkładając talerz Jaś spojrzał na mnie badawczo.
-Już nie mogę! -Rzekłam.
-Jak to? Przecież masz jeść! -Mówił.
-Naprawdę nie dam rady. -Odpowiedziałam stanowczo i zaniosłam kawałek do lodówki. -Dokończysz beze mnie, muszę iść się położyć, dziwnie się czuję.
-Wszystko dobrze? -Zapytał zaniepokojony Jasiek .
-Tak! Idę po prostu się położyć.
Jaś spojrzał na mnie lekko zmartwiony, opuściłam wzrok i udałam się do pokoju. Położyłam się wygodnie w łóżku i przykryłam się kocem. Włączyłam jeszcze piosenkę "i wouldn't mind - he is we" i mogłam spokojnie zasnąć.
/Obudziłam się pełna siły. Założyłam bluzę z JDabrowsky Wear i wybiegłam z pokoju, i schodami w dół, o dziwo Janka nie było w domu. "Cóż" -Pomyślałam i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki jeszcze, włączyłam piosenki i udałam się zadowolona w stronę polany, właśnie tam gdzie pierwszy raz spotkałam Jasia. Ludzie byli zadziwiająco mili, uśmiechali się, witali. Było inaczej niż zwykle, lepiej. A co dziwne ja czułam się dobrze!
-To mój dzień!- Powiedziałam do siebie i udałam się dalej.
Dochodziłam na miejsce. Zobaczyłam Jasia, tam gdzie byliśmy my, juz miałam go zawołać gdy dostrzegłam że nie jest sam. 'Skądś znam tą dziewczynę'. Zaczęłam z uwagą się przyglądać, wyłączyłam piosenki i podeszłam trochę bliżej.
-Ewka. -Wyszeptałam.
Zabrakło mi powietrza. Podeszłam wystarczająco blisko by usłyszeć co mówią.
-Lili nie może się dowiedzieć. -Powiedział Jaś obejmując dziewczynę.
-Kiedyś będziesz musiał jej powiedzieć, tak nie może być! Kocham Cie, nie mogę tak. -Mówiła Ewka.
-Też cie kocham, wiesz, ale nie chce jej zranić, zrozum. -Tłumaczył Janek.
-Ona albo ja! -Powiedziała dziewczyna.
-Ty, przecież wiesz. -Powiedział Janek całując 'nową koleżankę' w usta.
Spojrzałam na nich, na tą która kiedyś chciała zabrać mi Kacpra a teraz zabiera mi Jasia, i na tego który mówił że kocha.
-Jak mogłeś. -Powiedziałam zalewając się łzami.
-Lili?- Odwrócił się zdziwiony Janek.
Dostrzegłam ten wredny uśmiech zadowolonej Ewy.
-Chciałem Ci powiedzieć. -Tłumaczył się Jaś.
-Przestań kurwa! Ewka, po tobie wszystkiego można się spodziewać, ale Jasiek, Ty?! TY KŁAMCO! -Wykrzyczałam
Ewa wstała i przytuliła czule Jasia, uśmiechała się tak fałszywie. Jeszcze bardziej zalałam się łzami i uciekłam. Biegłam i biegłam. Z oddali słyszałam tylko głos Jasia który najwyraźniej wyruszył za mną. Biegłam tak szybko, bez celu.Nie wiem kiedy znalazłam się na moście. Szybko przeszłam przez Barierkę, Jaś obiegł na miejsce.
-Nie rób tego! Chciałem Ci powiedzieć! -Krzyczał Spanikowany Jaś .
Na miejsce dobiegła Ewka, zadowolona .
-Niech skacze. -Powiedziała chwytając Jasia za rękę i odciągając .
Nie mogłam na to patrzeć.
-Puść go! -Wykrzyczałam wyciągając rękę, właśnie w ich stronę z mojej ręki ruszył jakiś promień odrzucający Ewę od Janka.
-Co kurwa?! -Wykrzyczał zdezorientowany Jaś. -Coś ty zrobiła?! -Krzyczał.
Nie wiedząc co się dzieje, jak to możliwe. Skoczyłam. Leciałam, po prostu czekałam aż uderzę o ziemie. Stało się uderzając o ziemię. Rozległ się huk i jeden wielki wybuch. Wszystko dookoła pochłonął dym i ogień, razem ze mną zniknęło wszystko./
Otworzyłam oczy w pokoju Jasia, uśmiechnęłam się choć byłam lekko smutna.
-Takiego snu jeszcze nie miałam. -Powiedziałam do siebie.
-Słucham? -Powiedział Janek który właśnie przyszedł do pokoju.
-Muszę Ci coś opowiedzieć.... -Zaczęłam.
-Zły sen?
-Ten był oryginalny. -Uśmiechnęłam się.
Jaś usiadł obok i chwycił mnie za rękę.
-Słucham więc. -Powiedział
-Więc tak....
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Pora wracać do codzienności : 33
Z racji iż wróciliśmy rano do domu spałam krótko, obudziłam się o 13:07. Rozglądając się, doszłam do wniosku że jestem sama w pokoju. Widziałam tylko monitor i program montujący.
-Janku? -Zapytałam dość głośno by ludzie w domu mnie usłyszeli.
Usłyszałam szybkie kroki po schodach i jeden wielki trzask.
-Cholera! -Powiedział z bólem w głosie Jan.
Wstałam z łózka i udałam się do drzwi przed którymi widziałam juz Jasia trzymającego się za nogę.
-Co się dzieje? Wołałaś mnie? -Mówił zdenerwowany Jan.
-Spokojnie. -Odpowiedziałam. -Jesteś cały? chyba mocno się przewróciłeś.
-Nic mi nie jest, oglądałem telewizję na dole, myślałem że coś się stało.
-Przepraszam. -Powiedziałam i udałam się na dół.
Janek spojrzał na mnie zdziwiony i udał się za mną.
-Jesteś jakaś.. No nie wiem, wszystko dobrze? -Pytał zaniepokojony J.
-Jeju, czuję jakbym pod skórą miała igłe z kroplówką. Eh -Westchnęłam i upadłam na kanapę która stoi w salonie.
Założyłam ręce lekko poirytowana, wciąż czuję się dziwnie, ten klimat z szpitala wciąż mam w głowie. Janek uklęknął przede mną i chwycił za kolano.
-Oj mała, będziesz miała nauczkę! -Uśmiechnął się wstając.
Spojrzałam na niego robiąc głupie miny.
-Nie rób takich min skarbie. -Powiedział zadowolony Jaś.
Spojrzałam na niego zdziwiona i wstałam. Udałam się do drzwi wyjściowych.
-Idę się przejść - Powiedziałam do Janka tak cicho że wątpie by mógł coś usłyszeć.
Wyszłam i cicho zamknęłam drzwi, Janek nawet nie dostrzegł że zniknęłam.Udałam się do cioci Małgosi, przecież dawno mnie nie widziała. Przeszłam obok kilku domów i trafiłam pod ten do którego właśnie zmierzałam. Pod dom podjechał Karol. Wysiadł z samochodu i podbiegł do mnie.
-Mała! Jesteś cała! Byłem u Janka ale spałaś, wszystko dobrze? -Mówił bardzo chaotycznie Karol przytulając mnie
-Nic mi nie jest, jest ciocia w domu?
-Jest, martwiła się. Idziesz do nas? -Zapytał Karol.
-Tak. -Odpowiedziałam i udałam się do domu.
Karol uśmiechnął się do mnie i wyjął zakupy z samochodu. Ja już byłam pod drzwiami, przytrzymałam je żeby Karol spokojnie wszedł do środka, weszłam od razu za nim i zamknęłam drzwi. Weszłam do kuchni gdzie siedziała ciocia, była widocznie zdenerwowana. Gdy tylko mnie zobaczyła zerwała się z krzesła i rzuciła się na mnie z płaczem, lekko zdezorientowana przytuliłam ją.
-Lili, jesteś cała! Martwiłam się! Dziecko coś ty robiła.. - Mówiła Ciocia.
Posmutniałam, teraz wiem ze każdy będzie mi to wypominał, już nie będzie jak dawniej, będę 'INNA'. Po kilku minutach płaczu i przytulania Ciocia spojrzała na mnie.
-Chcesz coś do picia? -Zapytała
-Nie, zaraz wracam Janek nie wie gdzie jestem, szczerze bałam się że będziesz mnie wypytywać o szczegóły..
-Jaś wszystko mi powiedział słonko. -Powiedziała Ciocia.
Znów poczułam się nieswojo. Siedziałam w kuchni, ciocia rozpakowywała zakupy i śpiewała cicho. Ja słuchałam jej uważnie, zawsze lubiłam jej śpiew, taki łagodny i anielski głos. Niestety śpiew cioci przerwał dzwonek do drzwi, Karol który siedział właśnie w salonie wyszedł i otworzył. Usłyszałam zaniepokojony głos Jasia.
-Jest tu Lilka?!
Wychyliłam się i spojrzałam na zewnątrz. Karol nie zdążył nic powiedzieć, Janek gdy tylko mnie zobaczył ominął go zwinnie i podbiegł do mnie.
-Już się martwiłem -Wyszeptał.
Opuściłam zasmucona głowę, Jaś ucałował mnie w czoło a ciocia wyszła z kuchni.
-Jasiu, chcesz cos do picia? -zapytała uśmiechnięta.
-Nie, dziękuję. -Odmówił całkiem uprzejmie jak na niego przystało.
Nastąpiła niezręczna cisza. Tak też pożegnałam się z ciocią i oznajmiłam że wracam do domu Jasia, Jan oczywiście wyszedł za mną mocno chwytając moją rękę. W ciszy weszliśmy do domu.
-Jestem głodny! Zamawiamy pizze. -Oznajmił Jaś i pobiegł zadzwonić.
Powoli udałam się do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą i bez chwili zastanowienie udałam się do salonu, usiadłam wygodnie na kanapie patrząc pusto w pudło które zwą telewizorem. Jas po minucie przyszedł do mnie, usiadł obok i objął mnie ramieniem.
Znów mogę czuć się bezpiecznie.
________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Miśki wy moje, przpraszam za nie obecność, ale wina mojego komputera, najpierw cos sie zepsuło a pozniej nie moglam sie zalogowac, wyjechałam na wakacje i rozumiecie... Mialam dodawac przez wakacje, ale musicie mi wybaczyć. Wracam!
-Janku? -Zapytałam dość głośno by ludzie w domu mnie usłyszeli.
Usłyszałam szybkie kroki po schodach i jeden wielki trzask.
-Cholera! -Powiedział z bólem w głosie Jan.
Wstałam z łózka i udałam się do drzwi przed którymi widziałam juz Jasia trzymającego się za nogę.
-Co się dzieje? Wołałaś mnie? -Mówił zdenerwowany Jan.
-Spokojnie. -Odpowiedziałam. -Jesteś cały? chyba mocno się przewróciłeś.
-Nic mi nie jest, oglądałem telewizję na dole, myślałem że coś się stało.
-Przepraszam. -Powiedziałam i udałam się na dół.
Janek spojrzał na mnie zdziwiony i udał się za mną.
-Jesteś jakaś.. No nie wiem, wszystko dobrze? -Pytał zaniepokojony J.
-Jeju, czuję jakbym pod skórą miała igłe z kroplówką. Eh -Westchnęłam i upadłam na kanapę która stoi w salonie.
Założyłam ręce lekko poirytowana, wciąż czuję się dziwnie, ten klimat z szpitala wciąż mam w głowie. Janek uklęknął przede mną i chwycił za kolano.
-Oj mała, będziesz miała nauczkę! -Uśmiechnął się wstając.
Spojrzałam na niego robiąc głupie miny.
-Nie rób takich min skarbie. -Powiedział zadowolony Jaś.
Spojrzałam na niego zdziwiona i wstałam. Udałam się do drzwi wyjściowych.
-Idę się przejść - Powiedziałam do Janka tak cicho że wątpie by mógł coś usłyszeć.
Wyszłam i cicho zamknęłam drzwi, Janek nawet nie dostrzegł że zniknęłam.Udałam się do cioci Małgosi, przecież dawno mnie nie widziała. Przeszłam obok kilku domów i trafiłam pod ten do którego właśnie zmierzałam. Pod dom podjechał Karol. Wysiadł z samochodu i podbiegł do mnie.
-Mała! Jesteś cała! Byłem u Janka ale spałaś, wszystko dobrze? -Mówił bardzo chaotycznie Karol przytulając mnie
-Nic mi nie jest, jest ciocia w domu?
-Jest, martwiła się. Idziesz do nas? -Zapytał Karol.
-Tak. -Odpowiedziałam i udałam się do domu.
Karol uśmiechnął się do mnie i wyjął zakupy z samochodu. Ja już byłam pod drzwiami, przytrzymałam je żeby Karol spokojnie wszedł do środka, weszłam od razu za nim i zamknęłam drzwi. Weszłam do kuchni gdzie siedziała ciocia, była widocznie zdenerwowana. Gdy tylko mnie zobaczyła zerwała się z krzesła i rzuciła się na mnie z płaczem, lekko zdezorientowana przytuliłam ją.
-Lili, jesteś cała! Martwiłam się! Dziecko coś ty robiła.. - Mówiła Ciocia.
Posmutniałam, teraz wiem ze każdy będzie mi to wypominał, już nie będzie jak dawniej, będę 'INNA'. Po kilku minutach płaczu i przytulania Ciocia spojrzała na mnie.
-Chcesz coś do picia? -Zapytała
-Nie, zaraz wracam Janek nie wie gdzie jestem, szczerze bałam się że będziesz mnie wypytywać o szczegóły..
-Jaś wszystko mi powiedział słonko. -Powiedziała Ciocia.
Znów poczułam się nieswojo. Siedziałam w kuchni, ciocia rozpakowywała zakupy i śpiewała cicho. Ja słuchałam jej uważnie, zawsze lubiłam jej śpiew, taki łagodny i anielski głos. Niestety śpiew cioci przerwał dzwonek do drzwi, Karol który siedział właśnie w salonie wyszedł i otworzył. Usłyszałam zaniepokojony głos Jasia.
-Jest tu Lilka?!
Wychyliłam się i spojrzałam na zewnątrz. Karol nie zdążył nic powiedzieć, Janek gdy tylko mnie zobaczył ominął go zwinnie i podbiegł do mnie.
-Już się martwiłem -Wyszeptał.
Opuściłam zasmucona głowę, Jaś ucałował mnie w czoło a ciocia wyszła z kuchni.
-Jasiu, chcesz cos do picia? -zapytała uśmiechnięta.
-Nie, dziękuję. -Odmówił całkiem uprzejmie jak na niego przystało.
Nastąpiła niezręczna cisza. Tak też pożegnałam się z ciocią i oznajmiłam że wracam do domu Jasia, Jan oczywiście wyszedł za mną mocno chwytając moją rękę. W ciszy weszliśmy do domu.
-Jestem głodny! Zamawiamy pizze. -Oznajmił Jaś i pobiegł zadzwonić.
Powoli udałam się do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą i bez chwili zastanowienie udałam się do salonu, usiadłam wygodnie na kanapie patrząc pusto w pudło które zwą telewizorem. Jas po minucie przyszedł do mnie, usiadł obok i objął mnie ramieniem.
Znów mogę czuć się bezpiecznie.
________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Miśki wy moje, przpraszam za nie obecność, ale wina mojego komputera, najpierw cos sie zepsuło a pozniej nie moglam sie zalogowac, wyjechałam na wakacje i rozumiecie... Mialam dodawac przez wakacje, ale musicie mi wybaczyć. Wracam!
czwartek, 23 lipca 2015
Wracam skarby ;D
Mordeczki, po 2 miesiącach odpoczynku wracam do was z nową dawką ! Dalsza część historii Lili już wkrótce, czekajcie ! Przepraszam wszystkich za nie obecność, ale musiałam dać sobie wolne, jakoś mnie wszystko przerastało! mam nadzieję że ktoś nadal będzie czytał moje 'wypociny' :)! Tęskniłam za wami!
Szykujcie sie! Poprawię się !! Kocham was, i czekajcie:) miłego wszystkim ;33
Szykujcie sie! Poprawię się !! Kocham was, i czekajcie:) miłego wszystkim ;33
niedziela, 17 maja 2015
Bez końca. ;32
Niekończący tunel z małym światełkiem na końcu. Ja nie dotykając podłoża przesuwałam się w przód, jednak nic się nie zmieniało. Rozejrzałam się. Co ujrzałam? Urywki mojego życia, żadnych dobrych, same złe. Poczułam się beznadziejnie, z otchłani zaczęły dobiegać głosy obwiniające mnie, nie wiem tylko za co. Słyszałam tylko "TO TWOJA WINA GŁUPIA IDIOTKO!". Nagle poczułam grunt pod nogami. ruszyłam przed siebie , potknęłam się i wpadłam w tunel bez końca, tunel zła smutku, rozpaczy, nienawiści.
Podskoczyłam na łóżku jakbym spadała w czarną niekończącą się otchłań. Rozejrzałam się i zobaczyłam Janka który spał z głową położoną na moich nogach. Wyglądał jakby zamiast spać płakał kilka dni.
-Co się stało? -Powiedziałam cicho do siebie.
Jaś otworzył oczy, dojrzałam w nich nie kończący się smutek, strach i lęk. tylko przed czym... Spojrzał na mnie i uśmiechnął się a po jego policzku spłynęły łzy, jego oczy mówiły 'Jesteś ze mną, nareszcie"
-Księżniczko. - Wyszeptał Jaś przytulając mnie. -Żyjesz. -Dodał.
Zdezorientowana wgapiałam się w niego, nagle przybiegł lekarz, kazał Jasiowi wyjść z sali co zrobił z wielkim żalem.
-Co się stało? -Zapytałam lekarza.
-Wzięłaś jakieś tabletki, miałaś płukanie żołądka, odleciałaś, byłaś w śpiączce przez 6 dni. Prawie Cię straciliśmy. Twoje serce przestało bić wczoraj, to cud że żyjesz. -Powiedział lekarz w czasie gdy trzy pielęgniarki zajmowały się mną i badały mnie dokładnie.
Zajęło im to z kilka godzin nim skończyli, chciałam zobaczyć Janka. Zamknęłam oczy i ktoś wszedł do Sali.
-Jasiek?- Zapytałam szczęśliwa.
-Nie, jestem psychologiem. -Usłyszałam damski głos.
-Ach..
Kobieta usiadła obok, i zaczęła pytać. Po co? Dlaczego? Przez kogo? Czyja w tym wina? Jaki był powód. Spojrzałam na nią i wzięłam głęboki wdech.
-Wspomnienia nie dawały mi spokoju, nie wiem dlaczego, samo przyszło to wspomnienia mnie do tego zmusiły. Przez nikogo, przez siebie, upadłam i poddałam się. Niczyja, moja wina jestem idiotką że to zrobiłam gdyż on mnie kocha i dla niego powinnam żyć. Niczyja to nie była wina, może ojca i matki, on pił, ona krzyczała a ja błagałam o spokój. Nic więcej, nie chcę już z panią rozmawiać, chciałam uciec. Do widzenia. -Powiedziałam.
Kobieta spojrzała na mnie i o nic więcej nie pytała.
-Żegnaj Lili.
Wyszła z sali i nagle przybiegł Jaś, bez słowa, usiadł i chwycił mnie za rękę .
-Przepraszam -Wymamrotał
-ale za co? -Zapytałam zmieszana
-Nie potrafiłem Ci pomóc. -Powiedział zaczynając płakać.
-Obaj wiemy że to nie Twoja wina. Kocham cie i o tym wiesz, ja nie wiedziałam co robię, ja przeprasza,. -Odparłam i też zaczęłam płakać.
-Bałem się że cię stracę, nie było cię ze mną, odeszłaś.-Powiedział.
-Wiem. To było okropne, światło te głosy, to wszystko. -Mówiłam.
-Jakie głosy, co ty mówisz? -Zapytał.
Spojrzałam na niego i opowiedziałam mu co widziałam po 'drugiej stronie'.Janek był w szoku. Poprosiłam go by wrócił do domu i przespał się, z nie chęcią ale się zgodził. Sama poszłam spać z nadzieją że nie obudzą mnie żadne koszmary.
Kolejne dni mijały tak samo, Jaś przychodził, lekarze badali, spisywali i patrzyli na mnie jak na jakiś tajemniczy obiekt w muzeum, trochę dziwnie się czuła, cóż, moja wina. Było się zachowywać.
Minęło równo 7 dni i lekarz stwierdził że moge opuścić szpital. Oczywiście wyleciałam jak na skrzydłach, kazał mi jednak wstawiać się na wizytę a Jan stwierdził że tego dopilnuje tak samo przypilnuje i mnie bym znów nie zrobiła czegoś głupiego. Wychodząc ze szpitala Jaś czekał w samochodzie. Wyszedł zabrał moją torbę dając do bagażnika, otworzył drzwi i sam poszedł i usiadł za kierownicę.
-Gdzie jedziemy? -Zapytał.
-Do domu.. -Powiedziałam cicho.
Jaś uśmiechnął się przybliżył i złożył pocałunek na moim policzku szepcząc.
-Cieszę się że jesteś.
Nic już nie powiedziałam, przez całą drogę Jaś tylko śpiewał piosenki które leciały w radiu.
-Proszę bardzo -Powiedział Jan zatrzymując się pod domem i otwierając mi drzwi.
-Dziękuję .-Odparłam.
Janek zabrał moją torbę i zaniósł do do pokoju, ja wzięłam z szafy ubrania i udałam się do łazienki.
-Nie zamykaj się na klucz! -Powiedział Jaś -Chce mieć pewność .
-Dobra. -powiedziałam.
Udałam się i wzięłam orzeźwiający prysznic, ubrałam się i cicho weszłam do pokoju Jasia który właśnie kręcił odcinek na swój kanał. Ja usiadłam cicho na łóżku i przyglądałam się jego pracy.
Podczas gdy Janek kończył ja wykończona zasnęłam na jego łóżku, sam Jaś przyszedł i pocałował mnie w czoło.
______________________________________________________________________________________________________________________
Trochę na głowie, mało czasu, ale jest! Mam nadzieję że się podoba!
Przepraszam za nie obecność mało czasu mam :( Nadrobie to!
Zapraszam na aska. http://ask.fm/kicia66mrrrr
Podskoczyłam na łóżku jakbym spadała w czarną niekończącą się otchłań. Rozejrzałam się i zobaczyłam Janka który spał z głową położoną na moich nogach. Wyglądał jakby zamiast spać płakał kilka dni.
-Co się stało? -Powiedziałam cicho do siebie.
Jaś otworzył oczy, dojrzałam w nich nie kończący się smutek, strach i lęk. tylko przed czym... Spojrzał na mnie i uśmiechnął się a po jego policzku spłynęły łzy, jego oczy mówiły 'Jesteś ze mną, nareszcie"
-Księżniczko. - Wyszeptał Jaś przytulając mnie. -Żyjesz. -Dodał.
Zdezorientowana wgapiałam się w niego, nagle przybiegł lekarz, kazał Jasiowi wyjść z sali co zrobił z wielkim żalem.
-Co się stało? -Zapytałam lekarza.
-Wzięłaś jakieś tabletki, miałaś płukanie żołądka, odleciałaś, byłaś w śpiączce przez 6 dni. Prawie Cię straciliśmy. Twoje serce przestało bić wczoraj, to cud że żyjesz. -Powiedział lekarz w czasie gdy trzy pielęgniarki zajmowały się mną i badały mnie dokładnie.
Zajęło im to z kilka godzin nim skończyli, chciałam zobaczyć Janka. Zamknęłam oczy i ktoś wszedł do Sali.
-Jasiek?- Zapytałam szczęśliwa.
-Nie, jestem psychologiem. -Usłyszałam damski głos.
-Ach..
Kobieta usiadła obok, i zaczęła pytać. Po co? Dlaczego? Przez kogo? Czyja w tym wina? Jaki był powód. Spojrzałam na nią i wzięłam głęboki wdech.
-Wspomnienia nie dawały mi spokoju, nie wiem dlaczego, samo przyszło to wspomnienia mnie do tego zmusiły. Przez nikogo, przez siebie, upadłam i poddałam się. Niczyja, moja wina jestem idiotką że to zrobiłam gdyż on mnie kocha i dla niego powinnam żyć. Niczyja to nie była wina, może ojca i matki, on pił, ona krzyczała a ja błagałam o spokój. Nic więcej, nie chcę już z panią rozmawiać, chciałam uciec. Do widzenia. -Powiedziałam.
Kobieta spojrzała na mnie i o nic więcej nie pytała.
-Żegnaj Lili.
Wyszła z sali i nagle przybiegł Jaś, bez słowa, usiadł i chwycił mnie za rękę .
-Przepraszam -Wymamrotał
-ale za co? -Zapytałam zmieszana
-Nie potrafiłem Ci pomóc. -Powiedział zaczynając płakać.
-Obaj wiemy że to nie Twoja wina. Kocham cie i o tym wiesz, ja nie wiedziałam co robię, ja przeprasza,. -Odparłam i też zaczęłam płakać.
-Bałem się że cię stracę, nie było cię ze mną, odeszłaś.-Powiedział.
-Wiem. To było okropne, światło te głosy, to wszystko. -Mówiłam.
-Jakie głosy, co ty mówisz? -Zapytał.
Spojrzałam na niego i opowiedziałam mu co widziałam po 'drugiej stronie'.Janek był w szoku. Poprosiłam go by wrócił do domu i przespał się, z nie chęcią ale się zgodził. Sama poszłam spać z nadzieją że nie obudzą mnie żadne koszmary.
Kolejne dni mijały tak samo, Jaś przychodził, lekarze badali, spisywali i patrzyli na mnie jak na jakiś tajemniczy obiekt w muzeum, trochę dziwnie się czuła, cóż, moja wina. Było się zachowywać.
Minęło równo 7 dni i lekarz stwierdził że moge opuścić szpital. Oczywiście wyleciałam jak na skrzydłach, kazał mi jednak wstawiać się na wizytę a Jan stwierdził że tego dopilnuje tak samo przypilnuje i mnie bym znów nie zrobiła czegoś głupiego. Wychodząc ze szpitala Jaś czekał w samochodzie. Wyszedł zabrał moją torbę dając do bagażnika, otworzył drzwi i sam poszedł i usiadł za kierownicę.
-Gdzie jedziemy? -Zapytał.
-Do domu.. -Powiedziałam cicho.
Jaś uśmiechnął się przybliżył i złożył pocałunek na moim policzku szepcząc.
-Cieszę się że jesteś.
Nic już nie powiedziałam, przez całą drogę Jaś tylko śpiewał piosenki które leciały w radiu.
-Proszę bardzo -Powiedział Jan zatrzymując się pod domem i otwierając mi drzwi.
-Dziękuję .-Odparłam.
Janek zabrał moją torbę i zaniósł do do pokoju, ja wzięłam z szafy ubrania i udałam się do łazienki.
-Nie zamykaj się na klucz! -Powiedział Jaś -Chce mieć pewność .
-Dobra. -powiedziałam.
Udałam się i wzięłam orzeźwiający prysznic, ubrałam się i cicho weszłam do pokoju Jasia który właśnie kręcił odcinek na swój kanał. Ja usiadłam cicho na łóżku i przyglądałam się jego pracy.
Podczas gdy Janek kończył ja wykończona zasnęłam na jego łóżku, sam Jaś przyszedł i pocałował mnie w czoło.
______________________________________________________________________________________________________________________
Trochę na głowie, mało czasu, ale jest! Mam nadzieję że się podoba!
Przepraszam za nie obecność mało czasu mam :( Nadrobie to!
Zapraszam na aska. http://ask.fm/kicia66mrrrr
czwartek, 30 kwietnia 2015
Śmiech, płacz, wspomnienia. :31
Zasnęłam po kilku minutach.
Obudziłam się już następnego dnia. Spojrzałam na zegarek który wskazywał kilka minut przed 10. Jaś spał wygodnie obok mnie. Wstałam powoli by go nie zbudzić. Udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic, postanowiłam nie wracać do swojego pokoju by nie zbudzić Jasia. Udałam się wiec do sypialni Janka założyłam tylko jego koszulkę która na mnie wyglądała prawie jak tunika. Założyłam ja i udałam się do kuchni. Wzięłam z szafki mąkę, jajka, mleko i wszystko co mogło przydać mi się do zrobienia naleśników.Włączyłam muzykę która grała wystarczająco głośno bym ją słyszała i dość cicho by nie obudzić Jasia.
Kończąc robienie śniadania zaczęłam nakrywać do stołu. Nałożyłam porcję dla Jasia i sama w między czasie już zjadłam. Pobiegłam do pokoju sprawdzić czy Jan jeszcze śpi.
-Och.. Śpioch. -Westchnęłam cicho.
Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki się przebrać. Wyszłam z łazienki i poszłam znów do kuchni, napisałam karteczkę ''Smacznego Kochanie'' i położyłam na stoliku. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu do sklepu. Założyłam trampki i wyszłam z domu. Udałam się w stronę pobliskiego sklepu, najpierw musiałam jednak przejść przez park. Idąc zauważyłam dwie dziewczyny na ławce w parku które widząc mnie szybko podbiegły w moją stronę.
-To ona! -Krzyczały.
Zatkało mnie , stałam jak wryta nie wiedząc czy iść w ich kierunku czy uciekać.
-To ty! Z Kanału Dąbrowskiego!Śpiewałaś tą piosenkę! To Ty! -Krzyczały.
-Nie rozumiem. -Wymamrotałam.
-No, ty śpiewałaś piosenkę Use Somebody którą Janek ma na swoim kanale. Nie ważne, możemy zdjęcie!? -Powiedziała jedna z nich.
-Jasne! -Powiedziałam jakbym była w pełni świadoma o co chodzi.
Ustawiłam się i zrobiłyśmy sobie kilka zdjęć, po czym dziewczyny podziękowały i odeszły.
'Czyli gdy ja śpiewałam on jednak mnie nagrywał i wrzucił to na swój kanał! Ja mu dam! ' ~Pomyślałam i udałam się do sklepu. Kupiłam bułki i sok i szybko udałam się w drogę powrotną. Idąc ciągle myślałam o zaistniałej sytuacji. Stanęłam przed drzwiami wzięłam kilka wdechów i weszłam do środka.
-Lilka, czy to ty? -Zawołał Jaś.
-Tak jest! -Odparłam.
Udałam się do kuchni dając zakupy na szafkę. Jaś podszedł od tyłu i przytulił mnie dając lekkiego buziaka w policzek.
-Dzień dobry kochanie. -Powiedział
-Witam pana. -Odrzekłam.
Stanęłam do niego przodem i przytuliłam go delikatnie.
-Wiesz , mam pytanko. -Zaczęłam
-Tak? -Powiedział Janek przyglądając mi się uważnie.
-Więc, pamiętasz jak śpiewałam piosenkę.? Use somebody ? -Mówiłam
-Tak...-Powiedział Janek z chytrym uśmieszkiem.
-A więc, zaczepiły mnie dwie dziewczyny prosząc o zdjęcie. Czy pozwoliłam Ci mnie nagrać i wrzucić to do sieci? -Powiedziałam podnosząc ton.
-Masz fanów! To było mega, musiałem. Zresztą jesteś sławna, nie dziękuj. -powiedział Janek uśmiechając się.
-Małpa. -Wymamrotałam.
Jas spojrzał na mnie jakby miał mnie zabić, to dało mi znak by uciekać.
Wyminęłam go i udałam się do łazienki. Zamknęłam się i usiadłam pod drzwiami. Janek zaczął dobijać się a ja zaczęłam patrzeć w jeden punkt . Wszystko wróciło.
Gdy byłam miała miałam słabe dzieciństwo, raz gdy ojciec wrócił zalany w trupa uciekłam do łazienki, zamknęłam się i siedziałam tak jak teraz. Miałam 12 lat, już wtedy myślałam jak popełnić samobójstwo.
Wstałam i pod wpływem nerwów i zdarzeń z przeszłości zrobiłam to samo co tamtego dnia. Podeszłam do szafki zrzucając flakonik perfum i wzięłam pudełko tabletek. Nie zwracając na to że Jaś dobija się wzięłam pierwszą i drugą, trzecią.... tabletkę. Płacz. Głośny szloch i obwinianie się o wszystko.
-Lili otwieraj! -Krzyczał Janek.
Płakałam coraz bardziej. Jaś wyważył drzwi i szybko złapał mnie za ręce, spojrzał na mnie.
-Zwróć to! Już! Szybko!
Poczułam się słabo. Widziałam rozpływającą się twarz Jasia, który błagał bym nie zasypiała. Chwycił mnie i wyniósł z domu. Zadzwonił na pogotowie ściskając moją dłoń i nagle urwał mi się film...
-____________________________________________________________________________________________________________
Nie wiem jak wam sie podoba mam nadzieję ze jest ok! Miłego dzionka i przepraszam za nieobecność! Zapraszam na Aska! http://ask.fm/kicia66mrrrr
Obudziłam się już następnego dnia. Spojrzałam na zegarek który wskazywał kilka minut przed 10. Jaś spał wygodnie obok mnie. Wstałam powoli by go nie zbudzić. Udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic, postanowiłam nie wracać do swojego pokoju by nie zbudzić Jasia. Udałam się wiec do sypialni Janka założyłam tylko jego koszulkę która na mnie wyglądała prawie jak tunika. Założyłam ja i udałam się do kuchni. Wzięłam z szafki mąkę, jajka, mleko i wszystko co mogło przydać mi się do zrobienia naleśników.Włączyłam muzykę która grała wystarczająco głośno bym ją słyszała i dość cicho by nie obudzić Jasia.
Kończąc robienie śniadania zaczęłam nakrywać do stołu. Nałożyłam porcję dla Jasia i sama w między czasie już zjadłam. Pobiegłam do pokoju sprawdzić czy Jan jeszcze śpi.
-Och.. Śpioch. -Westchnęłam cicho.
Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki się przebrać. Wyszłam z łazienki i poszłam znów do kuchni, napisałam karteczkę ''Smacznego Kochanie'' i położyłam na stoliku. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu do sklepu. Założyłam trampki i wyszłam z domu. Udałam się w stronę pobliskiego sklepu, najpierw musiałam jednak przejść przez park. Idąc zauważyłam dwie dziewczyny na ławce w parku które widząc mnie szybko podbiegły w moją stronę.
-To ona! -Krzyczały.
Zatkało mnie , stałam jak wryta nie wiedząc czy iść w ich kierunku czy uciekać.
-To ty! Z Kanału Dąbrowskiego!Śpiewałaś tą piosenkę! To Ty! -Krzyczały.
-Nie rozumiem. -Wymamrotałam.
-No, ty śpiewałaś piosenkę Use Somebody którą Janek ma na swoim kanale. Nie ważne, możemy zdjęcie!? -Powiedziała jedna z nich.
-Jasne! -Powiedziałam jakbym była w pełni świadoma o co chodzi.
Ustawiłam się i zrobiłyśmy sobie kilka zdjęć, po czym dziewczyny podziękowały i odeszły.
'Czyli gdy ja śpiewałam on jednak mnie nagrywał i wrzucił to na swój kanał! Ja mu dam! ' ~Pomyślałam i udałam się do sklepu. Kupiłam bułki i sok i szybko udałam się w drogę powrotną. Idąc ciągle myślałam o zaistniałej sytuacji. Stanęłam przed drzwiami wzięłam kilka wdechów i weszłam do środka.
-Lilka, czy to ty? -Zawołał Jaś.
-Tak jest! -Odparłam.
Udałam się do kuchni dając zakupy na szafkę. Jaś podszedł od tyłu i przytulił mnie dając lekkiego buziaka w policzek.
-Dzień dobry kochanie. -Powiedział
-Witam pana. -Odrzekłam.
Stanęłam do niego przodem i przytuliłam go delikatnie.
-Wiesz , mam pytanko. -Zaczęłam
-Tak? -Powiedział Janek przyglądając mi się uważnie.
-Więc, pamiętasz jak śpiewałam piosenkę.? Use somebody ? -Mówiłam
-Tak...-Powiedział Janek z chytrym uśmieszkiem.
-A więc, zaczepiły mnie dwie dziewczyny prosząc o zdjęcie. Czy pozwoliłam Ci mnie nagrać i wrzucić to do sieci? -Powiedziałam podnosząc ton.
-Masz fanów! To było mega, musiałem. Zresztą jesteś sławna, nie dziękuj. -powiedział Janek uśmiechając się.
-Małpa. -Wymamrotałam.
Jas spojrzał na mnie jakby miał mnie zabić, to dało mi znak by uciekać.
Wyminęłam go i udałam się do łazienki. Zamknęłam się i usiadłam pod drzwiami. Janek zaczął dobijać się a ja zaczęłam patrzeć w jeden punkt . Wszystko wróciło.
Gdy byłam miała miałam słabe dzieciństwo, raz gdy ojciec wrócił zalany w trupa uciekłam do łazienki, zamknęłam się i siedziałam tak jak teraz. Miałam 12 lat, już wtedy myślałam jak popełnić samobójstwo.
Wstałam i pod wpływem nerwów i zdarzeń z przeszłości zrobiłam to samo co tamtego dnia. Podeszłam do szafki zrzucając flakonik perfum i wzięłam pudełko tabletek. Nie zwracając na to że Jaś dobija się wzięłam pierwszą i drugą, trzecią.... tabletkę. Płacz. Głośny szloch i obwinianie się o wszystko.
-Lili otwieraj! -Krzyczał Janek.
Płakałam coraz bardziej. Jaś wyważył drzwi i szybko złapał mnie za ręce, spojrzał na mnie.
-Zwróć to! Już! Szybko!
Poczułam się słabo. Widziałam rozpływającą się twarz Jasia, który błagał bym nie zasypiała. Chwycił mnie i wyniósł z domu. Zadzwonił na pogotowie ściskając moją dłoń i nagle urwał mi się film...
-____________________________________________________________________________________________________________
Nie wiem jak wam sie podoba mam nadzieję ze jest ok! Miłego dzionka i przepraszam za nieobecność! Zapraszam na Aska! http://ask.fm/kicia66mrrrr
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Ludzie odchodzą, bez pożegnania, bez słowa. :30
Nagle Jaś zrobił się całkiem poważny. Opuścił głowę i uklęknął. Serce przyśpieszyło chcąc wyskoczyć z mej klatki piersiowej.
-Boże -Wyszeptałam.
-Lili, wiem że to nie odpowiedni czas, miejsce, w ogóle za wcześnie na takie wybryki ale czy...
-Janek.. -Powiedziałam łamiącym się głosem.
-Daj mi dokończyć. Czy mogę wyczyścić ci buty ? -Powiedział próbując zachować powagę.
Spojrzałam na niego, odeszłam kawałek i zdenerwowana ruszyłam przed siebie.
-Ej zaczekaj! Żartowałem! -Ruszył za mną Jan.
-Idź sobie. -Powiedziałam zdenerwowana.
Jan złapał mnie za rękę zmuszając do tego bym się zatrzymała. Spojrzałam na jego uśmiechniętą buźkę gdy mi nie było do śmiechu. Jaś spoważniał . Chwycił mnie w pasie przyciągając do siebie, oparł swoje czoło o moje i wymamrotał.
-Wiem to było żałosne, przepraszam, nie gniewaj się aniołku.
-Nie potrafię się na ciebie gniewać kochany. -Powiedziałam składając delikatny pocałunek na jego miękkich i delikatnych ustach.
-Wracajmy do domu. -Powiedział łapiąc moją dłoń i splatając nasze palce.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Bez słów ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. W jednej ręce miałam kwiaty a drugą trzymał Pacanek. Idąc w ciszy usłyszałam dwie starsze kobiety które dziwnie nam się przyglądały.
-Zakochani, pamiętam te czasy. -Powiedziała jedna z nich.
Spojrzałam na Jasia który uśmiechnął się uroczo do mnie, delikatnie musnęłam go ustami w policzek. Jan objął mnie ramieniem i szliśmy dalej. Po drodze nie działo się nic. W głowie miałam tylko obraz klęczącego Jaśka. Mam nadzieję że to się spełni, żarty żartami, ale .. Zależy mi na nim. -Pomyślałam.
Dochodząc do domu Jaś wyprzedził mnie i jak dżentelmen otworzył mi drzwi kłaniając się lekko. Podziękowałam mu uśmiechem.
-Muszę zadzwonić kochanie. -Powiedział
-Dobrze -Wymamrotałam uciekając do swojego pokoju.
Nie wiedząc co zrobić, usiadłam na łóżku wkładając słuchawki do uszu, włączyłam muzyki z albumu 'Smutne', oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy. Co ujrzałam? Jego uśmiech. Nie, nie Jasia, Kacpra. Kacper był pierwszą miłością i pozostawił po sobie ślad. Ludzie odchodzą, bez pożegnania, bez słowa. jednego dnia są, następnego już ich nie ma. znikają zostawiając po sobie bliznę, zostawiając mały ślad w sercu. mimo że pragniemy zapomnieć to nie jest tak łatwe. dlaczego? dlatego że zawsze odchodzą ludzie których kochamy.
Zaczęłam płakać, dlaczego? Sama nie wiem, już go nie kocham ale jednak zawszę będę pamiętać. Dlaczego będę pamiętać? Nie wiem, był pierwszym, zranił, odszedł, nie zapomnę tego, nie miałam wyjścia, musiałam uciekać. Boli mimo że nic nie czuję, przecież jest Jaś, to ten jedyny, tak myślę.
Nie usłyszałam nawet gdy Janek wszedł do pokoju. Właśnie teraz tak bardzo nie chciałam by widział mnie w tym stanie. Szybko usiadł obok przytulając mnie i gładząc po włosach, zdjęłam słuchawki i usłyszałam zaniepokojony głos Jasia.
-Lili, co się dzieję ? Dlaczego płaczesz księżniczko? -Dopytywał przytulając mnie coraz mocniej.
-Sama nie wiem. Przepraszam. -Wymamrotałam
-Nie przepraszaj, proszę, teraz ćśśś. -Powiedział głaszcząc mnie czule.
Wtuliłam się w jego ramię i zamknęłam oczy, Janek nic nie mówił przytulał kołysząc mnie na boki jak małe dziecko. Poczułam się tak bezpiecznie. Zasnęłam.
Obudziłam się sama, spojrzałam na telefon, godzina była 03:26. Przetarłam oczy gdyż światło telefonu lekko mnie oślepiło. Wstałam i włączyłam światło. Zdjęłam z siebie wczorajsze ubrania i założyłam trochę przy wielką koszulkę która leżała na krześle. Wyszłam z pokoju w celu zejścia do kuchni gdyż poczułam się spragniona. Zauważyłam palące się lekko światło na dole, włączyłam światło na korytarzu i zauważyłam że drzwi do pokoju Jasia są uchylone.
Może nie może spać. Pomyślałam. Zeszłam na dół, światło które dotychczas paliło się normalnie zaczęło niepokojąco migotać. Zauważyłam krwisto czerwoną smugę prowadzącą do kuchni, zaniepokojona udałam się do kuchni, rozświetliłam dom, było zimno i to bardzo, okno w salonie było otwarte.
-Co tu się dzieje do cholery. -Powiedziałam przestraszona.
Weszłam do pokoju a moim oczom ukazał się koszmarny widok. Jan. W kałuży krwi, z pociętą twarzą, miał złamaną nogę, skąd wiem? Była wykrzywiona w drugą stronę. Zrobiło mi się słabo. Rozejrzałam się i zauważyłam nóż, we krwi. Rozpaliłam światło w kuchni, rozpłakałam się, uklęknęłam przed zimnym ciałem Jasia, uniosłam oczy ku górze, na suficie był napis.
PORA NA CIEBIE SKARBIE.
Przestraszyłam się, wstałam gdy nagle coś szarpnęło mnie za włosy.
-Aaaa!-Krzyknęłam z bólu.
Odwróciłam się siła rzeczy, ujrzałam postać. Czarny płaszcz z blado trupią twarzą, bez oczu, znaczy z całkowicie czarnymi dziurami. Serce podskoczyło mi do gardła. Po domu rozbrzmiał śmiech potwora. Zamknęłam oczy na sekundę, poczułam dziwny ból, otworzyłam oczy i ujrzałam plamę krwi pode mną, w brzuchu był ten zakrwawiony nóż. Upadłam na kolana . Osunęłam się na ziemię a nóż przebił moje ciało na wylot.
-Aaaa! -Wykrzyczałam podskakując z łóżka.
-Co się dzieje? -Powiedział przestraszony Jaś który siedział obok mnie.
-Koszmar. -Powiedziałam cicho.
-Chcesz go opowiedzieć.
-Nie, nie teraz.
-Śpij kochanie. -Powiedział Jan kładąc się obok mnie.
Zamknęłam oczy z nadzieją że już nie obudzi mnie taki sen...
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Hejo hej mordeczki! Przepraszam za długą nieobecność! Jakoś ostatnio miałam mało siły by napisać, nie chcielibyście tego czytać! Cóż mam nadzieję że się spodobało! Krytyka i zażalenia proszę w komentarzach :) ! Cóż, postaram się więcej dodawać, zawsze gdy mnie tu nie ma możecie pytać na asku! Tam jestem codziennie! http://ask.fm/kicia66mrrrr
-Boże -Wyszeptałam.
-Lili, wiem że to nie odpowiedni czas, miejsce, w ogóle za wcześnie na takie wybryki ale czy...
-Janek.. -Powiedziałam łamiącym się głosem.
-Daj mi dokończyć. Czy mogę wyczyścić ci buty ? -Powiedział próbując zachować powagę.
Spojrzałam na niego, odeszłam kawałek i zdenerwowana ruszyłam przed siebie.
-Ej zaczekaj! Żartowałem! -Ruszył za mną Jan.
-Idź sobie. -Powiedziałam zdenerwowana.
Jan złapał mnie za rękę zmuszając do tego bym się zatrzymała. Spojrzałam na jego uśmiechniętą buźkę gdy mi nie było do śmiechu. Jaś spoważniał . Chwycił mnie w pasie przyciągając do siebie, oparł swoje czoło o moje i wymamrotał.
-Wiem to było żałosne, przepraszam, nie gniewaj się aniołku.
-Nie potrafię się na ciebie gniewać kochany. -Powiedziałam składając delikatny pocałunek na jego miękkich i delikatnych ustach.
-Wracajmy do domu. -Powiedział łapiąc moją dłoń i splatając nasze palce.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Bez słów ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. W jednej ręce miałam kwiaty a drugą trzymał Pacanek. Idąc w ciszy usłyszałam dwie starsze kobiety które dziwnie nam się przyglądały.
-Zakochani, pamiętam te czasy. -Powiedziała jedna z nich.
Spojrzałam na Jasia który uśmiechnął się uroczo do mnie, delikatnie musnęłam go ustami w policzek. Jan objął mnie ramieniem i szliśmy dalej. Po drodze nie działo się nic. W głowie miałam tylko obraz klęczącego Jaśka. Mam nadzieję że to się spełni, żarty żartami, ale .. Zależy mi na nim. -Pomyślałam.
Dochodząc do domu Jaś wyprzedził mnie i jak dżentelmen otworzył mi drzwi kłaniając się lekko. Podziękowałam mu uśmiechem.
-Muszę zadzwonić kochanie. -Powiedział
-Dobrze -Wymamrotałam uciekając do swojego pokoju.
Nie wiedząc co zrobić, usiadłam na łóżku wkładając słuchawki do uszu, włączyłam muzyki z albumu 'Smutne', oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy. Co ujrzałam? Jego uśmiech. Nie, nie Jasia, Kacpra. Kacper był pierwszą miłością i pozostawił po sobie ślad. Ludzie odchodzą, bez pożegnania, bez słowa. jednego dnia są, następnego już ich nie ma. znikają zostawiając po sobie bliznę, zostawiając mały ślad w sercu. mimo że pragniemy zapomnieć to nie jest tak łatwe. dlaczego? dlatego że zawsze odchodzą ludzie których kochamy.
Zaczęłam płakać, dlaczego? Sama nie wiem, już go nie kocham ale jednak zawszę będę pamiętać. Dlaczego będę pamiętać? Nie wiem, był pierwszym, zranił, odszedł, nie zapomnę tego, nie miałam wyjścia, musiałam uciekać. Boli mimo że nic nie czuję, przecież jest Jaś, to ten jedyny, tak myślę.
Nie usłyszałam nawet gdy Janek wszedł do pokoju. Właśnie teraz tak bardzo nie chciałam by widział mnie w tym stanie. Szybko usiadł obok przytulając mnie i gładząc po włosach, zdjęłam słuchawki i usłyszałam zaniepokojony głos Jasia.
-Lili, co się dzieję ? Dlaczego płaczesz księżniczko? -Dopytywał przytulając mnie coraz mocniej.
-Sama nie wiem. Przepraszam. -Wymamrotałam
-Nie przepraszaj, proszę, teraz ćśśś. -Powiedział głaszcząc mnie czule.
Wtuliłam się w jego ramię i zamknęłam oczy, Janek nic nie mówił przytulał kołysząc mnie na boki jak małe dziecko. Poczułam się tak bezpiecznie. Zasnęłam.
Obudziłam się sama, spojrzałam na telefon, godzina była 03:26. Przetarłam oczy gdyż światło telefonu lekko mnie oślepiło. Wstałam i włączyłam światło. Zdjęłam z siebie wczorajsze ubrania i założyłam trochę przy wielką koszulkę która leżała na krześle. Wyszłam z pokoju w celu zejścia do kuchni gdyż poczułam się spragniona. Zauważyłam palące się lekko światło na dole, włączyłam światło na korytarzu i zauważyłam że drzwi do pokoju Jasia są uchylone.
Może nie może spać. Pomyślałam. Zeszłam na dół, światło które dotychczas paliło się normalnie zaczęło niepokojąco migotać. Zauważyłam krwisto czerwoną smugę prowadzącą do kuchni, zaniepokojona udałam się do kuchni, rozświetliłam dom, było zimno i to bardzo, okno w salonie było otwarte.
-Co tu się dzieje do cholery. -Powiedziałam przestraszona.
Weszłam do pokoju a moim oczom ukazał się koszmarny widok. Jan. W kałuży krwi, z pociętą twarzą, miał złamaną nogę, skąd wiem? Była wykrzywiona w drugą stronę. Zrobiło mi się słabo. Rozejrzałam się i zauważyłam nóż, we krwi. Rozpaliłam światło w kuchni, rozpłakałam się, uklęknęłam przed zimnym ciałem Jasia, uniosłam oczy ku górze, na suficie był napis.
PORA NA CIEBIE SKARBIE.
Przestraszyłam się, wstałam gdy nagle coś szarpnęło mnie za włosy.
-Aaaa!-Krzyknęłam z bólu.
Odwróciłam się siła rzeczy, ujrzałam postać. Czarny płaszcz z blado trupią twarzą, bez oczu, znaczy z całkowicie czarnymi dziurami. Serce podskoczyło mi do gardła. Po domu rozbrzmiał śmiech potwora. Zamknęłam oczy na sekundę, poczułam dziwny ból, otworzyłam oczy i ujrzałam plamę krwi pode mną, w brzuchu był ten zakrwawiony nóż. Upadłam na kolana . Osunęłam się na ziemię a nóż przebił moje ciało na wylot.
-Aaaa! -Wykrzyczałam podskakując z łóżka.
-Co się dzieje? -Powiedział przestraszony Jaś który siedział obok mnie.
-Koszmar. -Powiedziałam cicho.
-Chcesz go opowiedzieć.
-Nie, nie teraz.
-Śpij kochanie. -Powiedział Jan kładąc się obok mnie.
Zamknęłam oczy z nadzieją że już nie obudzi mnie taki sen...
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Hejo hej mordeczki! Przepraszam za długą nieobecność! Jakoś ostatnio miałam mało siły by napisać, nie chcielibyście tego czytać! Cóż mam nadzieję że się spodobało! Krytyka i zażalenia proszę w komentarzach :) ! Cóż, postaram się więcej dodawać, zawsze gdy mnie tu nie ma możecie pytać na asku! Tam jestem codziennie! http://ask.fm/kicia66mrrrr
piątek, 3 kwietnia 2015
"Use Somebody.. " : 29
Promienie które wpadały przez okno prosto na łóżko oślepiły mnie, usiadłam i przetarłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju, byłam sama, mój wzrok przyciągnęła gitara która leżała w kącie... Spojrzałam na zegar który wskazywał kilka minut po 12, wstałam i leniwym krokiem udałam się do swojego pokoju w celu przebrania się. Idąc korytarzem wabił mnie na dół przyjemny zapach. Weszłam do pokoju i otworzyłam wielką szafę. Turkusowa bluzka i spodenki, może być! -Pomyślałam. Ubrałam się a włosy przeczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Udałam się na dół do kuchni prosto za zapachem, zobaczyłam nakryty stół i Jasia w fartuszku, nie ukrywam dziwne wywołało to na mnie wrażenie. Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
-Hej! Co robisz?
-Witaj! Śniadanko dla ciebie kochana. -Powiedział Jaś.
Wycofałam się i cicho powiedziałam.
-Nie, ja nie jestem głodna.
Jaś podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę zaprowadził do stołu i zmusił bym usiadła.
-Nie będę jeść! -Powiedziałam
-Nie możesz się głodzić! Ile nie jesz? Kilka dni, prawda? Lekarz powiedział że to była przyczyna tego że zemdlałaś. Obiecałem że przypilnuję Cię! Masz jeść. -Powiedział stanowczo.
Nie miałam wyboru.
-Ehh -Westchnęłam.
Wzięłam kawałek i włożyłam do buzi, powoli zaczęłam przeżuwać.
-Pyszne! -Powiedziałam i jadłam dalej.
Jaś przyglądał mi się dokładnie.
-Musisz wiedzieć że nie wyjdziesz tak długo aż nie zjesz wszystkiego.
-Dobra! -Powiedziałam.
Kończąc posiłek Janek podszedł bliżej. Wstałam i rzuciłam mu się na szyję.
-Dziękuję że o mnie dbasz. -Powiedział całując go w policzek.
-Nie dziękuj. -Odrzekł.
Chcąc posprzątać Jasiek chwycił mnie za rękę i powiedział że zrobi to za mnie, zgodziłam się, nie jestem fanką sprzątania. Udałam się do pokoju Jasia, gitara która wciąż leżała w kącie zaciekawiła mnie jeszcze bardziej, wzięłam ją do ręki i usiadłam, wzięłam głęboki wdech i zagrałam. Pierwsze dźwięki nie były dość perfekcyjne ale oswoiłam się z instrumentem i grałam dalej. Nagle do pokoju wszedł Janek.
-No, nie wiedziałem że grasz. -Powiedział.
-Nie, znaczy kiedyś się uczyłam stare czasy. -Oznajmiłam.
-Zagraj coś jeszcze. -Powiedział.
Pomyślałam chwilę i zaczęłam grać. Kings Og Leon Use Somebody. Poczułam się jakbym była sama, nikt tylko ja i muzyka, zaczęłam śpiewać.
"I've been roaming around always looking down at all I see
Painted faces fill the places I can't reach
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody
Someone like you and all you know and how you speak
Countless lovers under cover of the street
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody
Someone like you
Ooooo
Off in the night, while you live it up, I'm off to sleep
Waging wars to shape the poet and the beat
I hope it's gonna make you notice
I hope it's gonna make you notice
Someone like me
Someone like me
Someone like me, somebody.."
To chyba był błąd, nie zauważyłam kiedy Jaś zaczął mnie nagrywać. Spojrzałam na niego a on jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się i pełen zachwytu powiedział.
-Pięknie.
Uśmiechnęłam się a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
-Dzięki. -Wymamrotałam zawstydzona.
Odłożyłam gitarę na miejsce. Jaś przyglądał mi się uważnie.
-Stało się coś? -Zapytałam
Jaś miał coś powiedzieć gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Jaś wyszedł i poszedł na dół, udałam się za nim. Przyglądałam się kto przyszedł w drzwiach zobaczyłam mężczyznę. To ten sam, ten który ściskał się z moją mamą.
-Przyszedłem po Lili. -Powiedział stanowczo mężczyzna.
-Nie ma jej tu. -Powiedział Janek zamykając drzwi.
Mężczyzna nie dawał za wygraną i odepchnął Jasia wchodząc do domu, wybiegłam z ukrycia i powiedziałam zbulwersowana.
-Wyjdź bo zadzwonię na policję, i powiedz mojej matce że nigdzie nie wracam. Teraz won!
Mężczyzna podszedł bliżej i złapał mnie za rękę.
-Idziemy. -Powiedział.
Jaś wstał i podszedł by go odepchnąć ale mężczyzna zrobił to wcześniej, Jasiek upadł na ziemię. Kopnęłam faceta w krocze i wyrzuciłam z domu. Podbiegłam do Jasia który próbował wstać, pomogłam mu i spojrzałam na niego, miał czerwony policzek.
-Pójdę po lód- Powiedziałam biegnąc do kuchni.
Janek powoli udał się do salonu, usiadł na kanapie, ja przyniosłam worek z lodem i delikatnie przyłożyłam mu do policzka.
-Wszystko gra? -Zapytałam zmartwiona.
-Jestem twardy, i to bardzo! Jestem mężczyzną, będę mieć wąsy i w ogóle.. -Mówił śmiejąc się.
-Ty wąsy? Ta.. -Zaśmiałam się głośno.
-O ty wredna małpo. -Powiedział Jaś i rzucił się na mnie.
Położył mnie na kanapie i delikatnie usiadł na mnie trzymając moje ręce nad głową.
-I co mi zrobisz? -Zaśmiałam się.
-Zobaczysz. -Odparł.
Zbliżył się do mnie i nagle zaczął mnie łaskotać.
-Nie ! Proszę! Dobra! wyrosną Ci wąsy! Przestań! -Krzyczałam.
-Dobra -Uśmiechnął się Jaś.
-Wredny.
-Wredny ale cię kocham. -Powiedział całując mnie w nos.
Wstał i podał mi rękę. Spojrzałam na niego.
-Spacer? -Zaproponował Janek.
Uśmiechnęła się i kiwnęłam twierdząco głową. Złapał mnie za rękę i wyszliśmy, Janek zamknął drzwi i ruszyliśmy. Drogą nie odzywałam się za bardzo.
-Piękna pogoda. -Powiedział Janek.
-Owszem. -Powiedziałam.
Udaliśmy się do parku, usiadłam na ławce.
-Zaraz wracam.-Powiedział Jaś.
Uśmiechnęłam się a Jaś odbiegł, zamknęłam oczy i oparłam się. Wsłuchałam się w powiew letniego wiatru i śpiew ptaków. Po chwili przyszedł Jan. W jednej ręce trzymał kwiaty a w drugiej dwa lody.
-Kwiaty dla ślicznej Pani. -Powiedział podając mi bukiet białych róż.
-O jej.. Dziękuję skarbie. -Powiedziałam Przytulając go.
Podał mi jeden wafelek z lodami a drugi miał dla siebie.
Usiadł obok i objął mnie ramieniem.
-Jak przytyjesz to nie moja wina. -Roześmiał się.
Spojrzałam na niego i chwyciłam go za rękę w której miał lody, ruszyłam a cała zawartość którą miał w wafelku wylądowała na jego twarzy.
-Ups. -Powiedziałam uśmiechając się niewinnie.
Chwyciłam bukiet i ruszyłam w nogi. Jaś ruszył w pogoni za mną. Odwróciłam się na moment, zauważyłam że Janek jest coraz bliżej, postanowiłam przyśpieszyć. Ganiał za mną po całym parku. Zmęczona ucieczką skryłam się za drzewem z nadzieją że mnie nie zobaczy. Oparłam głowę o drzewo i zamknęłam oczy.Nagle przybiegł lekko zdyszany Jaś, złapał mnie mocno i zaśmiał się. Zaczął mnie całować po policzku i szyi.
-Cały się lepisz! Jaś! -Powiedziałam.
-Wiem. -Zaśmiał się.
-Kotku, nie rób proszę. -Powiedziałam szeptem.
Janek spojrzał mi głęboko w oczy jak nigdy jeszcze. Poczułam się świetnie. Nagle Jaś...
-No, nie wiedziałem że grasz. -Powiedział.
-Nie, znaczy kiedyś się uczyłam stare czasy. -Oznajmiłam.
-Zagraj coś jeszcze. -Powiedział.
Pomyślałam chwilę i zaczęłam grać. Kings Og Leon Use Somebody. Poczułam się jakbym była sama, nikt tylko ja i muzyka, zaczęłam śpiewać.
"I've been roaming around always looking down at all I see
Painted faces fill the places I can't reach
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody
Someone like you and all you know and how you speak
Countless lovers under cover of the street
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody
Someone like you
Ooooo
Off in the night, while you live it up, I'm off to sleep
Waging wars to shape the poet and the beat
I hope it's gonna make you notice
I hope it's gonna make you notice
Someone like me
Someone like me
Someone like me, somebody.."
To chyba był błąd, nie zauważyłam kiedy Jaś zaczął mnie nagrywać. Spojrzałam na niego a on jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się i pełen zachwytu powiedział.
-Pięknie.
Uśmiechnęłam się a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
-Dzięki. -Wymamrotałam zawstydzona.
Odłożyłam gitarę na miejsce. Jaś przyglądał mi się uważnie.
-Stało się coś? -Zapytałam
Jaś miał coś powiedzieć gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Jaś wyszedł i poszedł na dół, udałam się za nim. Przyglądałam się kto przyszedł w drzwiach zobaczyłam mężczyznę. To ten sam, ten który ściskał się z moją mamą.
-Przyszedłem po Lili. -Powiedział stanowczo mężczyzna.
-Nie ma jej tu. -Powiedział Janek zamykając drzwi.
Mężczyzna nie dawał za wygraną i odepchnął Jasia wchodząc do domu, wybiegłam z ukrycia i powiedziałam zbulwersowana.
-Wyjdź bo zadzwonię na policję, i powiedz mojej matce że nigdzie nie wracam. Teraz won!
Mężczyzna podszedł bliżej i złapał mnie za rękę.
-Idziemy. -Powiedział.
Jaś wstał i podszedł by go odepchnąć ale mężczyzna zrobił to wcześniej, Jasiek upadł na ziemię. Kopnęłam faceta w krocze i wyrzuciłam z domu. Podbiegłam do Jasia który próbował wstać, pomogłam mu i spojrzałam na niego, miał czerwony policzek.
-Pójdę po lód- Powiedziałam biegnąc do kuchni.
Janek powoli udał się do salonu, usiadł na kanapie, ja przyniosłam worek z lodem i delikatnie przyłożyłam mu do policzka.
-Wszystko gra? -Zapytałam zmartwiona.
-Jestem twardy, i to bardzo! Jestem mężczyzną, będę mieć wąsy i w ogóle.. -Mówił śmiejąc się.
-Ty wąsy? Ta.. -Zaśmiałam się głośno.
-O ty wredna małpo. -Powiedział Jaś i rzucił się na mnie.
Położył mnie na kanapie i delikatnie usiadł na mnie trzymając moje ręce nad głową.
-I co mi zrobisz? -Zaśmiałam się.
-Zobaczysz. -Odparł.
Zbliżył się do mnie i nagle zaczął mnie łaskotać.
-Nie ! Proszę! Dobra! wyrosną Ci wąsy! Przestań! -Krzyczałam.
-Dobra -Uśmiechnął się Jaś.
-Wredny.
-Wredny ale cię kocham. -Powiedział całując mnie w nos.
Wstał i podał mi rękę. Spojrzałam na niego.
-Spacer? -Zaproponował Janek.
Uśmiechnęła się i kiwnęłam twierdząco głową. Złapał mnie za rękę i wyszliśmy, Janek zamknął drzwi i ruszyliśmy. Drogą nie odzywałam się za bardzo.
-Piękna pogoda. -Powiedział Janek.
-Owszem. -Powiedziałam.
Udaliśmy się do parku, usiadłam na ławce.
-Zaraz wracam.-Powiedział Jaś.
Uśmiechnęłam się a Jaś odbiegł, zamknęłam oczy i oparłam się. Wsłuchałam się w powiew letniego wiatru i śpiew ptaków. Po chwili przyszedł Jan. W jednej ręce trzymał kwiaty a w drugiej dwa lody.
-Kwiaty dla ślicznej Pani. -Powiedział podając mi bukiet białych róż.
-O jej.. Dziękuję skarbie. -Powiedziałam Przytulając go.
Podał mi jeden wafelek z lodami a drugi miał dla siebie.
Usiadł obok i objął mnie ramieniem.
-Jak przytyjesz to nie moja wina. -Roześmiał się.
Spojrzałam na niego i chwyciłam go za rękę w której miał lody, ruszyłam a cała zawartość którą miał w wafelku wylądowała na jego twarzy.
-Ups. -Powiedziałam uśmiechając się niewinnie.
Chwyciłam bukiet i ruszyłam w nogi. Jaś ruszył w pogoni za mną. Odwróciłam się na moment, zauważyłam że Janek jest coraz bliżej, postanowiłam przyśpieszyć. Ganiał za mną po całym parku. Zmęczona ucieczką skryłam się za drzewem z nadzieją że mnie nie zobaczy. Oparłam głowę o drzewo i zamknęłam oczy.Nagle przybiegł lekko zdyszany Jaś, złapał mnie mocno i zaśmiał się. Zaczął mnie całować po policzku i szyi.
-Cały się lepisz! Jaś! -Powiedziałam.
-Wiem. -Zaśmiał się.
-Kotku, nie rób proszę. -Powiedziałam szeptem.
Janek spojrzał mi głęboko w oczy jak nigdy jeszcze. Poczułam się świetnie. Nagle Jaś...
czwartek, 2 kwietnia 2015
Szpital po raz drugi. : 28
Obudził mnie krzyk. Tym razem to nie sen. -Pomyślałam. Zerwałam się z łóżka i wybiegłam z pokoju. Serce przyśpieszyło. Krzyk kobiety.
-Mama? -Wyszeptałam.
Zbiegłam na dół. Weszłam do kuchnie, stała tam moja mama i mama Jasia, całej sytuacji przyglądał się Janek. Zauważył mnie.
-Lili. -Powiedział cicho.
-Lili! Co ty tu robisz?! Miałaś być u ciotki, pakuj się, wracamy.! -Powiedziała stanowczym głosem moja mama.
Z jednej strony cieszyłam się że ją widzę, co jak co ale to moja mama... a z drugiej, złość i nienawiść! Co ona tutaj robi?! Spojrzałam na nią.
-Nie. -Powiedziałam półgłosem.
-Co nie? Jak nie? Wracamy. -Odrzekła zbliżając się w moją stronę.
W powietrzu unosił się smród wódki. Piła.
-Nigdzie nie idę. -Powiedziałam.
Nagle moja mama uderzyła mnie w policzek rozcinając go pierścionkiem który był źle założony. Pod wpływem siły uderzyłam głową w ścianę. Spojrzałam na nią a po policzku spłynął mi strumyk gorzkich łez.
-Proszę wyjść! Natychmiast! Bo zadzwonię na policję! -Wykrzyczała mama Jasia.
Jasiek podbiegł do mnie zabierając moje ręce z krwawiącego policzka.
-Nie dotykaj. -Powiedział cicho.
Płakałam tak bardzo że zaczęłam dusić się własnymi łzami. Janek kazał mi usiąść, tak też zrobiłam.Wziął apteczkę i zaczął przemywać moją twarz. Zacisnęłam zęby bo ból był silniejszy niż sekundę po uderzeniu.
Mama Jasia przyglądała się. Wstałam i chwyciłam Jasia za ramię.
-Kręci mi się w głowie -Powiedziałam Osuwając się na podłogę. Ostatnie co zapamiętałam to wykrzykiwane przez Jasia moje imię. Ocknęłam się w szpitalu. Oślepił mnie blask lamp które były skierowane na moje łóżko.
-Wszystko gra, zrobimy jeszcze kilka badań i będzie mogła wyjść. -Mówił Lekarz do Jasia i jego mamy.
Rozejrzałam się dookoła.
-Lili! -Podbiegł Jaś rzucając się mi na szyję.
-Już, już! To ja! Heh- Uśmiechnęłam się.
-Dziewczyna potrzebuje teraz dużo odpoczywać. -Powiedział Lekarz.
Janek pocałował mnie w czoło i wyszeptał.
-Wystraszyłaś mnie.
-Muszą państwo wyjść niestety, musimy zrobić kilka badań. -Powiedział Lekarz.
Jan wraz z mamą opuścili salę. Podeszła Pielęgniarka z wózkiem, usiadłam i ruszyłyśmy. Zawiozła mnie do jakiejś sali. Kazali położyć mi się na jakimś "stole" Robiłam co kazali.
Po około 2h. badania się skończyły. Leżałam wgapiając się w sufit aż wróci lekarz i powie czy mogę wracać.
Po długim oczekiwaniu przybył lekarz wraz z Jankiem.
-Wyniki wyszły pozytywnie, jednak powinna pani na siebie uważać, w razie potrzeby proszę konsultować się z lekarzem.
Przytaknęłam. Zostałam odłączona od całej tej aparatury i mogłam wyjść.
-Cieszę się że nic Ci nie jest. -Powiedział Jaś obejmując mnie.
-Też się cieszę.
Mama Jasia czekała w samochodzie. Zazwyczaj Janek siedział z przodu, teraz usiadł ze mną na tylnim siedzeniu. Objął mnie a ja mogłam położyć głowę na jego ramieniu.
-Janku, muszę wyjechać na kilka dni. -Oznajmiła nagle mama Jasia.
Janek nie wypytywał o szczegóły, ma bardzo dobry kontakt z mamą i ufa jej bezgranicznie.
-Dobrze. -Powiedział.
Spojrzał na mnie dość dziwnie i wyszeptał.
-Mamy kilka dni dla siebie mordo.
Uśmiechnęłam się nie śmiało bowiem nie wiem co ma na myśli mówiąc że mamy kilka dni dla siebie. Czyżby coś planował? Nie ważne.
Po kilku minutach dojechaliśmy. Jaś wyszedł i przytrzymał mi drzwi.
-Dziękuję Panu.-Uśmiechnęłam się.
-Ależ proszę .
Weszliśmy do domu. Mama Janka była gotowa do wyjazdu.
Przytuliła Jasia i podeszła do mnie. Przytulając mnie wyszeptała.
-Pilnuj go bardzo Cię proszę! Ty jesteś bardziej ogarnięta. -Uśmiechnęła się.
Przytaknęłam z uśmiechem na twarzy.
-Więc. -Powiedział Jaś łapiąc mnie w pasie. -Co robimy.
-Kochanie ty moje, ja idę oglądać film a ty sio spać. -Roześmiałam się.
-Pf. -Parsknął Jaś.
Udałam się do salonu i włączyłam komedię romantyczną. Jaś siedział ze mną, wolał oglądaj film akcji ale przekupiłam go buziakiem. Co kilka minut budziłam go zatykając mu nos. Postanowiłam go nie męczyć.
-Chodźmy spać. Troszkę wcześnie ale chyba obaj jesteśmy zmęczeni co? -powiedziałam.
Jaś przytaknął .Udaliśmy się do jego pokoju i położyliśmy się . Jaś przytulił mnie jak ulubioną przytulankę.
-Lili. ..
-Tak.
-Czy.. Znaczy bo ja Cię Kocham.. -Mówił.
-Mów słońce.
-Mogę zostać Twoim księciem księżniczko ? -Zapytał nieśmiało.
-Pewnie. -powiedziałam szczęśliwa całując go w usta. -Teraz śpij mój księciu.
-Kolorowych .-powiedział zadowolony.
Gdybyś wiedział jak ja Cię kocham nie uwierzył byś.
-Mama? -Wyszeptałam.
Zbiegłam na dół. Weszłam do kuchnie, stała tam moja mama i mama Jasia, całej sytuacji przyglądał się Janek. Zauważył mnie.
-Lili. -Powiedział cicho.
-Lili! Co ty tu robisz?! Miałaś być u ciotki, pakuj się, wracamy.! -Powiedziała stanowczym głosem moja mama.
Z jednej strony cieszyłam się że ją widzę, co jak co ale to moja mama... a z drugiej, złość i nienawiść! Co ona tutaj robi?! Spojrzałam na nią.
-Nie. -Powiedziałam półgłosem.
-Co nie? Jak nie? Wracamy. -Odrzekła zbliżając się w moją stronę.
W powietrzu unosił się smród wódki. Piła.
-Nigdzie nie idę. -Powiedziałam.
Nagle moja mama uderzyła mnie w policzek rozcinając go pierścionkiem który był źle założony. Pod wpływem siły uderzyłam głową w ścianę. Spojrzałam na nią a po policzku spłynął mi strumyk gorzkich łez.
-Proszę wyjść! Natychmiast! Bo zadzwonię na policję! -Wykrzyczała mama Jasia.
Jasiek podbiegł do mnie zabierając moje ręce z krwawiącego policzka.
-Nie dotykaj. -Powiedział cicho.
Płakałam tak bardzo że zaczęłam dusić się własnymi łzami. Janek kazał mi usiąść, tak też zrobiłam.Wziął apteczkę i zaczął przemywać moją twarz. Zacisnęłam zęby bo ból był silniejszy niż sekundę po uderzeniu.
Mama Jasia przyglądała się. Wstałam i chwyciłam Jasia za ramię.
-Kręci mi się w głowie -Powiedziałam Osuwając się na podłogę. Ostatnie co zapamiętałam to wykrzykiwane przez Jasia moje imię. Ocknęłam się w szpitalu. Oślepił mnie blask lamp które były skierowane na moje łóżko.
-Wszystko gra, zrobimy jeszcze kilka badań i będzie mogła wyjść. -Mówił Lekarz do Jasia i jego mamy.
Rozejrzałam się dookoła.
-Lili! -Podbiegł Jaś rzucając się mi na szyję.
-Już, już! To ja! Heh- Uśmiechnęłam się.
-Dziewczyna potrzebuje teraz dużo odpoczywać. -Powiedział Lekarz.
Janek pocałował mnie w czoło i wyszeptał.
-Wystraszyłaś mnie.
-Muszą państwo wyjść niestety, musimy zrobić kilka badań. -Powiedział Lekarz.
Jan wraz z mamą opuścili salę. Podeszła Pielęgniarka z wózkiem, usiadłam i ruszyłyśmy. Zawiozła mnie do jakiejś sali. Kazali położyć mi się na jakimś "stole" Robiłam co kazali.
Po około 2h. badania się skończyły. Leżałam wgapiając się w sufit aż wróci lekarz i powie czy mogę wracać.
Po długim oczekiwaniu przybył lekarz wraz z Jankiem.
-Wyniki wyszły pozytywnie, jednak powinna pani na siebie uważać, w razie potrzeby proszę konsultować się z lekarzem.
Przytaknęłam. Zostałam odłączona od całej tej aparatury i mogłam wyjść.
-Cieszę się że nic Ci nie jest. -Powiedział Jaś obejmując mnie.
-Też się cieszę.
Mama Jasia czekała w samochodzie. Zazwyczaj Janek siedział z przodu, teraz usiadł ze mną na tylnim siedzeniu. Objął mnie a ja mogłam położyć głowę na jego ramieniu.
-Janku, muszę wyjechać na kilka dni. -Oznajmiła nagle mama Jasia.
Janek nie wypytywał o szczegóły, ma bardzo dobry kontakt z mamą i ufa jej bezgranicznie.
-Dobrze. -Powiedział.
Spojrzał na mnie dość dziwnie i wyszeptał.
-Mamy kilka dni dla siebie mordo.
Uśmiechnęłam się nie śmiało bowiem nie wiem co ma na myśli mówiąc że mamy kilka dni dla siebie. Czyżby coś planował? Nie ważne.
Po kilku minutach dojechaliśmy. Jaś wyszedł i przytrzymał mi drzwi.
-Dziękuję Panu.-Uśmiechnęłam się.
-Ależ proszę .
Weszliśmy do domu. Mama Janka była gotowa do wyjazdu.
Przytuliła Jasia i podeszła do mnie. Przytulając mnie wyszeptała.
-Pilnuj go bardzo Cię proszę! Ty jesteś bardziej ogarnięta. -Uśmiechnęła się.
Przytaknęłam z uśmiechem na twarzy.
-Więc. -Powiedział Jaś łapiąc mnie w pasie. -Co robimy.
-Kochanie ty moje, ja idę oglądać film a ty sio spać. -Roześmiałam się.
-Pf. -Parsknął Jaś.
Udałam się do salonu i włączyłam komedię romantyczną. Jaś siedział ze mną, wolał oglądaj film akcji ale przekupiłam go buziakiem. Co kilka minut budziłam go zatykając mu nos. Postanowiłam go nie męczyć.
-Chodźmy spać. Troszkę wcześnie ale chyba obaj jesteśmy zmęczeni co? -powiedziałam.
Jaś przytaknął .Udaliśmy się do jego pokoju i położyliśmy się . Jaś przytulił mnie jak ulubioną przytulankę.
-Lili. ..
-Tak.
-Czy.. Znaczy bo ja Cię Kocham.. -Mówił.
-Mów słońce.
-Mogę zostać Twoim księciem księżniczko ? -Zapytał nieśmiało.
-Pewnie. -powiedziałam szczęśliwa całując go w usta. -Teraz śpij mój księciu.
-Kolorowych .-powiedział zadowolony.
Gdybyś wiedział jak ja Cię kocham nie uwierzył byś.
To tylko zły sen. : 27
-Twoja koleżanka nie będzie miała nic przeciw! -Powiedziała.
Obaj z Jasiem spojrzeliśmy na nią zdziwieni. Objęła go za szyję i pocałowała. Zagotowało się we mnie. Jaś stał jak wryty, zaskoczony przebiegiem sytuacji. Udałam że dzwoni mi telefon, wyjęłam i odeszłam kawałek prowadząc zmyśloną konwersację. Jaś zrobił sobie zdjęcie z drugą z dziewczyn.
Lili nie możesz być zazdrosna! Przecież różne może mieć fanki, a to że na złość dziś trafiła się taka to nic nie poradzisz!
Usiadłam na ławce opuszczając głowę.
Ktoś usiadł obok. Janek. Objął mnie ramieniem.
-Przepraszam. Nie wiedziałem że tak zrobi. -Wyszeptał.
-Dobrze. -Odparłam
-Posmutniałaś. -Powiedział przytulając mnie mocniej.
-Dziwnie poczułam się widząc jak całuje Cię inna. Ale wiem ze to nie Twoja wina, nie mogłeś jej uderzyć, ani okrzyczeć, za to Cię też szanuję. Bez słowa zareagowałeś.. -Powiedziałam.
Jaś już nic nie powiedziała. Wstałam i udałam się do domu. Przed drzwiami Jaś złapał mnie i spojrzał w oczy.
-Nie dokończyłem tego. -Powiedział całując mnie w usta.
Wróciło uczucie to samo co za pierwszym razem. Spojrzałam na niego całując w policzek. Cicho weszłam do środka. Pani domu wyszła z kuchni sprawdzając kto przyszedł.
-Zrobiłam Kolację! -Powiedziała mama Jasia. -Chodź Lili.
-Nie jestem głodna. -Powiedziałam uśmiechając się,
Udałam się na górę. Poszłam do łazienki i od razu wzięłam orzeźwiający prysznic. Przez chwile stałam opierając się jedną ręką o ścianę. Ciepłe strumienie wody spływały po moim ciele. Ktoś zaczął dobijać się do drzwi.
-Lili! Jesteś tam ! Lili ! -Wołał Janek zdenerwowanym głosem.
-Jestem! -Odrzekła.
Nic już nie powiedział, chyba chciał się upewnić czy jestem cała. Zakręciłam wodę, wytarłam ciało ręcznikiem i zawinęłam się. Otworzyłam drzwi i pobiegłam do pokoju. Zamknęłam drzwi. Miałam zdjąć ręcznik gdy spod kołdry wyłonił się Jaś.
-Wooow!- Powiedział otwierając szeroko gały.
-Jaś! Co ty tu robisz! Chce się ubrać ! Wyjdź! -Wykrzyczałam.
Jaś wstał i podszedł do mnie. Przytulił mnie mocno.
-Mogę się ubrać? -Zapytałam.
-Ubieraj się. -Powiedział Jaś uśmiechając się kusząco.
-Wyjdź.
Janek spojrzał mi w oczy. W tym samym momencie spadł mi ręcznik.
-Zamykaj oczy ! Już! -Wykrzyczałam.
Janek roześmiał się głośno, posłuchał i zamknął oczy. Szybko zawinęłam się z powrotem.. Bez słowa wyrzuciłam go z pokoju. Nie protestował. Podsuszyłam lekko włosy, założyłam koszulkę i bieliznę. Położyłam się do łóżka. Przyszedł Jaś.
-Śpisz? -Zapytał.
-Próbuję. -Powiedziałam cicho.
Podszedł i pocałował mnie w głowę.
-Dobranoc mała. -Powiedział wychodząc z pokoju.
Obróciłam się na drugi bok i zasnęłam.
Obudził mnie krzyk. Zerwałam się z łóżka, Założyłam czarne rurki i koszulkę na ramiączkach w kolorze pudrowego różu, włosy przeczesałam i splotłam w warkocz, kosmyk włosów spadał mi na czoło. Wyszłam z pokoju i udałam się na dół. Zobaczyłam zabarykadowane drzwi, zasłonięte okna. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Jasia, miał rozcięty łuk brwiowy. Był cały we krwi, nigdzie nie widziałam Pawła i jego Mamy.
-Co się dzieje?! -Zapytałam.
-Zaczęło się. -Powiedział.
-Ale o co Ci chodzi? ! -Zaczęłam panikować.
-Stare problemy. Paweł kiedyś podpadł kolesiowi, i to jakiemuś tam, szef gangu. Teraz się mszczą. -Powiedział cicho.
Nie wierzę. Paweł ? Naprawdę? To nie może być prawda! Boże, przecież.. On nie wygląda na takiego, czy to coś strasznego? Boję się! Jednak ludzie są inni niż sobie wyobrażasz.
-Zadzwońmy po policję.! -Powiedziałam.
-To nic ni da. -Powiedział.
-Jak nie da! Musi dać! -Wykrzyczałam.
Wzięłam telefon i wykręciłam numer na policję. W słuchawce usłyszałam tylko śmiech.
-Nic wam nie pomoże.
Wybuchłam płaczem. Ja nie chce! Boże! To nie prawda.
Jaś podszedł do mnie i przytulił mnie mocno.
-Lili, wiesz że jesteś dla mnie wszystkim, tak? Zawsze będę Cię kochać! Zawsze księżniczko, nie pozwolę Cie skrzywdzić. -Powiedział.
Po tych słowach zapłakałam jeszcze bardziej.Ktoś włamał się przez okno. Zaczęłam krzyczeć. Usłyszałam tylko strzał. Janek upadł na ziemię, stałam i patrzyłam. Dookoła była krew, kałuża krwi w której leżał. Zaczęłam krzyczeć.
-Nie! Nie! Jak możecie! Nie !
Jakaś postać w kominiarce podeszła do mnie. Mężczyzna śmiał się. Pistoletem który miał w Prawej ręce jeździł po mojej twarzy. Płakałam coraz bardziej. Chwycił mnie za włosy i mocno szarpnął.
-aaaaa!-Wykrzyczałam.
Przyłożył pistolet do mojej skroni i strzelił.
-Aaaaa!! -Poderwałam się z łóżka zapłakana i spanikowana.
-Lili co się dzieje? -Do pokoju przybiegł Jaś.
Podszedł i usiadł obok przytulając mnie.
-Ćśśś, to tylko zły sen. -Szeptał.
Uspokoiłam się.
-Już dobrze? -Zapytał.
-Tak.- Odparłam.
-Pójdę już. -Powiedział.
-Nie! -Chwyciłam go za rękę. -Zostań, śpij ze mną, proszę..
Jaś uśmiechnął się i położył obok. Położyłam głowę na jego klacie, on delikatnie pogłaskał mnie i przytulił.
Po paru minutach zasnęłam.
Zimna woda, cicha woda, lalala : 26
Po namiętnym pocałunku odchyliłam się delikatnie. Nagle ktoś pod drzwiami puścił piosenkę którą kiedyś śpiewał Jan- Miłość Rośnie wokół nas. Spojrzałam na Jasia który uśmiechał się patrząc na drzwi, dał znak głową że mam je otworzyć, byłam bliżej więc wyciągnęłam rękę a tam Paweł.
-Hej ! -Powiedziałam -Co ty tu robisz?
-A podziwiam te piękne drzwi -Mówił z drwiną w głosie.
-Tak, tak a piosenka sama się włączyła. -Mówiłam uśmiechając się.
-Piosenka? Aaa ta piosenka! Naprawdę nie wiem jak to się mogło stać. -Po tych słowach Paweł wybuchł śmiechem.
Jaś spojrzał na mnie i też zaczął się śmiać. Paweł wszedł do pokoju i oparł się o Jasia śmiejąc się jak jakiś gbur.
-Co za ludzie. -wymamrotałam pod nosem.
Stałam i czekałam aż bracia łaskawie się uspokoją. W końcu nie wytrzymałam i poszłam do łazienki, wzięłam niewielką miskę i napełniłam całą zimną wodą. Udałam się do pokoju gdzie Paweł i Jaś leżeli na ziemi wciąż się śmiejąc.
I co ich tak bawi? Pomyślałam. Bez zastanowienia wylałam na obu miskę zimnej wody co od razu postawiło ich na nogi. Widząc ich obu zdziwionych roześmiałam się, obok mnie stanęła mama Jasia i spojrzała na nich.
Co tu się dzieje? -Zaśmiała się widząc jak po Pawłowi i Jasiokowi spływały strumyki wody. Janek spojrzał na mnie i wyszeptał,
-Po Tobie mała.
Instynkt podpowiedział mi że pora uciekać.
-Ja nic nie wiem! -Zawołałam .
Ruszyłam i pobiegłam schodami w dół, wybiegłam z domu zatrzaskując drzwi Jasiowi przed nosem. Ruszyłam prosto przed siebie, nie patrząc pod nogi, z racji iż nie jestem typem sportowca dość szybko zmęczył mnie bieg, postanowiłam jednak nie poddawać się i biegłam nadal.
-Aaa- Usłyszałam nagle krzyk Jasia.
Odwróciła się i zobaczyłam go leżącego na ziemi. Szybko podeszłam w jego stronę.
-Co się stało? -Zapytałam zaskoczona.
-Nic! -Powiedział wstając i łapiąc mnie.
Wziął mnie na ręce i zaśmiał się głośno.
-Janku puść mnie! Natychmiast ! -Krzyczałam.
-Teraz Ty będziesz mokra- Powiedział idąc w stronę rzeki która płynęła niedaleko.
-Nie! Nie, nie! -Krzyczałam bijąc go po plecach.
-Oj nic Ci nie będzie! -Powiedział zadowolony wchodząc do rzeki i rzucając mnie delikatnie do wody. -To rewanż.
-Rewanż ? Ty oberwałeś z miski ja siedzę w rzece! -Wykrzyczałam.
Janek spojrzał na mnie robiąc minę zbitego szczeniaka.
-Oh ! pomógłbyś mi wstać -Wymamrotałam oburzona.
Jaś podał mi rękę, nie spodziewał się przebiegu sytuacji. Pociągnęłam go mocno do siebie. Niezdarnie, lecz jednak na moją korzyść upadł obok. Wstałam i spojrzałam na niego.
-Teraz jest rewanż ! -Powiedziałam śmiejąc się.
-Ha, ha, ha . Śmieszne. -Powiedział ironicznie, wstając.
Wyszliśmy z wody, spojrzałam na Jasia który również patrzył na mnie.
-No odwróć się! -Powiedziałam.
Nie protestował, odwrócił się. Zdjęłam koszulkę i wykręciłam ją, strumyk wody spadł na ziemie.
Spodnie sobie daruję.
Zakładając koszulkę spojrzałam w stronę Jasia który patrzył na mnie jak wryty.
-Miałeś się odwrócić i nie patrzeć! -Wykrzyczałam zbulwersowana.
-Wybacz, musiałem. -Powiedział robiąc po raz drugi minę szczeniaka.
Spojrzałam na niego nie odzywając się. Postanowiłam poudawać obrażoną i złą. Z grymasem na twarzy udałam się do domu.
-Ej! Lilka! Czekaj, no nie obrażaj się! -Mówił Jaś.
W głębi śmiałam się jak opętana, po twarzy jednak nie dawałam tego poznać. Nie zła ze mnie aktoreczka skoro tak dobrze ukrywam swoje uczucia. Zadarłam nosa i nie odwracając się szłam dalej.
Janek złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Motylki wróciły, delikatnie przygryzłam wargę patrząc w inną stronę, ludzie patrzyli na nas.
-Chciałbym przygryźć Ci tą wargę -Wyszeptał mi do ucha.
Opuściłam głowę i wyrwałam się z rąk Jasia, uciekałam w stronę domu niestety pech tak chciał że złapał mnie po raz drugi.
-Gdziekolwiek byś nie chciała iść i tak Cię znajdę. -Powiedział zbliżając swoją twarz do mojej.
Już miał mnie pocałować gdy podbiegły dwie dziewczyny krzycząc jego imię.
Fanki, czyli tak to wygląda, spotykają go i od razu podbiegają z piskiem.
Oddaliłam się kawałek by nie przeszkadzać im w robieniu zdjęć .
Jedna spojrzała na mnie wrogo.
-Jasiu nie mówiłeś że masz dziewczynę. -Powiedziała.
-Bo jeszcze nie mam -Odparł uśmiechając się do mnie.
To co zrobiła było chyba spowodowane zazdrością.
-Hej ! -Powiedziałam -Co ty tu robisz?
-A podziwiam te piękne drzwi -Mówił z drwiną w głosie.
-Tak, tak a piosenka sama się włączyła. -Mówiłam uśmiechając się.
-Piosenka? Aaa ta piosenka! Naprawdę nie wiem jak to się mogło stać. -Po tych słowach Paweł wybuchł śmiechem.
Jaś spojrzał na mnie i też zaczął się śmiać. Paweł wszedł do pokoju i oparł się o Jasia śmiejąc się jak jakiś gbur.
-Co za ludzie. -wymamrotałam pod nosem.
Stałam i czekałam aż bracia łaskawie się uspokoją. W końcu nie wytrzymałam i poszłam do łazienki, wzięłam niewielką miskę i napełniłam całą zimną wodą. Udałam się do pokoju gdzie Paweł i Jaś leżeli na ziemi wciąż się śmiejąc.
I co ich tak bawi? Pomyślałam. Bez zastanowienia wylałam na obu miskę zimnej wody co od razu postawiło ich na nogi. Widząc ich obu zdziwionych roześmiałam się, obok mnie stanęła mama Jasia i spojrzała na nich.
Co tu się dzieje? -Zaśmiała się widząc jak po Pawłowi i Jasiokowi spływały strumyki wody. Janek spojrzał na mnie i wyszeptał,
-Po Tobie mała.
Instynkt podpowiedział mi że pora uciekać.
-Ja nic nie wiem! -Zawołałam .
Ruszyłam i pobiegłam schodami w dół, wybiegłam z domu zatrzaskując drzwi Jasiowi przed nosem. Ruszyłam prosto przed siebie, nie patrząc pod nogi, z racji iż nie jestem typem sportowca dość szybko zmęczył mnie bieg, postanowiłam jednak nie poddawać się i biegłam nadal.
-Aaa- Usłyszałam nagle krzyk Jasia.
Odwróciła się i zobaczyłam go leżącego na ziemi. Szybko podeszłam w jego stronę.
-Co się stało? -Zapytałam zaskoczona.
-Nic! -Powiedział wstając i łapiąc mnie.
Wziął mnie na ręce i zaśmiał się głośno.
-Janku puść mnie! Natychmiast ! -Krzyczałam.
-Teraz Ty będziesz mokra- Powiedział idąc w stronę rzeki która płynęła niedaleko.
-Nie! Nie, nie! -Krzyczałam bijąc go po plecach.
-Oj nic Ci nie będzie! -Powiedział zadowolony wchodząc do rzeki i rzucając mnie delikatnie do wody. -To rewanż.
-Rewanż ? Ty oberwałeś z miski ja siedzę w rzece! -Wykrzyczałam.
Janek spojrzał na mnie robiąc minę zbitego szczeniaka.
-Oh ! pomógłbyś mi wstać -Wymamrotałam oburzona.
Jaś podał mi rękę, nie spodziewał się przebiegu sytuacji. Pociągnęłam go mocno do siebie. Niezdarnie, lecz jednak na moją korzyść upadł obok. Wstałam i spojrzałam na niego.
-Teraz jest rewanż ! -Powiedziałam śmiejąc się.
-Ha, ha, ha . Śmieszne. -Powiedział ironicznie, wstając.
Wyszliśmy z wody, spojrzałam na Jasia który również patrzył na mnie.
-No odwróć się! -Powiedziałam.
Nie protestował, odwrócił się. Zdjęłam koszulkę i wykręciłam ją, strumyk wody spadł na ziemie.
Spodnie sobie daruję.
Zakładając koszulkę spojrzałam w stronę Jasia który patrzył na mnie jak wryty.
-Miałeś się odwrócić i nie patrzeć! -Wykrzyczałam zbulwersowana.
-Wybacz, musiałem. -Powiedział robiąc po raz drugi minę szczeniaka.
Spojrzałam na niego nie odzywając się. Postanowiłam poudawać obrażoną i złą. Z grymasem na twarzy udałam się do domu.
-Ej! Lilka! Czekaj, no nie obrażaj się! -Mówił Jaś.
W głębi śmiałam się jak opętana, po twarzy jednak nie dawałam tego poznać. Nie zła ze mnie aktoreczka skoro tak dobrze ukrywam swoje uczucia. Zadarłam nosa i nie odwracając się szłam dalej.
Janek złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Motylki wróciły, delikatnie przygryzłam wargę patrząc w inną stronę, ludzie patrzyli na nas.
-Chciałbym przygryźć Ci tą wargę -Wyszeptał mi do ucha.
Opuściłam głowę i wyrwałam się z rąk Jasia, uciekałam w stronę domu niestety pech tak chciał że złapał mnie po raz drugi.
-Gdziekolwiek byś nie chciała iść i tak Cię znajdę. -Powiedział zbliżając swoją twarz do mojej.
Już miał mnie pocałować gdy podbiegły dwie dziewczyny krzycząc jego imię.
Fanki, czyli tak to wygląda, spotykają go i od razu podbiegają z piskiem.
Oddaliłam się kawałek by nie przeszkadzać im w robieniu zdjęć .
Jedna spojrzała na mnie wrogo.
-Jasiu nie mówiłeś że masz dziewczynę. -Powiedziała.
-Bo jeszcze nie mam -Odparł uśmiechając się do mnie.
To co zrobiła było chyba spowodowane zazdrością.
sobota, 21 marca 2015
Stanowimy jedność? : 25
I powietrzu unosił się zapach pięknych perfum Janka. Zamknęłam oczy, pierwsze co się ujawniło to uśmiech Jasia. Chyba to był błąd, po zrobieniu dwóch kroków przewróciłam się.
-Haha, co ty chodzić nie potrafisz mordko? -Roześmiał się Janek.
-No ha ha ha bardzo śmieszne. -Zaśmiałam się ironicznie.
-Oj no wiesz.. - Mówił wciąż Jaś próbujący nie roześmiać się.-Wstawaj. -Powiedział podając mi rękę.
Uśmiechnęłam się i chwyciłam go za rękę pociągając mocno do siebie. Jaś upadł prosto na mnie, spojrzał mi prosto w oczy i powiedział półszeptem.
-Z bliska masz jeszcze piękniejsze oczy niż myślałam. -Mówił zbliżając swoją twarz do mojej.
Nagle moje serce przyśpieszyło. Zaczęłam szybciej oddychać. Poczułam oddech Janka na swojej twarzy.
-No nieźle . -Powiedział Kacper.
-Co Ty tu robisz?! -Zawołałam zdenerwowana.
-I znów się nie udało.. -Powiedział cicho zawiedziony Jaś.
Spojrzałam na niego zdziwiona, Jaś odwrócił spojrzenie. Wstałam. Kacper podszedł i objął mnie, szybko go odepchnęłam.
-Czego szukasz ? -Zapytałam.
-Kłopotów jak widać. -Powiedział Karol który zmierzał w naszą stronę.
-Kolejny ? -Zapytał Kacper. -Puszczalska.
Odwróciłam się nic nie mówiąc.
-Puszczalska! -Zawołał Kacper raz jeszcze.
-Przesadziłeś gościu. -Powiedział Jaś.
Janek ruszył z pięściami w stronę Kacpra. Jan uderzył Kacpra w twarz, Kacper pod wpływem siły Jasia upadł na ziemie z zakrwawioną twarzą.
-Boże! -Zawołałam.
Janek spojrzał na mnie.
-Lili przepraszam! Nie mogłem słuchać jak ten idiota obraża moją księżniczkę. - Usprawiedliwiał się Jaś.
Spojrzałam na Kacpra.
-Cierp. -Powiedziałam do leżącego na ziemi chłopaka.
Odwróciłam się i odeszłam. Karol udał się za mną.
-Mama, znaczy toja ciocia pytała czy wracasz do domu? martwiła się. -Mówił Karol.
-Ona zostaje u mnie. -Powiedział Jaś nie dopuszczając mnie do słowa.
Uśmiechnęłam się do Karola. Odszedł, Janek spojrzał na mnie.
-Chodź do domu. -Powiedział.
Przytaknęłam. Będąc pod domem Jasia powiedziałam.
-Nie musiałeś już udawać że coś do mnie czujesz. Danie mu w mordę wystarczyło.
-Nie udawałem -Powiedział cicho.
Janek wszedł do domu. Udałam się za nim.
Przecież ja go nie mogę kochać, on mnie też nie! Jak to ? ale... On może mieć każdą. Jest wspaniały. Jest kimś, ma tyle wiernych fanek, czy on do mnie coś czuje? Nie, nie! Lili idiotko skończ wymyślać..
-Idź do mojego pokoju. -Powiedział Jaś.
Bez słowa udałam się do pokoju, usiadłam na łóżku. Po chwili przyszedł Janek. Usiadł obok mnie. Siedzieliśmy bez słowa.
-Jak to nie udawałeś? -Powiedziałam łamiącym się głosem. Starałam się nie płakać.
-Nie płacz. -Mówił Jaś który wiedział już że znów jest coś nie tak.
-Przepraszam jestem okropna, tylko płacze. -Odparłam.
-Cudownie się śmiejesz, kocham gdy się śmiejesz. Tak wiem dopiero co znów się spotkaliśmy. Lili może miałem kilka lat ale byłas moją pierwszą miłością. Stanowimy jedność, czy ty tak nie uważasz. ? -Powiedział Jan.
-Nie wiem co uważam, co myślę, co czuję, powtarzałam sobie ciągle że nie mogę się w Tobie zakochać. Janku! Nie mogę! Nie mogę a to zrobiłam, przepraszam. Ty jesteś kimś! Ja jestem nikim.
-Nawet tak nie mów. Koniec tematu, kochasz mnie, a ja też coś do ciebie poczułem. Rozumiem nie chcesz mnie. -Powiedział Janek.
Wstałam i podeszłam do drzwi, nagle Jaś złapał mnie za rękę.
-Nie idziesz. -Powiedział.
Spojrzałam na niego. Już trochę ochłonęłam. Nie rozpłakałam się za bardzo. Janek zaczął robić głupie miny typu 'Mina pedofila'
-Co ty robisz? -Powiedziałam uśmiechając się.
-Wiesz co rymuje się z Janek? -Zapytał.
-No?
-Gwałt. -Roześmiał się.
Spojrzałam na niego wielkimi oczami.
-Oj mordo! -Podszedł do mnie i chwycił mnie za biodra.-Wiem ze nie chcesz, ale ja chcę, a ja dostaję to czego chcę.- Powiedział Jaś całując mnie w usta.
Jego usta były tak delikatne, miękkie i słodkie. Pierwszy raz tak się czułam, nawet przy Kacprze nie czułam czegoś takiego.
Co to może znaczyć?
-Haha, co ty chodzić nie potrafisz mordko? -Roześmiał się Janek.
-No ha ha ha bardzo śmieszne. -Zaśmiałam się ironicznie.
-Oj no wiesz.. - Mówił wciąż Jaś próbujący nie roześmiać się.-Wstawaj. -Powiedział podając mi rękę.
Uśmiechnęłam się i chwyciłam go za rękę pociągając mocno do siebie. Jaś upadł prosto na mnie, spojrzał mi prosto w oczy i powiedział półszeptem.
-Z bliska masz jeszcze piękniejsze oczy niż myślałam. -Mówił zbliżając swoją twarz do mojej.
Nagle moje serce przyśpieszyło. Zaczęłam szybciej oddychać. Poczułam oddech Janka na swojej twarzy.
-No nieźle . -Powiedział Kacper.
-Co Ty tu robisz?! -Zawołałam zdenerwowana.
-I znów się nie udało.. -Powiedział cicho zawiedziony Jaś.
Spojrzałam na niego zdziwiona, Jaś odwrócił spojrzenie. Wstałam. Kacper podszedł i objął mnie, szybko go odepchnęłam.
-Czego szukasz ? -Zapytałam.
-Kłopotów jak widać. -Powiedział Karol który zmierzał w naszą stronę.
-Kolejny ? -Zapytał Kacper. -Puszczalska.
Odwróciłam się nic nie mówiąc.
-Puszczalska! -Zawołał Kacper raz jeszcze.
-Przesadziłeś gościu. -Powiedział Jaś.
Janek ruszył z pięściami w stronę Kacpra. Jan uderzył Kacpra w twarz, Kacper pod wpływem siły Jasia upadł na ziemie z zakrwawioną twarzą.
-Boże! -Zawołałam.
Janek spojrzał na mnie.
-Lili przepraszam! Nie mogłem słuchać jak ten idiota obraża moją księżniczkę. - Usprawiedliwiał się Jaś.
Spojrzałam na Kacpra.
-Cierp. -Powiedziałam do leżącego na ziemi chłopaka.
Odwróciłam się i odeszłam. Karol udał się za mną.
-Mama, znaczy toja ciocia pytała czy wracasz do domu? martwiła się. -Mówił Karol.
-Ona zostaje u mnie. -Powiedział Jaś nie dopuszczając mnie do słowa.
Uśmiechnęłam się do Karola. Odszedł, Janek spojrzał na mnie.
-Chodź do domu. -Powiedział.
Przytaknęłam. Będąc pod domem Jasia powiedziałam.
-Nie musiałeś już udawać że coś do mnie czujesz. Danie mu w mordę wystarczyło.
-Nie udawałem -Powiedział cicho.
Janek wszedł do domu. Udałam się za nim.
Przecież ja go nie mogę kochać, on mnie też nie! Jak to ? ale... On może mieć każdą. Jest wspaniały. Jest kimś, ma tyle wiernych fanek, czy on do mnie coś czuje? Nie, nie! Lili idiotko skończ wymyślać..
-Idź do mojego pokoju. -Powiedział Jaś.
Bez słowa udałam się do pokoju, usiadłam na łóżku. Po chwili przyszedł Janek. Usiadł obok mnie. Siedzieliśmy bez słowa.
-Jak to nie udawałeś? -Powiedziałam łamiącym się głosem. Starałam się nie płakać.
-Nie płacz. -Mówił Jaś który wiedział już że znów jest coś nie tak.
-Przepraszam jestem okropna, tylko płacze. -Odparłam.
-Cudownie się śmiejesz, kocham gdy się śmiejesz. Tak wiem dopiero co znów się spotkaliśmy. Lili może miałem kilka lat ale byłas moją pierwszą miłością. Stanowimy jedność, czy ty tak nie uważasz. ? -Powiedział Jan.
-Nie wiem co uważam, co myślę, co czuję, powtarzałam sobie ciągle że nie mogę się w Tobie zakochać. Janku! Nie mogę! Nie mogę a to zrobiłam, przepraszam. Ty jesteś kimś! Ja jestem nikim.
-Nawet tak nie mów. Koniec tematu, kochasz mnie, a ja też coś do ciebie poczułem. Rozumiem nie chcesz mnie. -Powiedział Janek.
Wstałam i podeszłam do drzwi, nagle Jaś złapał mnie za rękę.
-Nie idziesz. -Powiedział.
Spojrzałam na niego. Już trochę ochłonęłam. Nie rozpłakałam się za bardzo. Janek zaczął robić głupie miny typu 'Mina pedofila'
-Co ty robisz? -Powiedziałam uśmiechając się.
-Wiesz co rymuje się z Janek? -Zapytał.
-No?
-Gwałt. -Roześmiał się.
Spojrzałam na niego wielkimi oczami.
-Oj mordo! -Podszedł do mnie i chwycił mnie za biodra.-Wiem ze nie chcesz, ale ja chcę, a ja dostaję to czego chcę.- Powiedział Jaś całując mnie w usta.
Jego usta były tak delikatne, miękkie i słodkie. Pierwszy raz tak się czułam, nawet przy Kacprze nie czułam czegoś takiego.
Co to może znaczyć?
piątek, 20 marca 2015
On... : 24
Niezręczna cisza została przerwana. Ktoś wszedł do kuchni.
-Jestem mamo! -Powiedział chłopak który stał w drzwiach.
Spojrzałam na niego nieśmiało.
-Kto to ? -Zapytał zaskoczony.
-Paweł to Lili przyjaciółka Jasia, Lili oto Paweł, starszy brat Jasia. -Powiedziała mama Jasia uśmiechnięta.
-Cześć. -Powiedziałam nieśmiało.
-No hej, czyżby mój mały braciszek znalazł sobie dziewczynę? -Zaśmiał się Paweł.
-Nie! -Powiedziała speszona. -Znaczy nie, ja, ja jestem przyjaciółką Jasia, znaczy ja do cioci przyjechałam i wiesz. Bo ten ja znam Janka z dzieciństwa. -Próbowałam się wytłumaczyć.
-Wiem, wiem. A co robi Jasio? -Zapytał Pawko.
-Live'a ma.. -Powiedziałam.
Paweł nic nie powiedział tylko uśmiechnął się do mnie. Pobiegł na górę, z ciekawości poszłam za nim. Otworzył powoli drzwi.
-Siemasz! -Zawołał.
Zaglądając przez ramie Pawła zobaczyłam jak wystraszony Jaś podskoczył.
-Paweł! -Zawołał. -Właśnie miałem live'a kończyć. -Odrzekł.
Paweł wszedł do pokoju, chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.
-Nie! -Krzyknęłam.
Jaś zamilknął. Nagle powiedział
-Nie, nie, to nie moja dziewczyna, znajoma, dowiecie się w swoim czasie mordeczki! Kończymy live'a na koniec jeszcze piosenka : Coldplay- Paradise. -Włączył muzykę i zaczął wyłączać wszystko po kolei.
Po zakończeniu piosenki usiadł wygodnie.
-Uff -Odetchnął.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić, wyjęłam i odebrałam.
-Halo? -Powiedziałam.
-Lili! Wracaj do domu, jakiś chłopak do ciebie przyszedł, szybko! -Powiedziała ciocia spanikowana.
-Że co? Zaraz będę! -Powiedziałam.
Jak stałam tak też wybiegłam z domu.
-Lili! -Zawołał Jaś.
Nic już nie odpowiedziałam. Biegnąc do domu myślałam kto to może być. Dobiegając do domu zobaczyłam znajomą mi osobę. Kacper.
-O nie.. -Powiedziałam do siebie.
Kacper zobaczył mnie i zaczął biec w moją stronę. Rzucił się na mnie.
-Lili, słońce, tęskniłem! Dlaczego mnie zostawiłaś?! Dlaczego nic nie powiedziałaś? -Zaczął zalewać mnie pytaniami.
-Jak mnie tu ku*wa znalazłeś!? -Wybuchłam ze złości.
Kacper spojrzał na mnie.
-Normalnie. -Odpowiedział.
-Spadaj ! Dobra ? Spadaj do tej swojej niuni! Przez Ciebie uciekłam. Odejdź. -Odwróciłam się i odeszłam.
Kacper pobiegł za mną, złapał mnie z całej siły za rękę.
-Co ty do cholery robisz!? Puszczaj mnie idioto! -Zaczęłam krzyczeć.
Kacper zaczął mnie ciągnąć za sobą.
-Wracasz ze mną. -Powiedział.
-Aaaa! -Zaczęłam krzyczeć.
Przybiegł Jaś, odepchnął Kacpra i spojrzał na mnie.
-Co się dzieje kochanie? -Zapytał.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Może mi pomożesz? -Powiedział szeptem.
-Więc skarbie, dzieje się coś? -Zapytał znów.
Poczułam motylki w brzuchu, znaczy, dziwnie, po tym gdy powiedział 'skarbie' poczułam się bezpiecznie i jakoś inaczej. Nie! Ja nie mogę się w nim zakochać! Błagam nie!
Spojrzałam na Kacpra.
-Nie, misiu. Wszystko gra. -Odpowiedziałam chcąc, nie chcąc.
-Lili? Dżej? Znaczy Dąbrowski ? Co? Skąd ty go znasz? -Dziwił się Kacper.
-Mam tu ciocię, i wiesz, w dzieciństwie jakoś się znaliśmy, ale zapomniałam o nim, a teraz.. -Mówiłam.
-A teraz ona jest moją dziewczyną! -Powiedział Jasiek uśmiechając się.
-Że co ? Ha! Szybko się pocieszyłaś idiotko! Już masz innego! Puszczalska! -Wybuchnął Kacper -A ja sie starałem!
-Starałeś!? Kacper, lizałeś się z jakąś dziunią, nawet nie protestowałeś, i co? odejdź. -Powiedziałam.
Zaczęłam płakać, odwróciłam się i odeszłam. Kacper ciągle stał w miejscu jak wryty. Uciekłam kawałek i usiadłam na ławce, po paru minutach przyszedł Janek.
-Nie warto płakać mordko, przez kogoś takiego, nie, nie ! -Powiedział i pocałował mnie w głowę.
Oparłam się lekko o niego i siedziała patrząc przed siebie.
-Och mała! Nie smuć się! Na mnie kiedyś mówili Janek, Janek pacanek! Ale żyje! Weź! -Powiedział Janek.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Jasia.
-Pacanek.- Powiedziałam cicho.
Jaś uśmiechnął się do mnie. Wstał i podał mi rękę.
-Chodź! -Powiedział.
-Gdzie? -Zapytałam.
-Do domu mordko. -Uśmiechnął się.
Złapałam go za rękę i ruszyliśmy do domu. W głowie mam jedną myśl. Nie mogę się zakochać!
-Jestem mamo! -Powiedział chłopak który stał w drzwiach.
Spojrzałam na niego nieśmiało.
-Kto to ? -Zapytał zaskoczony.
-Paweł to Lili przyjaciółka Jasia, Lili oto Paweł, starszy brat Jasia. -Powiedziała mama Jasia uśmiechnięta.
-Cześć. -Powiedziałam nieśmiało.
-No hej, czyżby mój mały braciszek znalazł sobie dziewczynę? -Zaśmiał się Paweł.
-Nie! -Powiedziała speszona. -Znaczy nie, ja, ja jestem przyjaciółką Jasia, znaczy ja do cioci przyjechałam i wiesz. Bo ten ja znam Janka z dzieciństwa. -Próbowałam się wytłumaczyć.
-Wiem, wiem. A co robi Jasio? -Zapytał Pawko.
-Live'a ma.. -Powiedziałam.
Paweł nic nie powiedział tylko uśmiechnął się do mnie. Pobiegł na górę, z ciekawości poszłam za nim. Otworzył powoli drzwi.
-Siemasz! -Zawołał.
Zaglądając przez ramie Pawła zobaczyłam jak wystraszony Jaś podskoczył.
-Paweł! -Zawołał. -Właśnie miałem live'a kończyć. -Odrzekł.
Paweł wszedł do pokoju, chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.
-Nie! -Krzyknęłam.
Jaś zamilknął. Nagle powiedział
-Nie, nie, to nie moja dziewczyna, znajoma, dowiecie się w swoim czasie mordeczki! Kończymy live'a na koniec jeszcze piosenka : Coldplay- Paradise. -Włączył muzykę i zaczął wyłączać wszystko po kolei.
Po zakończeniu piosenki usiadł wygodnie.
-Uff -Odetchnął.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić, wyjęłam i odebrałam.
-Halo? -Powiedziałam.
-Lili! Wracaj do domu, jakiś chłopak do ciebie przyszedł, szybko! -Powiedziała ciocia spanikowana.
-Że co? Zaraz będę! -Powiedziałam.
Jak stałam tak też wybiegłam z domu.
-Lili! -Zawołał Jaś.
Nic już nie odpowiedziałam. Biegnąc do domu myślałam kto to może być. Dobiegając do domu zobaczyłam znajomą mi osobę. Kacper.
-O nie.. -Powiedziałam do siebie.
Kacper zobaczył mnie i zaczął biec w moją stronę. Rzucił się na mnie.
-Lili, słońce, tęskniłem! Dlaczego mnie zostawiłaś?! Dlaczego nic nie powiedziałaś? -Zaczął zalewać mnie pytaniami.
-Jak mnie tu ku*wa znalazłeś!? -Wybuchłam ze złości.
Kacper spojrzał na mnie.
-Normalnie. -Odpowiedział.
-Spadaj ! Dobra ? Spadaj do tej swojej niuni! Przez Ciebie uciekłam. Odejdź. -Odwróciłam się i odeszłam.
Kacper pobiegł za mną, złapał mnie z całej siły za rękę.
-Co ty do cholery robisz!? Puszczaj mnie idioto! -Zaczęłam krzyczeć.
Kacper zaczął mnie ciągnąć za sobą.
-Wracasz ze mną. -Powiedział.
-Aaaa! -Zaczęłam krzyczeć.
Przybiegł Jaś, odepchnął Kacpra i spojrzał na mnie.
-Co się dzieje kochanie? -Zapytał.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Może mi pomożesz? -Powiedział szeptem.
-Więc skarbie, dzieje się coś? -Zapytał znów.
Poczułam motylki w brzuchu, znaczy, dziwnie, po tym gdy powiedział 'skarbie' poczułam się bezpiecznie i jakoś inaczej. Nie! Ja nie mogę się w nim zakochać! Błagam nie!
Spojrzałam na Kacpra.
-Nie, misiu. Wszystko gra. -Odpowiedziałam chcąc, nie chcąc.
-Lili? Dżej? Znaczy Dąbrowski ? Co? Skąd ty go znasz? -Dziwił się Kacper.
-Mam tu ciocię, i wiesz, w dzieciństwie jakoś się znaliśmy, ale zapomniałam o nim, a teraz.. -Mówiłam.
-A teraz ona jest moją dziewczyną! -Powiedział Jasiek uśmiechając się.
-Że co ? Ha! Szybko się pocieszyłaś idiotko! Już masz innego! Puszczalska! -Wybuchnął Kacper -A ja sie starałem!
-Starałeś!? Kacper, lizałeś się z jakąś dziunią, nawet nie protestowałeś, i co? odejdź. -Powiedziałam.
Zaczęłam płakać, odwróciłam się i odeszłam. Kacper ciągle stał w miejscu jak wryty. Uciekłam kawałek i usiadłam na ławce, po paru minutach przyszedł Janek.
-Nie warto płakać mordko, przez kogoś takiego, nie, nie ! -Powiedział i pocałował mnie w głowę.
Oparłam się lekko o niego i siedziała patrząc przed siebie.
-Och mała! Nie smuć się! Na mnie kiedyś mówili Janek, Janek pacanek! Ale żyje! Weź! -Powiedział Janek.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Jasia.
-Pacanek.- Powiedziałam cicho.
Jaś uśmiechnął się do mnie. Wstał i podał mi rękę.
-Chodź! -Powiedział.
-Gdzie? -Zapytałam.
-Do domu mordko. -Uśmiechnął się.
Złapałam go za rękę i ruszyliśmy do domu. W głowie mam jedną myśl. Nie mogę się zakochać!
niedziela, 22 lutego 2015
O niej.. : 23
Staliśmy w uścisku gdy nagle do pokoju weszła mama Janka.
-Przyniosłam wam jakąś przekąskę i coś do picia. -Powiedziała kładąc tackę z jedzeniem na stoliku.
Mama Jasia wyszła a my? My dalej staliśmy wtuleni w siebie. Jego perfumy są mega! Nie chciałam żeby mnie puszczał, nic nie może jednak trwać wiecznie. Puścił mnie i spojrzał na mnie.
-Wybacz. -Powiedział nieśmiało.
-Ale co? Miło było przecież! -Powiedziałam uśmiechając się.
-Jesteś mokra. Hmm. -Powiedział Jasiek.
Podszedł do szafy i wyjął koszulkę JDabrowsky Wear, i jakieś spodenki.
-Proszę. -Powiedział podając mi koszulkę. -Idź się może przebież.
-No dzięki.. Gdzie jest łazienka? -Zapytałam.
-Drzwi po prawej. -Powiedział.
Wyszłam z pokoju i udałam się do łazienki. Zdjęłam mokre ubrania i położyłam na pralce. Założyłam koszulkę Janka i spodenki. Spojrzałam w lustro.
-Wyglądam dziwnie. Ale też miło z jego strony.-Powiedziałam do siebie.
Wyszłam z łazienki i udałam się do pokoju. Janek też już był przebrany.
-Mokre ubrania zostawiłam na pralce. -Powiedziałam.
Janek odwrócił i spojrzał na mnie jakoś inaczej.
-Stało się coś? -Zapytałam dając kosmyk włosów które spadały mi na buzię za ucho.
-Ślicznie wyglądasz! -Powiedział zaczerwieniony.
-Dziękuję. -Odparłam.
Usiadłam na łóżku. Jasiek usiadł obok mnie.
-Więc, może.. Może powiesz czym się interesujesz, powiesz coś o sobie? Hmm? -Zaczął Jaś.
-Co tu gadać... -Odparłam.
Jasiek spojrzał na mnie czekając aż powiem coś o sobie.
-Ech, dobra. No czym mogę się interesować.. Muzyką jak większość nastolatek, uwielbiam śpiewać, dla jednych ładnie dla innych nie do końca. Ja tam sama nie wiem, mam przeciętny głos. Czasem jakieś wiersze pisze czy coś, rymuje sobie i tyle... A o sobie? Wiesz nie ma co gadać..
-Dobra! Mów, ja słucham. -Powiedział Jaś.
-Heh, o sobie? Co ja mogę powiedzieć. Jestem jak wszyscy, albo i nie. Wesoła - smutna, miła - wredna. Teraz się śmieje - za chwilę płaczę. Jestem trochę dziwna. Częściej płacze niż się uśmiecham, a uśmiecham się tylko na niby. Przy innych, nie chce żeby ludzie pytali co mi jest. Po co mam kogoś zadręczać problemami. Próbowałam podciąć sobie żyły...
-Że co?! -przerwał mi Jan. -Jak to podciąć ! ? Co ty gadasz?! -Krzyczał na mnie.
-Ech.. -Westchnęłam cicho.
Janek złapał mnie za nadgarstek i ścisnął mocno.
-Ej! No weź. -Mówiłam.
W oku zakręciła mi się łezka. Janek przyciągnął mnie mocno do siebie i po raz kolejny przytulił. Siedzieliśmy. Cicho płakałam.
-Ćśś. -Uspokajał mnie Jaś.
Jakoś magicznie to na mnie zadziałało. W brzuchu poczułam motylki. Dalej kurczowo przytulałam się do Janka słuchając bicia jego serca. Siedzieliśmy tak przez jakieś 15 minut gdy nagle..
-Obiecaj mi że już tego nie zrobisz! Obiecaj.. -Mówił Janek łamiącym się głosem.
-Ja nie wiem czy mogę obiecać.. Postaram się.
Czułam że znów kogoś skrzywdziłam. Lili ty idiotko! Jak mogłaś to zrobić! Jeju!
-Dziś mam Live'a.- Powiedział Jaś.
-Hmm?
-Wiesz, YouTuber ma pewne obowiązki. Ja chce jak najbardziej uszczęśliwić swoich fanów, fakt nie muszę tego robić ale robię to dla nich. Gdyby nie moje firanki i karnisze, nie byłoby mnie, w sensie... Na YT. -Powiedział.
-A wytłumaczysz mi co to jest ten Live? -Zapytałam
-A no, live, to taka transmisja prowadzona na żywo. Mogę mieć live z jakiejś gry czy po prostu po to by pobyć z fanami. Dziś właśnie będę mieć z gry.-Tłumaczył Jaś.
Trochę głupio że tak mało wiem, ale jakoś wcześniej mnie to nie interesowało.
-Okey. To może ja pójdę do domu. -Powiedziałam.
-Zostań, możesz dotrzymać mi towarzystwa.! -Powiedział Janek.
-A nie będę Ci przeszkadzać? -Zapytałam..
-Coś ty! Będzie mi miło jak zostaniesz. -Powiedział.
Nie odpowiedziałam. Usiadłam na łóżku.
-To może ja zacznę się przygotowywać. -Powiedział.
-Dobrze-odparłam.
Janek zaczął robić swoje, chodził i zmieniał, ustawiał, sprawdzał. Ja siedziałam cicho i przyglądałam się dokładnie temu co robi.
-Dobra! Gotowe! -Powiedział po 10 minutach sprawdzania. - Mogę zaczynać. -Odparł.
-A o której zaczynasz.
-Już jest 19:05, Zaczynam o 19:30. -Powiedział.
-Okey. -Odpowiedział.
Położył się na łóżku głowę kładąc na moje kolana. Uśmiechnęłam się do niego. Janek zaczął przyglądać mi się z uwagą.
-Coś się stało? -Zapytałam
-Nie. -Powiedział.
Spojrzał na mnie tak jakby chciał coś powiedzieć. Nagle zaczął robić jakieś głupie miny.
-Hahahaha! -Roześmiałam się głośno. -Co ty robisz głupku?! -Zapytałam śmiejąc się.
-A nic. Chciałem zobaczyć twój uśmiech. -Powiedział zadowolony.
Jasiek podniósł się i wstał.
-Wypadałoby już ogarnąć Twitch'a. -Powiedział Jasiek.
Uśmiechnęłam się do niego przytakując.Janek poszedł na swoje stanowisko. Włączył odliczanie. I zaczął mi się przyglądać.
-Hmm.. Pójdę zrobić Ci herbatę okey? -Zapytałam.
-Jeżeli Ci się chce. -Powiedział Uśmiechnięty.
Wyszłam z pokoju. Udałam się do kuchni. Wchodząc stała tam mama Jasia.
-Przyszłam zrobić Jankowi herbatę. -Powiedział nieśmiało.
-Tak! Już mu zrobiłam, może zaniesiesz? -Powiedziała mama Jasia uśmiechając się.
-Dobrze. -Odparłam.
-Uważaj, gorące. -Powiedziała kobieta.
Uśmiechnęłam się i wzięłam kubek z herbatą. Udałam się do pokoju. Zatrzymałam się pod drzwiami, Janek już coś mówił. Chyba się zaczęło. Weszłam cicho do pokoju i położyłam herbatę na biurko.
-Dzięki. -Powiedział Jaś.
Uśmiechnęłam się do niego. Wyszłam z pokoju i udałam się na dół. Weszłam do kuchni i usiadłam przy stole.
Patrzyłam jak mama Jasia krząta się po kuchni.
-Ech.. -Westchnęłam
Mama Janka spojrzała na mnie nic nie mówiąc. Uśmiechnęłam sie nieśmiało. Dalej siedziałyśmy w ciszy.
-Przyniosłam wam jakąś przekąskę i coś do picia. -Powiedziała kładąc tackę z jedzeniem na stoliku.
Mama Jasia wyszła a my? My dalej staliśmy wtuleni w siebie. Jego perfumy są mega! Nie chciałam żeby mnie puszczał, nic nie może jednak trwać wiecznie. Puścił mnie i spojrzał na mnie.
-Wybacz. -Powiedział nieśmiało.
-Ale co? Miło było przecież! -Powiedziałam uśmiechając się.
-Jesteś mokra. Hmm. -Powiedział Jasiek.
Podszedł do szafy i wyjął koszulkę JDabrowsky Wear, i jakieś spodenki.
-Proszę. -Powiedział podając mi koszulkę. -Idź się może przebież.
-No dzięki.. Gdzie jest łazienka? -Zapytałam.
-Drzwi po prawej. -Powiedział.
Wyszłam z pokoju i udałam się do łazienki. Zdjęłam mokre ubrania i położyłam na pralce. Założyłam koszulkę Janka i spodenki. Spojrzałam w lustro.
-Wyglądam dziwnie. Ale też miło z jego strony.-Powiedziałam do siebie.
Wyszłam z łazienki i udałam się do pokoju. Janek też już był przebrany.
-Mokre ubrania zostawiłam na pralce. -Powiedziałam.
Janek odwrócił i spojrzał na mnie jakoś inaczej.
-Stało się coś? -Zapytałam dając kosmyk włosów które spadały mi na buzię za ucho.
-Ślicznie wyglądasz! -Powiedział zaczerwieniony.
-Dziękuję. -Odparłam.
Usiadłam na łóżku. Jasiek usiadł obok mnie.
-Więc, może.. Może powiesz czym się interesujesz, powiesz coś o sobie? Hmm? -Zaczął Jaś.
-Co tu gadać... -Odparłam.
Jasiek spojrzał na mnie czekając aż powiem coś o sobie.
-Ech, dobra. No czym mogę się interesować.. Muzyką jak większość nastolatek, uwielbiam śpiewać, dla jednych ładnie dla innych nie do końca. Ja tam sama nie wiem, mam przeciętny głos. Czasem jakieś wiersze pisze czy coś, rymuje sobie i tyle... A o sobie? Wiesz nie ma co gadać..
-Dobra! Mów, ja słucham. -Powiedział Jaś.
-Heh, o sobie? Co ja mogę powiedzieć. Jestem jak wszyscy, albo i nie. Wesoła - smutna, miła - wredna. Teraz się śmieje - za chwilę płaczę. Jestem trochę dziwna. Częściej płacze niż się uśmiecham, a uśmiecham się tylko na niby. Przy innych, nie chce żeby ludzie pytali co mi jest. Po co mam kogoś zadręczać problemami. Próbowałam podciąć sobie żyły...
-Że co?! -przerwał mi Jan. -Jak to podciąć ! ? Co ty gadasz?! -Krzyczał na mnie.
-Ech.. -Westchnęłam cicho.
Janek złapał mnie za nadgarstek i ścisnął mocno.
-Ej! No weź. -Mówiłam.
W oku zakręciła mi się łezka. Janek przyciągnął mnie mocno do siebie i po raz kolejny przytulił. Siedzieliśmy. Cicho płakałam.
-Ćśś. -Uspokajał mnie Jaś.
Jakoś magicznie to na mnie zadziałało. W brzuchu poczułam motylki. Dalej kurczowo przytulałam się do Janka słuchając bicia jego serca. Siedzieliśmy tak przez jakieś 15 minut gdy nagle..
-Obiecaj mi że już tego nie zrobisz! Obiecaj.. -Mówił Janek łamiącym się głosem.
-Ja nie wiem czy mogę obiecać.. Postaram się.
Czułam że znów kogoś skrzywdziłam. Lili ty idiotko! Jak mogłaś to zrobić! Jeju!
-Dziś mam Live'a.- Powiedział Jaś.
-Hmm?
-Wiesz, YouTuber ma pewne obowiązki. Ja chce jak najbardziej uszczęśliwić swoich fanów, fakt nie muszę tego robić ale robię to dla nich. Gdyby nie moje firanki i karnisze, nie byłoby mnie, w sensie... Na YT. -Powiedział.
-A wytłumaczysz mi co to jest ten Live? -Zapytałam
-A no, live, to taka transmisja prowadzona na żywo. Mogę mieć live z jakiejś gry czy po prostu po to by pobyć z fanami. Dziś właśnie będę mieć z gry.-Tłumaczył Jaś.
Trochę głupio że tak mało wiem, ale jakoś wcześniej mnie to nie interesowało.
-Okey. To może ja pójdę do domu. -Powiedziałam.
-Zostań, możesz dotrzymać mi towarzystwa.! -Powiedział Janek.
-A nie będę Ci przeszkadzać? -Zapytałam..
-Coś ty! Będzie mi miło jak zostaniesz. -Powiedział.
Nie odpowiedziałam. Usiadłam na łóżku.
-To może ja zacznę się przygotowywać. -Powiedział.
-Dobrze-odparłam.
Janek zaczął robić swoje, chodził i zmieniał, ustawiał, sprawdzał. Ja siedziałam cicho i przyglądałam się dokładnie temu co robi.
-Dobra! Gotowe! -Powiedział po 10 minutach sprawdzania. - Mogę zaczynać. -Odparł.
-A o której zaczynasz.
-Już jest 19:05, Zaczynam o 19:30. -Powiedział.
-Okey. -Odpowiedział.
Położył się na łóżku głowę kładąc na moje kolana. Uśmiechnęłam się do niego. Janek zaczął przyglądać mi się z uwagą.
-Coś się stało? -Zapytałam
-Nie. -Powiedział.
Spojrzał na mnie tak jakby chciał coś powiedzieć. Nagle zaczął robić jakieś głupie miny.
-Hahahaha! -Roześmiałam się głośno. -Co ty robisz głupku?! -Zapytałam śmiejąc się.
-A nic. Chciałem zobaczyć twój uśmiech. -Powiedział zadowolony.
Jasiek podniósł się i wstał.
-Wypadałoby już ogarnąć Twitch'a. -Powiedział Jasiek.
Uśmiechnęłam się do niego przytakując.Janek poszedł na swoje stanowisko. Włączył odliczanie. I zaczął mi się przyglądać.
-Hmm.. Pójdę zrobić Ci herbatę okey? -Zapytałam.
-Jeżeli Ci się chce. -Powiedział Uśmiechnięty.
Wyszłam z pokoju. Udałam się do kuchni. Wchodząc stała tam mama Jasia.
-Przyszłam zrobić Jankowi herbatę. -Powiedział nieśmiało.
-Tak! Już mu zrobiłam, może zaniesiesz? -Powiedziała mama Jasia uśmiechając się.
-Dobrze. -Odparłam.
-Uważaj, gorące. -Powiedziała kobieta.
Uśmiechnęłam się i wzięłam kubek z herbatą. Udałam się do pokoju. Zatrzymałam się pod drzwiami, Janek już coś mówił. Chyba się zaczęło. Weszłam cicho do pokoju i położyłam herbatę na biurko.
-Dzięki. -Powiedział Jaś.
Uśmiechnęłam się do niego. Wyszłam z pokoju i udałam się na dół. Weszłam do kuchni i usiadłam przy stole.
Patrzyłam jak mama Jasia krząta się po kuchni.
-Ech.. -Westchnęłam
Mama Janka spojrzała na mnie nic nie mówiąc. Uśmiechnęłam sie nieśmiało. Dalej siedziałyśmy w ciszy.
sobota, 21 lutego 2015
Witamy w pałacu :22
W pewnym momencie Jasiek przerwał piosenkę i spojrzał na mnie.
-Czy coś się stało ? -Zapytał.
-Dlaczego? Nie! Po prostu ładny masz głos! I sam rozumiesz.. -Odpowiedziałam zawstydzona.
Janek zaczął przyglądać mi się uważnie. Po chwili zaczął grać dalej. Czułam się jakby to było tylko dla mnie, dla nikogo innego... Nie chciałam mówić Jankowi że widziałam go na YT. Przecież mógł sobie pomyśleć że przyjaźnie się z nim tylko po to by wkręcić się w to wszystko czy coś. Ja nie z tych, postanowiłam udawać że o niczym nie wiem, będzie chciał sam mi powie. Będę milczeć i udawać- w udawaniu i ukrywaniu tego co czuję jestem najlepsza. Uśmiechnęłam się do Janka.
-Co robimy? -Zapytał nagle Jaś.
Położyłam się na kocu i patrzyłam w niebo. Janek bez słowa położył się obok mnie.
-Ta chmura wygląda jak żółwik w wielkim bucie! - Powiedział śmiejąc się.
-Haha! -Roześmiałam się głośno -A ta wygląda jak żyrafa z sześcioma nogami ! -Odparłam.
Leżeliśmy długo mówiąc co przypominają nam chmury na niebie.
-Chyba będzie padać -Powiedział nagle Jaś.
-Możliwe. -Odrzekłam.
Jaś wstał i podał mi rękę, pomagając mi wstać. Pociągnął mnie mocno i wpadłam na niego. Spojrzałam mu w oczy i zauważyłam coś czego nigdy więcej nie widziałam, nawet w oczach Kacpra.
-To ten! Chodźmy ! -Powiedziałam odsuwając się od Janka.
-Jasne! -Powiedział.
Wzięłam koc a Janek zabrał koszyk i gitarę. Szliśmy w ciszy gdy nagle zaczął padać deszcz. Pobiegliśmy do domu Janka, było bliżej niż do domu mojej cioci.
-Może wejdziesz? -Powiedział Janek.
Spojrzałam na niego i przytaknęłam. Weszłam do jego domu. Wyglądał jak pałac Rozglądałam się dookoła zachwycając tym co właśnie mnie otacza.
-Jestem! -Zawołał Janek.
Na końcu korytarza ujrzałam kobietę, wysoką o ciemnych włosach, jasnej karnacji, uśmiechniętą.
-Dzień dobry. -Powiedziałam nieśmiało.
-Dzień dobry. -Odpowiedziała Kobieta.
-Lili to jest moja mama. -Powiedział Jaś.
-Lili! Tak dawno Cię nie widziałam, ostatni raz jak byłaś małą dziewczynką! Wyrosłaś! -Podeszła Mama Jasia.
-Miło znów Panią widzieć. -Powiedziałam, mimo że mało pamiętałam mamę Jasia.
-Może jesteś głodna, chcesz coś do picia? Janku idź zrób coś koleżance. -Mówiła Mama Jasia.
-Nie, dziękuję. Nie trzeba, naprawdę! -Powiedziałam.
-Mamo idziemy do mnie! - Powiedział Jaś.
-Dobrze. -Odparła jego mama.
Janek spojrzał na mnie.
-Chodź -Powiedział,
Udałam się więc za nim. Idąc schodami patrzyłam na to jak stawia kroki, dziwne, wszystko nie w nim zachwyca. Będąc na górze szliśmy długim korytarzem na końcu którego było 5 drzwi. Jasiek podszedł do jednych i otworzył. Tak to chyba Jego pokój.
-Wejdź -Powiedział.
Weszłam do środka, zauważyłam stanowisko przy którym nagrywał, od razu to przykuło moją uwagę. Był to duży pokój z żółtymi ścianami po prawej stronie obok drzwi była wielka szafa, na przeciw duże łóżko. Spojrzałam raz jeszcze na stanowisko pracy Janka.
-No tak, nie mówiłem. -Zaczął Janek. -Nagrywam filmy na Youtube. -Powiedział.
-Dobrze. -Odparłam krótko.
-I tyle? -Zapytał.
Spojrzałam na niego.
-Wow! Każdy kto się o tym dowiedział, zwariował! Zmieniał się, nagle każdy był przyjacielem. Mało komu mogę zaufać! Każdy jest po to bo jestem trochę sławny, a ty ? Ciebie to nie przejęło. -Mówił pełen podziwu.
Spojrzałam raz jeszcze na niego i uśmiechnęłam się.
-Ale ja wiedziałam, nie liczy się dla mnie czy jesteś sławny czy nie, to nic takiego. To nic nie zmieni! -Mówiłam
Janek nagle mnie przytulił. Nie protestowałam, wręcz przeciwnie, było to miłe, wtuliłam się również w niego, zastygliśmy w uścisku.
-Czy coś się stało ? -Zapytał.
-Dlaczego? Nie! Po prostu ładny masz głos! I sam rozumiesz.. -Odpowiedziałam zawstydzona.
Janek zaczął przyglądać mi się uważnie. Po chwili zaczął grać dalej. Czułam się jakby to było tylko dla mnie, dla nikogo innego... Nie chciałam mówić Jankowi że widziałam go na YT. Przecież mógł sobie pomyśleć że przyjaźnie się z nim tylko po to by wkręcić się w to wszystko czy coś. Ja nie z tych, postanowiłam udawać że o niczym nie wiem, będzie chciał sam mi powie. Będę milczeć i udawać- w udawaniu i ukrywaniu tego co czuję jestem najlepsza. Uśmiechnęłam się do Janka.
-Co robimy? -Zapytał nagle Jaś.
Położyłam się na kocu i patrzyłam w niebo. Janek bez słowa położył się obok mnie.
-Ta chmura wygląda jak żółwik w wielkim bucie! - Powiedział śmiejąc się.
-Haha! -Roześmiałam się głośno -A ta wygląda jak żyrafa z sześcioma nogami ! -Odparłam.
Leżeliśmy długo mówiąc co przypominają nam chmury na niebie.
-Chyba będzie padać -Powiedział nagle Jaś.
-Możliwe. -Odrzekłam.
Jaś wstał i podał mi rękę, pomagając mi wstać. Pociągnął mnie mocno i wpadłam na niego. Spojrzałam mu w oczy i zauważyłam coś czego nigdy więcej nie widziałam, nawet w oczach Kacpra.
-To ten! Chodźmy ! -Powiedziałam odsuwając się od Janka.
-Jasne! -Powiedział.
Wzięłam koc a Janek zabrał koszyk i gitarę. Szliśmy w ciszy gdy nagle zaczął padać deszcz. Pobiegliśmy do domu Janka, było bliżej niż do domu mojej cioci.
-Może wejdziesz? -Powiedział Janek.
Spojrzałam na niego i przytaknęłam. Weszłam do jego domu. Wyglądał jak pałac Rozglądałam się dookoła zachwycając tym co właśnie mnie otacza.
-Jestem! -Zawołał Janek.
Na końcu korytarza ujrzałam kobietę, wysoką o ciemnych włosach, jasnej karnacji, uśmiechniętą.
-Dzień dobry. -Powiedziałam nieśmiało.
-Dzień dobry. -Odpowiedziała Kobieta.
-Lili to jest moja mama. -Powiedział Jaś.
-Lili! Tak dawno Cię nie widziałam, ostatni raz jak byłaś małą dziewczynką! Wyrosłaś! -Podeszła Mama Jasia.
-Miło znów Panią widzieć. -Powiedziałam, mimo że mało pamiętałam mamę Jasia.
-Może jesteś głodna, chcesz coś do picia? Janku idź zrób coś koleżance. -Mówiła Mama Jasia.
-Nie, dziękuję. Nie trzeba, naprawdę! -Powiedziałam.
-Mamo idziemy do mnie! - Powiedział Jaś.
-Dobrze. -Odparła jego mama.
Janek spojrzał na mnie.
-Chodź -Powiedział,
Udałam się więc za nim. Idąc schodami patrzyłam na to jak stawia kroki, dziwne, wszystko nie w nim zachwyca. Będąc na górze szliśmy długim korytarzem na końcu którego było 5 drzwi. Jasiek podszedł do jednych i otworzył. Tak to chyba Jego pokój.
-Wejdź -Powiedział.
Weszłam do środka, zauważyłam stanowisko przy którym nagrywał, od razu to przykuło moją uwagę. Był to duży pokój z żółtymi ścianami po prawej stronie obok drzwi była wielka szafa, na przeciw duże łóżko. Spojrzałam raz jeszcze na stanowisko pracy Janka.
-No tak, nie mówiłem. -Zaczął Janek. -Nagrywam filmy na Youtube. -Powiedział.
-Dobrze. -Odparłam krótko.
-I tyle? -Zapytał.
Spojrzałam na niego.
-Wow! Każdy kto się o tym dowiedział, zwariował! Zmieniał się, nagle każdy był przyjacielem. Mało komu mogę zaufać! Każdy jest po to bo jestem trochę sławny, a ty ? Ciebie to nie przejęło. -Mówił pełen podziwu.
Spojrzałam raz jeszcze na niego i uśmiechnęłam się.
-Ale ja wiedziałam, nie liczy się dla mnie czy jesteś sławny czy nie, to nic takiego. To nic nie zmieni! -Mówiłam
Janek nagle mnie przytulił. Nie protestowałam, wręcz przeciwnie, było to miłe, wtuliłam się również w niego, zastygliśmy w uścisku.
piątek, 20 lutego 2015
Te fotografie. :21
Obudziłam się dość późno. Otwierając oczy oślepiły mnie promienie słońca wpadające przez okno, rozejrzałam się po pokoju. Nie było Jasia. Wstałam i rozejrzałam się po domu. Ciocia siedziała w kuchni popijając kawę.
-Ciociu widziałaś może Janka? -Zapytałam jeszcze nie do końca przytomna.
-Musiał iść do domu, powiedział że się odezwie. Kawy, herbaty? -Odpowiedziała ciocia.
-Narazie dzięki. -Odrzekłam i udałam się do łazienki.
Weszłam do łazienki i wzięłam orzeźwiający prysznic. Szybko się ubrałam. Spodenki i koszula, nie będę robić z siebie księżniczki. Poszłam do pokoju i wysuszyłam włosy, spięłam je w kitkę i poszłam zrobić sobie śniadanie. Wchodząc do kuchni Karol powiedział.
- Janek dzwonił!
-Tak? chciał coś? -Zapytałam z uśmiechem na twarzy.
-Tak. -Powiedział Karol.
Ciocia chyba wysyłała mu jakieś dziwne sygnały które miały oznaczać by zamilknął. Spojrzałam na nich.
-Więc? -Zapytałam.
-Co? Aa, już nic! Nic. -Mówił Karol
Nie pytałam już o nic, wzięłam jabłko ze stołu i udałam się powoli do pokoju. Wzięłam telefon i zauważyłam ze Kacper dzwonił i pisał.
'Co się z Tobą dzieje? Odpisz jak najszybciej martwię się -Kacper'
Postanowiłam mu odpowiedzieć. Zadzwoniłam do niego.
-Halo? -Odebrał.
-Hej, więc nic się ze mną nie dzieje jestem w Legnicy, możesz mnie zostawić. ? -Zaczęłam mówić
-Lili! -Ucieszył się -Martwiłem się chciałem powiedzieć że ta dziewczyna z którą mnie widziałaś to Karolina...
Nie chciałam już tego słuchać, rozłączyłam się
-Lili jedziemy z Karolem na zakupy, więc zostajesz sama! -Nagle zawołała Ciocia.
-Dobrze. -Odparłam.
Położyłam się na ziemi i dałam nogi na łóżko. Nie planowałam nic, mimo że mogłam, zostałam sama w tak wielkim domu. Włączyłam piosenki i leżałam śpiewając piosenki. Usłyszałam czyjeś kroki zmierzające do mojego pokoju, nie przejęłam się tym, leżałam dalej.
-Bu! -Wykrzyczał Jasiek wbiegając do mojego pokoju.
-Hejo mordko! -Powiedziałam spokojnie.
-Nie przestraszyłaś się ? -Zapytał zadowolony.
-Nope, słyszałam jak idziesz. -Odpowiedziałam.
Janek spojrzał na mnie i chwycił mnie za rękę.
-Chodź. -Powiedział.
-Gdzie? -Zapytałam zaskoczona.
Nie odpowiedział ciągnął mnie za rękę za sobą.
-Czekaj zamknę dom.! -Powiedziałam i szybko zamknęłam drzwi.
Jasiu nie odpowiedział i dalej trzymał mnie za rękę prowadząc w jakieś miejsce. Po kilku minutach pytań typu 'Gdzie mnie prowadzisz' dotarliśmy nad rzekę. Janek zaprowadził mnie na most.
-Zostań tu. -Powiedział i pobiegł gdzieś.
Jak widać nie mogłam się sprzeciwić więc czekałam grzecznie aż po mnie wróci.
Po długich 10 minutach wrócił.
-Więc ? -Zapytałam lekko poirytowana.
-Chodźmy.-Powiedział spokojnie.
-Aaa! Gdzie?! -Wykrzyczałam.
-Nie pytaj, chodź. -Powiedział.
Udałam się znów za Jankiem zastanawiając się co on kombinuje. Idąc tak za nim patrzyłam na jego kroki. Ręce,ramiona tak silne w których na pewno czułabym się bezpiecznie. Czułabym się ale nigdy też nie poczuje. Nic do niego nie czuje. Chyba. Bo przecież Kacper! Ja już nie wiem. Zobaczyłam rozłożony koc przy wodzie i koszyk. Spojrzałam na Janka lekko zdziwiona.
-Siadaj- Powiedział,
Nie miałam siły na to by znów go pytać o cokolwiek. Usiadłam i czekałam.
Janek usiadł obok mnie bez słowa. Siedzieliśmy tak po prostu, bez żadnego celu, bez niczego, w ciszy, my sami, tutaj gdzie nikt nas nie widzi, młodzi, piękni i szaleni. Nagle Janek wyjął jakąś teczkę.
-Proszę! -Powiedział.
-Co to? -Zapytałam.
-Zdjęcia z dzieciństwa, my razem, chciałem ci coś dać z okazji że znów się widzimy. -Powiedział uśmiechając sie szeroko.
-Dziękuję. -Odrzekłam całując go w policzek.
Wyjęłam zdjęcia z teczki, było ich niewiele, ale były. Oglądałam i nie wierzyłam. My. Mali i szczęśliwi, zadowoleni z życia, zadowoleni i szczęśliwi że mamy siebie. Dziecko wie jednak więcej niż dorosły. Te fotografie, tyle wspomnień przywołały. Uśmiechnęłam się do Jasia. Odwzajemnił. Wziął gitarę którą musiał tu przynieść i spojrzał na mnie.
-To co śpiewamy? -Zapytał.
-Wymyśl coś głupiego! -Powiedziałam .
To co zaczął grać.. Bajka naszego dzieciństwa przy której płakaliśmy za każdym razem. Król Lew. Miłość rośnie wokół nas.
-Zaśpiewasz ze mną? -Zapytał grając wciąż.
-Jasne- Odrzekłam.
Janek zaczął śpiewać, już wiem, wiem skąd go znam ! YouTube, kanał który widziałam u Kacpra. Zatkało mnie, mój przyjaciel którego znałam od małego stał się kimś sławnym. Spojrzałam Na Jasia raz jeszcze i uśmiechnęłam się nieśmiało. On stał się kimś, a ja? A ja wciąż tą samą szarą myszką. Opuściłam głowę i milczałam. Jaś śpiewał a ja słuchałam..
-Ciociu widziałaś może Janka? -Zapytałam jeszcze nie do końca przytomna.
-Musiał iść do domu, powiedział że się odezwie. Kawy, herbaty? -Odpowiedziała ciocia.
-Narazie dzięki. -Odrzekłam i udałam się do łazienki.
Weszłam do łazienki i wzięłam orzeźwiający prysznic. Szybko się ubrałam. Spodenki i koszula, nie będę robić z siebie księżniczki. Poszłam do pokoju i wysuszyłam włosy, spięłam je w kitkę i poszłam zrobić sobie śniadanie. Wchodząc do kuchni Karol powiedział.
- Janek dzwonił!
-Tak? chciał coś? -Zapytałam z uśmiechem na twarzy.
-Tak. -Powiedział Karol.
Ciocia chyba wysyłała mu jakieś dziwne sygnały które miały oznaczać by zamilknął. Spojrzałam na nich.
-Więc? -Zapytałam.
-Co? Aa, już nic! Nic. -Mówił Karol
Nie pytałam już o nic, wzięłam jabłko ze stołu i udałam się powoli do pokoju. Wzięłam telefon i zauważyłam ze Kacper dzwonił i pisał.
'Co się z Tobą dzieje? Odpisz jak najszybciej martwię się -Kacper'
Postanowiłam mu odpowiedzieć. Zadzwoniłam do niego.
-Halo? -Odebrał.
-Hej, więc nic się ze mną nie dzieje jestem w Legnicy, możesz mnie zostawić. ? -Zaczęłam mówić
-Lili! -Ucieszył się -Martwiłem się chciałem powiedzieć że ta dziewczyna z którą mnie widziałaś to Karolina...
Nie chciałam już tego słuchać, rozłączyłam się
-Lili jedziemy z Karolem na zakupy, więc zostajesz sama! -Nagle zawołała Ciocia.
-Dobrze. -Odparłam.
Położyłam się na ziemi i dałam nogi na łóżko. Nie planowałam nic, mimo że mogłam, zostałam sama w tak wielkim domu. Włączyłam piosenki i leżałam śpiewając piosenki. Usłyszałam czyjeś kroki zmierzające do mojego pokoju, nie przejęłam się tym, leżałam dalej.
-Bu! -Wykrzyczał Jasiek wbiegając do mojego pokoju.
-Hejo mordko! -Powiedziałam spokojnie.
-Nie przestraszyłaś się ? -Zapytał zadowolony.
-Nope, słyszałam jak idziesz. -Odpowiedziałam.
Janek spojrzał na mnie i chwycił mnie za rękę.
-Chodź. -Powiedział.
-Gdzie? -Zapytałam zaskoczona.
Nie odpowiedział ciągnął mnie za rękę za sobą.
-Czekaj zamknę dom.! -Powiedziałam i szybko zamknęłam drzwi.
Jasiu nie odpowiedział i dalej trzymał mnie za rękę prowadząc w jakieś miejsce. Po kilku minutach pytań typu 'Gdzie mnie prowadzisz' dotarliśmy nad rzekę. Janek zaprowadził mnie na most.
-Zostań tu. -Powiedział i pobiegł gdzieś.
Jak widać nie mogłam się sprzeciwić więc czekałam grzecznie aż po mnie wróci.
Po długich 10 minutach wrócił.
-Więc ? -Zapytałam lekko poirytowana.
-Chodźmy.-Powiedział spokojnie.
-Aaa! Gdzie?! -Wykrzyczałam.
-Nie pytaj, chodź. -Powiedział.
Udałam się znów za Jankiem zastanawiając się co on kombinuje. Idąc tak za nim patrzyłam na jego kroki. Ręce,ramiona tak silne w których na pewno czułabym się bezpiecznie. Czułabym się ale nigdy też nie poczuje. Nic do niego nie czuje. Chyba. Bo przecież Kacper! Ja już nie wiem. Zobaczyłam rozłożony koc przy wodzie i koszyk. Spojrzałam na Janka lekko zdziwiona.
-Siadaj- Powiedział,
Nie miałam siły na to by znów go pytać o cokolwiek. Usiadłam i czekałam.
Janek usiadł obok mnie bez słowa. Siedzieliśmy tak po prostu, bez żadnego celu, bez niczego, w ciszy, my sami, tutaj gdzie nikt nas nie widzi, młodzi, piękni i szaleni. Nagle Janek wyjął jakąś teczkę.
-Proszę! -Powiedział.
-Co to? -Zapytałam.
-Zdjęcia z dzieciństwa, my razem, chciałem ci coś dać z okazji że znów się widzimy. -Powiedział uśmiechając sie szeroko.
-Dziękuję. -Odrzekłam całując go w policzek.
Wyjęłam zdjęcia z teczki, było ich niewiele, ale były. Oglądałam i nie wierzyłam. My. Mali i szczęśliwi, zadowoleni z życia, zadowoleni i szczęśliwi że mamy siebie. Dziecko wie jednak więcej niż dorosły. Te fotografie, tyle wspomnień przywołały. Uśmiechnęłam się do Jasia. Odwzajemnił. Wziął gitarę którą musiał tu przynieść i spojrzał na mnie.
-To co śpiewamy? -Zapytał.
-Wymyśl coś głupiego! -Powiedziałam .
To co zaczął grać.. Bajka naszego dzieciństwa przy której płakaliśmy za każdym razem. Król Lew. Miłość rośnie wokół nas.
-Zaśpiewasz ze mną? -Zapytał grając wciąż.
-Jasne- Odrzekłam.
Janek zaczął śpiewać, już wiem, wiem skąd go znam ! YouTube, kanał który widziałam u Kacpra. Zatkało mnie, mój przyjaciel którego znałam od małego stał się kimś sławnym. Spojrzałam Na Jasia raz jeszcze i uśmiechnęłam się nieśmiało. On stał się kimś, a ja? A ja wciąż tą samą szarą myszką. Opuściłam głowę i milczałam. Jaś śpiewał a ja słuchałam..
czwartek, 19 lutego 2015
Stara znajomość, Klaudia! : 20
Po chwili byliśmy już pod domem. Zatrzymaliśmy się. Spojrzałam na niego, bardzo chciałam przypomnieć sobie go znam. Staliśmy przez kilka minut jak wryci. Patrzył na mnie jakoś dziwnie, uśmiechnęłam się. Nagle z domu wyszła Ciocia.
-Hej Janku! -Powiedziała.
Spojrzałam na nią.
-No co? Lili? Nie mów że nie pamiętasz! -Roześmiała się.
Spojrzeliśmy z Jankiem na siebie w tym samym momencie.
-Ale o co chodzi? -Powiedzieliśmy równocześnie.
-Jak o co ? No przecież jak byliście mali przyjaźniliście się! Nigdzie bez siebie nie wychodziliście! Aż szok ze nie pamiętacie, w sumie, to było dość dawno, cóż. Janku powiedz mamie żeby zadzwoniła do mnie. -Powiedziała Ciocia udając się do domu.
Jeszcze raz spojrzałam na chłopaka. Spojrzałam mu głęboko w oczy, tak jak on to zrobił. Przypomniało mi się, wszystko. To jak szczęśliwi byliśmy kilkanaście lat temu, tak się cieszę że mogę znów go spotkać! Ale wiem w środku że to nie o to chodzi, wiem ze widziałam go gdzieś jeszcze. Nagle Janek przytulił mnie.
-Lili! Pamiętam już, wiedziałem że cię znam. -Powiedział szczęśliwym głosem
-Też tak czułam.
-Dasz mi swój numer? -Poprosił mnie nagle.
-Pewno. -Odrzekłam i podałam bez żadnych wątpliwości.
-Widzimy się jutro? -Zapytał.
-Okej.
-Napiszę Ci więc.
-Oczywiście. -Uśmiechnęłam się szeroko.
Spojrzałam jeszcze raz na niego i uciekłam do domu. Słyszałam tylko jak gdzieś woła swojego psiaka.
Weszłam do domu i zamknęłam drzwi opierając się o nie.
-Ehh! - Westchnęłam głośno.
Zaczęłam bujać w obłokach ,gdy przyszła ciocia i uśmiechnęła się do mnie.
-I jak? Pamiętasz mała?- Zapytała zadowolona.
-Tak! -Powiedziałam
Spojrzałyśmy na siebie i roześmiałyśmy się głośno gdy nagle mój telefon zaczął dzwonić, wyjęłam go i na wyświetlaczu zobaczyłam ze dzwoni Klaudia.
-O boże! -Powiedziałam do siebie i pobiegłam do swojego pokoju
-Tak? - Odebrałam i powiedziałam spokojnym głosem.
-Lili! Wybacz że mnie nie było! Musimy pogadać, znaczy muszę ci coś powiedzieć -Mówiłam podekscytowana Klaudia.
-Mów. -Powiedziałam zadowolona że jednak nie jest zła.
-Nie uwierzysz! Paweł.. On.. -Mówiła Klaudia.
-No mów co się dzieje bo nie wytrzymam, co Paweł?! -Zaczęłam krzyczeć zaciekawiona.
-Poprosił mnie o rękę! -Wydusiła w końcu z siebie Klaudia.
-Że co proszę?! Jak to?! Że co?! -Mówiłam niedowierzająca.
-Wiem, jesteśmy ze sobą tak krótko i wiesz, jesteśmy młodzi! Ale wiem ze go kocham najbardziej na świecie! A on kocha mnie! Może wydaje Ci się to dziwne, ale bardzo mi na nim zależy. -Mówiła szczęśliwa.
-Zerwałam z Kacper. -Powiedziałam
-Wybacz nie wiedziałam. -Powiedziała lekko smutna Klaudia.
-Jest ok, spotkałam dziś mojego starego przyjaciela Jasia! Nie widzieliśmy się dobre parę lat! - Powiedział jeszcze lekko smutnym głosem
-To super, jesteś w domu.? -Zapytała.
-Nie, u rodziny, chce odpocząć od tego wszystkiego. Muszę kończyć. Pa -Pożegnałam się bo czułam że zaraz coś we mnie pęknie.
-pa.. -Powiedziała trochę rozczarowana Klaudia.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam wgapiać się w sufi bez jakiegokolwiek celu, bez niczego. Zamknęłam oczy i zaczęłam tworzyć idealne historie. Nie potrafiłam. Znów! Pojawił się ten obraz, okropny obraz który chcę zapomnieć. Kacper i ta dziewczyna. Wzięłam poduszkę i dałam sobie na twarz płacząc jak dziecko.. Nagle usłyszałam jak ktoś zmierza w stronę mojego pokoju, szybko otarłam policzki by nikt nic n ie zauważył. Do pokoju przyszedł Janek.
-Witam panią- Powiedział śmiejąc się.
-Hej.. -Odpowiedziałam półgłosem.
-Moja mama przyszła do twojej cioci.. Wszystko gra? -Zapytał niepewnie.
-Pewno, dlaczego pytasz? -Spojrzałam na niego zaszklonymi oczami.
Podszedł bliżej i przytulił mnie tak jakby czytał mi w myślach. Nie chciałam płakać. Nie przy nim. Usiedliśmy na łóżku, wyjęłam laptopa z plecaka i spojrzałam na Jasia.
-To oglądamy coś ? -Zapytałam uśmiechając się
-Pewnie! -Odpowiedział optymistycznie.
Włączyłam jakieś głupie filmiki na YouTube i oparłam głowę o ramię Jasia. Siedzieliśmy tak przez godzinę śmiejąc się głośno i oglądając głupoty. Nagle Janek chwycił mnie mocno za rękę, podciągnął mój rękaw i spojrzał na mnie mocno ściskając nadgarstek.
-Ej! To boli- Powiedziałam.
Cała miła atmosfera nagle uciekła gdzieś.
-Powinno! Co to za ślady na ręce? -Zapytał zdenerwowany.
-Jakie ślady? Rozcięłam kiedyś przez przypadek. -Próbowałam się wytłumaczyć.
-Jasne! Idealne linie! Mów! -Mówił Janek ściskając coraz bardziej.
Do oczu napłynęły mi łzy.
-Nie chce o tym mówić okey? Puść.. -Poprosiłam cicho.
Janek puścił moją rękę i przyciągnął mnie do siebie. Poczułam się tak bezpiecznie. Nie chce znów żeby ktoś mnie zranił, nie zwróciłam nawet uwagi że Kacper próbuje się dodzwonić do mnie, Wtuliłam się w Jasia. Ciocia pozwoliła mu u nas zostać, całą noc przesiedzieliśmy oglądając filmy i śmiejąc się. Nad ranem zasnęliśmy obok siebie.. Oby nic się nie zepsuło!
środa, 18 lutego 2015
Uciekamy! ;19
Całą drogę patrzyłam na smutną rzeczywistość za oknem, nie odzywałam się bez słowa. Karol widać postanowił przełamać pierwsze lody i zaczął mówić.
-Więc jak minął Ci ostatni rok szkolny ? -Zapytał. Widać nie chciał siedzieć w tej ciszy jednak ja nie jestem zdolna do rozmowy.
-Dobrze. -Odpowiedziałam uśmiechając się nieszczerze.
Dalej chciałam siedzieć w ciszy, patrząc na to wszystko.
-Dobra Lili! Wiem ze jest źle, jesteś smutna i zła, każdy czasami tak ma! Ale nie oznacza to do cholery że masz być tak pesymistycznie nastawiona na cały świat, powiedz mi co się stało no! -Karol dalej chciał wycisnąć ze mnie jak najwięcej.
-Ale co mam Ci powiedzieć?! Czuje się źle! Straciłam kogoś na kim mi zależało, do niedana myślałam że też mu zależy, myliłam się. Jest mi po prostu źle, jeszcze to co się dzieje w domu, chce o tym zapomnieć, proszę zakończmy temat. -Powiedziałam do Karola zasmucona.
Nie odpowiedział, spojrzał tylko na mnie współczująco. Włączyłam więc moją piosenkę. -Happysad - 30 raz. Dokładnie wsłuchałam się w słowa i melodię. Zamknęłam oczy. Zasnęłam. Śniłam, śniłam o tym wszystkim, ale mój sen miało inne zakończenie. Ja byłam szczęśliwa, szczęśliwa z nim. A on? On kochał mnie bez granic, kochał za nic. Kochał za to ze byłam, kochał za to że żyłam. To był piękny sen. Dlaczego pozwoliłam mu odejść? Widać nie byłam wystarczająco idealna. Otworzyłam oczy, ciągle jedziemy.
W głowie mam sto myśli. Kim ona była? Co robiła? Czy więcej niż ja znaczyła? Jak widać. Przecież całowała go, a on ? On widać był szczęśliwy. Zawsze chciałam jego szczęścia.
Zatrzymujemy się.
-Hmm? -Spojrzałam na Karola.
-Idę do sklepu, chcesz coś. -Zapytał.
-Nie, chyba nie. Dzięki -Odpowiedziałam.
Chyba jesteśmy już w Legnicy, trochę długo spałam
Postanowiłam wyjść z samochodu, rozprostować kości. Przeszłam kawałek. Rozglądając się do o koła zauważyłam kogoś znajomego, jednak nie mogłam sobie przypomnieć kim jest ten uroczy młodzieniec. Zauważyłam że Karol już wraca więc weszłam do samochodu, wciąż zastanawiało mnie skąd znam tego chłopaka. Karol schował zakupy i ruszyliśmy.
-I jak, jesteśmy prawie na miejscu. Co chcesz dziś robić.? - Zapytał.
-Może przejdę się, dawno mnie tu nie było. U mnie padało, a tu? Mega pogoda! -Uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Okey.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Ciocia już czekała, nie zdążyłam wysiąść a ona już zaczęła mnie przytulać na przywitanie.
-Witaj Lili! Jak dawno Cię nie widziałam, wyrosłaś! -Cieszyła się Ciocia.
-Ciociu! Dusisz mnie! -Roześmiałam się.
-Wybacz. -Uśmiechnęła się.
Karol zabrał mój bagaż. Pomogłam mu. Zaprowadził mnie do pokoju gościnnego.
-To tutaj będziesz mieszkać! -Zaśmiał się Karol
-Tak jest! -Powiedziałam
Rozpakowałam się do połowy. Stwierdziłam że nie będę dnia marnować. Zabrałam bluzę i pobiegłam na dół.
-Ciociu idę się przejść. -Powiedziałam
-Dobrze, ale nie wróć za późno. -Odpowiedziała
Wyszłam z domu i udałam się w drogę, oczywiście włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę.
Tak dawno mnie tu nie było. Od wielu dni nie byłam tak szczęśliwa jak dziś. Pamiętam drogę, pobiegłam na polanę na którą często chodziliśmy z Karolem. Roześmiałam się głośno i biegałam jak idiotka goniąc swe marzenia. Byłam szczęśliwa. Myśląc że nikogo tu nie będzie nie powstrzymywałam się. Zaczęłam śpiewać, śpiewam tylko sama, przy kimś się wstydzę. Szłam przed siebie nie zwracając uwagi na nic.Nagle potknęłam się o kogoś.
-Aaa! - Krzyknęłam.
-Aaa!.
-Przepraszam, ja nie wiedziałam że ktoś tu.. Wybacz mi! -Zaczerwieniłam się jak burak.
-Jest dobrze. -Odpowiedział nieznajomy.
Podał mi rękę i pociągnął pomagając mi wstać.
-Dzięki. -Spojrzałam w oczy chłopaka..
Nie mogłam sobie przypomnieć skąd znam te piwne oczy.
-Cała przyjemność po mojej stronie. Jestem Jan. -Przedstawił się.
Jan... Wciąż nic.
-A ja Lili. Przepraszam jeszcze raz.
-Nie jesteś stąd prawda? -Zapytał.
-Tak, skąd wiesz?. -Odpowiedziałam zdziwiona. -Przyjechałam do Cioci.
-Tak, może znam, jak się nazywa.?
-Małgosia.
-Ooo! Ma syna Karola, tak ? -Uśmiechnął się do mnie chłopak.
-Tak, skąd wiesz?
-Mieszkam niedaleko. Hehe, często tu jesteś?
-Nie, ostatni raz kilka lat temu byłam.
Czułam że gdzieś już go widziałam, wciąż nie pamiętam skąd.
-Jasne.
-Ari! -zawołał Janek.
-Spojrzałam na niego zdziwiona. Jasiek uśmiechnął się tylko. Nagle przybiegł wielki pies o jasnej sierści.
-Jezu! -Wykrzyczałam wystraszona.
-Hah! Nie bój się, nic Ci nie zrobi.
Spojrzałam na Jana, zaufałam mu.
-Odprowadzę Cię, jeżeli chcesz. -Zaproponował.
-Jasne, miło z Twojej strony.
Ruszyliśmy w drogę. Nie wiedziałam co mówić, wciąż czuje ze znam go, nie wiem skąd.
-Ładnie śpiewasz. -Powiedział.
Opuściłam głowę i zaczerwieniłam się jak burak.
-Oj, nie wstydź się!
Nie odpowiedziałam. Milczeliśmy....
-Więc jak minął Ci ostatni rok szkolny ? -Zapytał. Widać nie chciał siedzieć w tej ciszy jednak ja nie jestem zdolna do rozmowy.
-Dobrze. -Odpowiedziałam uśmiechając się nieszczerze.
Dalej chciałam siedzieć w ciszy, patrząc na to wszystko.
-Dobra Lili! Wiem ze jest źle, jesteś smutna i zła, każdy czasami tak ma! Ale nie oznacza to do cholery że masz być tak pesymistycznie nastawiona na cały świat, powiedz mi co się stało no! -Karol dalej chciał wycisnąć ze mnie jak najwięcej.
-Ale co mam Ci powiedzieć?! Czuje się źle! Straciłam kogoś na kim mi zależało, do niedana myślałam że też mu zależy, myliłam się. Jest mi po prostu źle, jeszcze to co się dzieje w domu, chce o tym zapomnieć, proszę zakończmy temat. -Powiedziałam do Karola zasmucona.
Nie odpowiedział, spojrzał tylko na mnie współczująco. Włączyłam więc moją piosenkę. -Happysad - 30 raz. Dokładnie wsłuchałam się w słowa i melodię. Zamknęłam oczy. Zasnęłam. Śniłam, śniłam o tym wszystkim, ale mój sen miało inne zakończenie. Ja byłam szczęśliwa, szczęśliwa z nim. A on? On kochał mnie bez granic, kochał za nic. Kochał za to ze byłam, kochał za to że żyłam. To był piękny sen. Dlaczego pozwoliłam mu odejść? Widać nie byłam wystarczająco idealna. Otworzyłam oczy, ciągle jedziemy.
W głowie mam sto myśli. Kim ona była? Co robiła? Czy więcej niż ja znaczyła? Jak widać. Przecież całowała go, a on ? On widać był szczęśliwy. Zawsze chciałam jego szczęścia.
Zatrzymujemy się.
-Hmm? -Spojrzałam na Karola.
-Idę do sklepu, chcesz coś. -Zapytał.
-Nie, chyba nie. Dzięki -Odpowiedziałam.
Chyba jesteśmy już w Legnicy, trochę długo spałam
Postanowiłam wyjść z samochodu, rozprostować kości. Przeszłam kawałek. Rozglądając się do o koła zauważyłam kogoś znajomego, jednak nie mogłam sobie przypomnieć kim jest ten uroczy młodzieniec. Zauważyłam że Karol już wraca więc weszłam do samochodu, wciąż zastanawiało mnie skąd znam tego chłopaka. Karol schował zakupy i ruszyliśmy.
-I jak, jesteśmy prawie na miejscu. Co chcesz dziś robić.? - Zapytał.
-Może przejdę się, dawno mnie tu nie było. U mnie padało, a tu? Mega pogoda! -Uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Okey.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Ciocia już czekała, nie zdążyłam wysiąść a ona już zaczęła mnie przytulać na przywitanie.
-Witaj Lili! Jak dawno Cię nie widziałam, wyrosłaś! -Cieszyła się Ciocia.
-Ciociu! Dusisz mnie! -Roześmiałam się.
-Wybacz. -Uśmiechnęła się.
Karol zabrał mój bagaż. Pomogłam mu. Zaprowadził mnie do pokoju gościnnego.
-To tutaj będziesz mieszkać! -Zaśmiał się Karol
-Tak jest! -Powiedziałam
Rozpakowałam się do połowy. Stwierdziłam że nie będę dnia marnować. Zabrałam bluzę i pobiegłam na dół.
-Ciociu idę się przejść. -Powiedziałam
-Dobrze, ale nie wróć za późno. -Odpowiedziała
Wyszłam z domu i udałam się w drogę, oczywiście włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę.
Tak dawno mnie tu nie było. Od wielu dni nie byłam tak szczęśliwa jak dziś. Pamiętam drogę, pobiegłam na polanę na którą często chodziliśmy z Karolem. Roześmiałam się głośno i biegałam jak idiotka goniąc swe marzenia. Byłam szczęśliwa. Myśląc że nikogo tu nie będzie nie powstrzymywałam się. Zaczęłam śpiewać, śpiewam tylko sama, przy kimś się wstydzę. Szłam przed siebie nie zwracając uwagi na nic.Nagle potknęłam się o kogoś.
-Aaa! - Krzyknęłam.
-Aaa!.
-Przepraszam, ja nie wiedziałam że ktoś tu.. Wybacz mi! -Zaczerwieniłam się jak burak.
-Jest dobrze. -Odpowiedział nieznajomy.
Podał mi rękę i pociągnął pomagając mi wstać.
-Dzięki. -Spojrzałam w oczy chłopaka..
Nie mogłam sobie przypomnieć skąd znam te piwne oczy.
-Cała przyjemność po mojej stronie. Jestem Jan. -Przedstawił się.
Jan... Wciąż nic.
-A ja Lili. Przepraszam jeszcze raz.
-Nie jesteś stąd prawda? -Zapytał.
-Tak, skąd wiesz?. -Odpowiedziałam zdziwiona. -Przyjechałam do Cioci.
-Tak, może znam, jak się nazywa.?
-Małgosia.
-Ooo! Ma syna Karola, tak ? -Uśmiechnął się do mnie chłopak.
-Tak, skąd wiesz?
-Mieszkam niedaleko. Hehe, często tu jesteś?
-Nie, ostatni raz kilka lat temu byłam.
Czułam że gdzieś już go widziałam, wciąż nie pamiętam skąd.
-Jasne.
-Ari! -zawołał Janek.
-Spojrzałam na niego zdziwiona. Jasiek uśmiechnął się tylko. Nagle przybiegł wielki pies o jasnej sierści.
-Jezu! -Wykrzyczałam wystraszona.
-Hah! Nie bój się, nic Ci nie zrobi.
Spojrzałam na Jana, zaufałam mu.
-Odprowadzę Cię, jeżeli chcesz. -Zaproponował.
-Jasne, miło z Twojej strony.
Ruszyliśmy w drogę. Nie wiedziałam co mówić, wciąż czuje ze znam go, nie wiem skąd.
-Ładnie śpiewasz. -Powiedział.
Opuściłam głowę i zaczerwieniłam się jak burak.
-Oj, nie wstydź się!
Nie odpowiedziałam. Milczeliśmy....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
