Więc.. Z racji iż tak zaniedbałam bloga posty będą pojawiać się co tydzień w piątek lub sobotę :)! (w zależności od sytuacji)
Dlaczego tak ? w między czasie zaczęłam pisać bloga O MNIE! Link ---> http://jestemmkingaa.blogspot.com/
Zapraszam wszystkich serdecznie, dziś ukazał się pierwszy post - wstęp :) Mam nadzieje ze przypadnie do gustu <3
Miłego wieczoru :*
Krótka historia Lili.
Szukam Cię- A Gdy Cię widzę, udaje że Cię nie widzę..
:3
czwartek, 3 grudnia 2015
poniedziałek, 30 listopada 2015
Kacper = szpital.. : 36
Siedziałam sama głaszcząc psa po głowie. Położyłam się i zamknęłam oczy. Słońce które świeciło dość jasno nagle ktoś przysłonił, promienie słoneczne które pieściły moją skórę na twarzy nagle przestały świecić.
-Co jest? -Podniosłam się.
Ktoś stał za mną , trochę bałam się odwrócić. Pies który leżał na moich nogach zerwał się jak szalony i wydał z siebie głośne szczekanie. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się, z jakże fałszywym uśmiechem stał Kacper. Szybko zerwałam się na nogi i stanęłam przed nim.
-W końcu sami. -Powiedział Kacper głosem seryjnego zabójcy.
-Odwal się! -Wykrzyczałam spanikowana.
Odwróciłam się chcąc odejść od człowieka który zranił mnie kiedyś tak bardzo.. Kacper chwycił mnie za rękę a ja wypuściłam smycz.
-Ari! - Zawołałam za psem który uciekł w stronę domu. -Zaje... Odwal się! -Mówiłam szarpiąc się.
-Ani mi się śni. -Powiedział Kacper ciągnąc mnie za sobą.
Coraz bardziej spanikowana nie wiedziałam co robić. Próbując wyjąć telefon z kieszeni, Kacper jednym ruchem wyrwał mi go. Przycisnął mnie do drzewa które stało jednak nie tak daleko.
-Mamy do pogadania! -Powiedział.
-Wypuść mnie psychopato !-Zaczęłam krzyczeć.
Kacper zatkał mi usta blokując jednocześnie dostęp do powietrza. Chwycił mnie za szyję i przydusił dość mocno. Nie mogąc wydusić z siebie żadnego sensownego dźwięku stałam czekając aż mnie wypuści. Kacper sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął maleńki scyzoryk.
-Och..Zranić kogoś i zostawić samego, a ja tyle Ci obiecałem.. Miłość do końca. Ależ ze mnie idiota, tak ranić innych oj Lili... -Mówił jeżdżąc ostrzem po moim policzku.
-Ale to ty mnie zdradziłeś. -Powiedział ledwo..
Kacper nagle rozciął mi twarz. Poczułam okropne ciepło.. Krew która spływała po mojej twarzy.
-Już nie będziesz taka piękna -Uśmiechnął się. -A ja tak cię "kochałem".. -Mówił szydząc ze mnie.
Próbując złapać jak najwięcej powietrza w płuca, ktoś oderwał Kacpra ode mnie. Janek - rycerz który zjawia się w najbardziej wyczekiwanym momencie. Jaś uderzył Kacpra kilka razy. Kacper bez szans, odszedł z zakrwawioną twarzą. Jaś spojrzał na mnie .
-Cholera.. -Powiedział i zdjął bluzę tamując krwawienie z mojej twarzy . Wyjął telefon i szybko zadzwonił po pogotowie które zjawiło się gdy doszliśmy na drogę główną. Janek panikował...
-Co on.. Jak?! Mała! Na pewno wszystko ok? Mów do mnie. -Gadał bez opamiętania.
-Dam radę. -Wybełkotałam.
Sanitariusze zabrali mnie do karetki, Jaś który błagał musiał dostać się na własną rękę... Jedyne co mnie zastanawiało to skąd wiedział??..
-Jak to się stało ? -Pytał mężczyzna który wycierał krew z mojej twarzy próbując jak najskuteczniej zatamować wszystko..
-Patrz. -Powiedział drugi z nich wskazując na moją szyję i rękę.
-Kto ci to zrobił ? -Pytał mężczyzna z niedowierzaniem...
-Więc mój były chciał się zemścić na mnie za to że go zostawiłam choć to on mnie zdradził -Powiedziałam spokojnie.
W normalnych warunkach już dawno wybuchnęłabym płaczem lub coś, ale chyba brak powietrza coś mi poprzestawiał...
-Czyli zemsta na byłej? Wiesz że to co zrobił jest karalne? Powinnaś zgłosić to na policję. -Mówił.
-Powinnam. -Wyszeptałam.
-Boisz się? -Pytał facet.
Milczałam. To mówi samo za siebie, brak słów zawsze wszystko tłumaczy.
-Dobra..- Powiedział facet siedzący obok. -Imię i te sprawy.
Ładnie się przedstawiłam i powiedziałam to co było potrzebne do jakiejś dziwnej kartoteki czy coś.
Dotarliśmy na miejsce. Z karetki wywieźli mnie na jakiś noszach czy coś takiego, w sumie sama nie wiem jak to się nazywa. Przybiegł Lekarz. Sanitariusz dał mu sprawozdanie, powiedział co i jak. Zawieźli mnie na salę. Przyszedł do mnie lekarz.
-Musimy to zeszyć, rana jest dość głęboka, opiekun musi podpisać zgodę ale w tym wypadku nie możemy czekać. Przyjedzie ktoś?
Przytaknęłam a lekarz zawołał pielęgniarkę która w kilku sekund przybyła z wózkiem prosząc bym usiadła, zawiozła mnie na salę zabiegową i kazała położyć się na specjalnym łóżku.
-Lekarz zaraz będzie. -Powiedziała.
Dopiero teraz poczułam silne pieczenie i ból przeszywający mnie na wskroś. Zacisnęłam pięści i zamknęłam oczy próbując nie myśleć o tym bólu.
-Jestem -Powiedział Lekarz wchodzący do sali, pielęgniarka przygotowała co miała.
Pan doktor umył ręce i założył rękawiczki ochronne. Pielęgniarka wbiła mi kilka razy znieczulenie i po chwili nie czułam już pół twarzy. Leżałam i czekałam na upragnione "Skończone".. Czekałam wieczność aż wreszcie.
-Już koniec, w sumie masz 6 szwy. -Powiedział lekarz.
Westchnęłam cicho i usiadłam na wózku po czym pielęgniarka zawiozła mnie na sale. Położyłam się do łóżka, nie minęło 5 minut gdy do sali wbiegł Janek a za nim policja..
-Janek.. -Wyszeptałem.
-Lili! Ten palant nie zrobi Ci więcej krzywdy, byłem na policji. -Mówił..
-Dziękuję. -Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
-Dzień dobry, wiemy że jesteś zmęczona ale musisz powiedzieć jak to było.
-Zaczekam z twoją ciocią i Klaudią na korytarzu. -Powiedział Jasiek.
W tym całym zamieszaniu zapomniałam o Klaudii. Cieszę się z faktu iż ciocia jest tu...
Podniosłam się i opowiedziałam funkcjonariuszom całą prawdę, spisali wszystko i obiecali że zajmą się sprawą. Do mojego łóżka podszedł lekarz.
-Nie ma sensu trzymać Cię tu na daremni, możesz wyjść, ale pamiętaj gdyby coś się działo powiedz komuś i udaj się do lekarz. Jeszcze za kilka dni na kontrolę policzka.
-Dziękuję. -Powiedziałam i udałam się do wyjścia.
Wychodząc z sali minęłam Jasia, Klaudię i Ciocię.
-Czekaj Lili! -Powiedział Jaś idąc za mną.
-Już Ci się nie spodobam . -powiedziałam uśmiechając się, po policzku spłynęła mi łza, Janka zatkało i stał jak wryty.
-Lili do cholery! Kocham Cię bez względu na to jak wyglądasz.! -Wykrzyczał.
-Przecież ja też cię kocham Jasiu. -Wyszeptałam i zatrzymałam się.
Janek podszedł i przytulił mnie.
-Będzie dobrze. -Powiedział...
-Co jest? -Podniosłam się.
Ktoś stał za mną , trochę bałam się odwrócić. Pies który leżał na moich nogach zerwał się jak szalony i wydał z siebie głośne szczekanie. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się, z jakże fałszywym uśmiechem stał Kacper. Szybko zerwałam się na nogi i stanęłam przed nim.
-W końcu sami. -Powiedział Kacper głosem seryjnego zabójcy.
-Odwal się! -Wykrzyczałam spanikowana.
Odwróciłam się chcąc odejść od człowieka który zranił mnie kiedyś tak bardzo.. Kacper chwycił mnie za rękę a ja wypuściłam smycz.
-Ari! - Zawołałam za psem który uciekł w stronę domu. -Zaje... Odwal się! -Mówiłam szarpiąc się.
-Ani mi się śni. -Powiedział Kacper ciągnąc mnie za sobą.
Coraz bardziej spanikowana nie wiedziałam co robić. Próbując wyjąć telefon z kieszeni, Kacper jednym ruchem wyrwał mi go. Przycisnął mnie do drzewa które stało jednak nie tak daleko.
-Mamy do pogadania! -Powiedział.
-Wypuść mnie psychopato !-Zaczęłam krzyczeć.
Kacper zatkał mi usta blokując jednocześnie dostęp do powietrza. Chwycił mnie za szyję i przydusił dość mocno. Nie mogąc wydusić z siebie żadnego sensownego dźwięku stałam czekając aż mnie wypuści. Kacper sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął maleńki scyzoryk.
-Och..Zranić kogoś i zostawić samego, a ja tyle Ci obiecałem.. Miłość do końca. Ależ ze mnie idiota, tak ranić innych oj Lili... -Mówił jeżdżąc ostrzem po moim policzku.
-Ale to ty mnie zdradziłeś. -Powiedział ledwo..
Kacper nagle rozciął mi twarz. Poczułam okropne ciepło.. Krew która spływała po mojej twarzy.
-Już nie będziesz taka piękna -Uśmiechnął się. -A ja tak cię "kochałem".. -Mówił szydząc ze mnie.
Próbując złapać jak najwięcej powietrza w płuca, ktoś oderwał Kacpra ode mnie. Janek - rycerz który zjawia się w najbardziej wyczekiwanym momencie. Jaś uderzył Kacpra kilka razy. Kacper bez szans, odszedł z zakrwawioną twarzą. Jaś spojrzał na mnie .
-Cholera.. -Powiedział i zdjął bluzę tamując krwawienie z mojej twarzy . Wyjął telefon i szybko zadzwonił po pogotowie które zjawiło się gdy doszliśmy na drogę główną. Janek panikował...
-Co on.. Jak?! Mała! Na pewno wszystko ok? Mów do mnie. -Gadał bez opamiętania.
-Dam radę. -Wybełkotałam.
Sanitariusze zabrali mnie do karetki, Jaś który błagał musiał dostać się na własną rękę... Jedyne co mnie zastanawiało to skąd wiedział??..
-Jak to się stało ? -Pytał mężczyzna który wycierał krew z mojej twarzy próbując jak najskuteczniej zatamować wszystko..
-Patrz. -Powiedział drugi z nich wskazując na moją szyję i rękę.
-Kto ci to zrobił ? -Pytał mężczyzna z niedowierzaniem...
-Więc mój były chciał się zemścić na mnie za to że go zostawiłam choć to on mnie zdradził -Powiedziałam spokojnie.
W normalnych warunkach już dawno wybuchnęłabym płaczem lub coś, ale chyba brak powietrza coś mi poprzestawiał...
-Czyli zemsta na byłej? Wiesz że to co zrobił jest karalne? Powinnaś zgłosić to na policję. -Mówił.
-Powinnam. -Wyszeptałam.
-Boisz się? -Pytał facet.
Milczałam. To mówi samo za siebie, brak słów zawsze wszystko tłumaczy.
-Dobra..- Powiedział facet siedzący obok. -Imię i te sprawy.
Ładnie się przedstawiłam i powiedziałam to co było potrzebne do jakiejś dziwnej kartoteki czy coś.
Dotarliśmy na miejsce. Z karetki wywieźli mnie na jakiś noszach czy coś takiego, w sumie sama nie wiem jak to się nazywa. Przybiegł Lekarz. Sanitariusz dał mu sprawozdanie, powiedział co i jak. Zawieźli mnie na salę. Przyszedł do mnie lekarz.
-Musimy to zeszyć, rana jest dość głęboka, opiekun musi podpisać zgodę ale w tym wypadku nie możemy czekać. Przyjedzie ktoś?
Przytaknęłam a lekarz zawołał pielęgniarkę która w kilku sekund przybyła z wózkiem prosząc bym usiadła, zawiozła mnie na salę zabiegową i kazała położyć się na specjalnym łóżku.
-Lekarz zaraz będzie. -Powiedziała.
Dopiero teraz poczułam silne pieczenie i ból przeszywający mnie na wskroś. Zacisnęłam pięści i zamknęłam oczy próbując nie myśleć o tym bólu.
-Jestem -Powiedział Lekarz wchodzący do sali, pielęgniarka przygotowała co miała.
Pan doktor umył ręce i założył rękawiczki ochronne. Pielęgniarka wbiła mi kilka razy znieczulenie i po chwili nie czułam już pół twarzy. Leżałam i czekałam na upragnione "Skończone".. Czekałam wieczność aż wreszcie.
-Już koniec, w sumie masz 6 szwy. -Powiedział lekarz.
Westchnęłam cicho i usiadłam na wózku po czym pielęgniarka zawiozła mnie na sale. Położyłam się do łóżka, nie minęło 5 minut gdy do sali wbiegł Janek a za nim policja..
-Janek.. -Wyszeptałem.
-Lili! Ten palant nie zrobi Ci więcej krzywdy, byłem na policji. -Mówił..
-Dziękuję. -Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
-Dzień dobry, wiemy że jesteś zmęczona ale musisz powiedzieć jak to było.
-Zaczekam z twoją ciocią i Klaudią na korytarzu. -Powiedział Jasiek.
W tym całym zamieszaniu zapomniałam o Klaudii. Cieszę się z faktu iż ciocia jest tu...
Podniosłam się i opowiedziałam funkcjonariuszom całą prawdę, spisali wszystko i obiecali że zajmą się sprawą. Do mojego łóżka podszedł lekarz.
-Nie ma sensu trzymać Cię tu na daremni, możesz wyjść, ale pamiętaj gdyby coś się działo powiedz komuś i udaj się do lekarz. Jeszcze za kilka dni na kontrolę policzka.
-Dziękuję. -Powiedziałam i udałam się do wyjścia.
Wychodząc z sali minęłam Jasia, Klaudię i Ciocię.
-Czekaj Lili! -Powiedział Jaś idąc za mną.
-Już Ci się nie spodobam . -powiedziałam uśmiechając się, po policzku spłynęła mi łza, Janka zatkało i stał jak wryty.
-Lili do cholery! Kocham Cię bez względu na to jak wyglądasz.! -Wykrzyczał.
-Przecież ja też cię kocham Jasiu. -Wyszeptałam i zatrzymałam się.
Janek podszedł i przytulił mnie.
-Będzie dobrze. -Powiedział...
środa, 14 października 2015
Goście!: 35
Wiele nie zdążyłam powiedzieć gdyż w domu rozległ się dzwonek. Janek zdziwiony spojrzał na mnie. Wstał i udał się na dół, bez wahania ruszyłam za nim.
-Hej... Ja do... -Zaczęła dziewczyna.
-Klaudia? -Wyłoniłam się za pleców Jasia.
Spojrzałyśmy na siebie, podbiegłam do niej i rzuciłam jej się na szyję. Przytuliłyśmy mocno, czułam w kościach że coś jest nie tak. Janek przyglądał mi się uważnie.
-Jak mnie tu znalazłaś?-Pytałam.
Klaudia bez słowa wycofała się, czułam że szykują się kłopoty. Dostrzegłam na ulicy zakapturzoną postać..
-Tylko nie to.. -Powiedziałam do siebie. -Kacper..
-On mnie tu przyprowadził.
Kacper ruszył w naszą stronę. Zacisnęłam mocno pięści i wydusiłam z siebie marne kilka słów.
-Czego tu?!
-Och moja kochana Lili, coś Ty taka nerwowa.? Nie cieszysz się że jestem? -Podszedł bliżej i wyciągnął ręce w moją stronę.
Janek wyszedł z domu i murem stanął przede mną, przerażona Klaudia podbiegła kryjąc się za Jasiem, przytuliłam ją mocno.
-Wynoś się. -Powiedział Jan.
-Od tej szmaty? Z chęcią. -Rzucił zimnym głosem Kacper.
Jaś ruszył w stronę Kacpra, odsunęłam Klaudię od swojego boku i chwyciłam z całej siły Jasia za rękę.
-Nie warto. -Powiedziałam.
Kacper zaśmiał się, słyszałam ten śmiech, nie był to śmiech, raczej udawanie że ma wszystko gdzieś, czyżby wyrzuty sumienia? Nie mój problem. Wraz z Jasiem i Klaudią udaliśmy się do domu. Widziałam że jest cos nie tak.Weszliśmy do salonu, Klaudia usiadła w fotelu a ja z Jasiem na Kanapie. Klaudia uśmiechnęła się szeroko.
-Znam cię. -Powiedziała. - Dąbrowski, tak? Nagrywasz na YouTube.. Znam. -Mówiła.
-Prawda. -Powiedział dumny Janek.
Spojrzałam na nich i uśmiechnęłam się.
-Co cie tu sprowadza? -Zapytałam Klaudii.
-Przepraszam za Kacpra, tylko on wiedział jak mogę cię znaleźć. Musiałam Cię zobaczyć.. -Mówiła lekko zdenerwowana.
-Co jest.? -Zaniepokoiłam się.
-Paweł.. Ewka.-Mówiła ze łzami w oczach.
-Ta szmata każdego się uczepi. -Powiedziałam.
-Nienawidzę ich! -Powiedziała Klaudia. -Rano mówił mnie że mnie kocha.. Chciałam mu zrobić niespodziankę, po południu poszłam do niego. Wchodząc do pokoju słyszałam czyjeś głosy. Poszłam dalej i weszłam do pokoju. Wiesz co zobaczyłam? Ha.. Półnagą Ewkę z Pawłem.. Moim Pawłem. Razem. Cholera.. Byłam naiwna. -Wytłumaczyła się Klaudia po czym rozpłakała się.
Zatkało mnie, nie wiedząc co powiedzieć westchnęłam cicho. Janek Przyglądał mi się z uwagą. Wstałam z miejsca i przykucnęłam przed Klaudią.
-Będzie dobrze .. -Wymamrotałam.
-Musi być. -Powiedziała.
-Chodź. -Powiedziałam wstając i wyciągając rękę do mojej przyjaciółki.
Zaprowadziłam ją do pokoju który był przeznaczony do mojego użytku.
-Prześpij się, widzę że jesteś padnięta.
-Czyj to pokój.
-Brata Jasia który już tu nie mieszka, aktualnie ja w nim urzęduję. -Uśmiechnęłam się.
-A jeżeli prześpię całą noc, gdzie będziesz spać? -Zapytała.
-Z Jasiem. -Powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Wy razem?! -powiedziała zaskoczona Klaudia.
-T-tak. -Wydukałam .
-Gratki. Ale hej, ciocią nie chce być- Zażartowała.
-Spokojnie. -Powiedziałam zaczerwieniona.
Podałam jej koszulkę i spodenki by się przebrała.
-Miłej nocy. -Powiedziałam wychodząc z pokoju.
Uchwyciłam tylko uśmiech Klaudii.
Zeszłam do Janka który chrapał smacznie na kanapie.
-Oj.. -Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło.
Podeszłam do kuchni, usiadłam przy stole na którym leżał zeszyt i kilka długopisów. Oglądając bazgroły mojego mężczyzny wyrwałam kartkę i napisałam "WYSZŁAM Z PIESKIEM. NIE MARTW SIĘ!" Po czym wstałam i przyczepiłam karteczkę magnesem do lodówki.
Wzięłam z szafki na korytarzu smycz i bluzę Janka, założyłam i wyszłam na podwórko. Podeszłam do miejsca Ariego, zaczepiłam smycz na jego obrożę i wyszłam z naszego podwórka. Udałam się na miejsce gdzie spotkałam Jasia. Nie zajęło mi to długo gdyż pies był tak zadowolony że siłą zaciągnął mnie na polanę. Będąc na miejscu usiadłam na trawie i spojrzałam na to co mnie otacza. Pies nagle opadł z sił, podbiegł i położył głowę na moich kolanach, pogłaskałam go i spojrzałam w niebo, promienie słońca oślepiły mnie na chwilę, opuściłam głowę i w ciszy siedziałam.
niedziela, 13 września 2015
Coś nie zwykłego.: 34
Już długo nie czułam tego co teraz, siedzieliśmy po prostu obok, przytuleni i patrzyliśmy na telewizor.. Jestem ciekawa co on teraz myśli. Może nie czuje już tego co kiedyś? Może przestaje mnie kochać, strasznie sie tego boję. Nie zauważyłam że Jaś przez cały czas z uwagą mi się przygląda.
-Kocham Cię. -Wyszeptał składając pocałunek na moich ustach.
Uśmiechnęłam się, ulżyło mi gdy to powiedział. Zabrzmiał dzwonek, Janek wstał i udał się do drzwi. Pizza przyszła. Wrócił po pieniądze, zapłacił i wrócił do mnie z kwadratowym pudełkiem gdzie znajduje się okrągła pizza z trójkątnymi kawałkami, czyż to nie logiczne? Jan poszedł po kuchni po talerze, szklanki i sok. Podał mi na talerzu jeden kawałek.
-Smacznego. - Dodał.
-Dziękuję i wzajemnie.
Jaś uśmiechnął się i zaczęliśmy spożywać kolację... Kończąc swoją porcję Jaś dołożył mi jeszcze dwa kawałki, zjadłam jeszcze jeden i napiłam się soku. Odkładając talerz Jaś spojrzał na mnie badawczo.
-Już nie mogę! -Rzekłam.
-Jak to? Przecież masz jeść! -Mówił.
-Naprawdę nie dam rady. -Odpowiedziałam stanowczo i zaniosłam kawałek do lodówki. -Dokończysz beze mnie, muszę iść się położyć, dziwnie się czuję.
-Wszystko dobrze? -Zapytał zaniepokojony Jasiek .
-Tak! Idę po prostu się położyć.
Jaś spojrzał na mnie lekko zmartwiony, opuściłam wzrok i udałam się do pokoju. Położyłam się wygodnie w łóżku i przykryłam się kocem. Włączyłam jeszcze piosenkę "i wouldn't mind - he is we" i mogłam spokojnie zasnąć.
/Obudziłam się pełna siły. Założyłam bluzę z JDabrowsky Wear i wybiegłam z pokoju, i schodami w dół, o dziwo Janka nie było w domu. "Cóż" -Pomyślałam i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki jeszcze, włączyłam piosenki i udałam się zadowolona w stronę polany, właśnie tam gdzie pierwszy raz spotkałam Jasia. Ludzie byli zadziwiająco mili, uśmiechali się, witali. Było inaczej niż zwykle, lepiej. A co dziwne ja czułam się dobrze!
-To mój dzień!- Powiedziałam do siebie i udałam się dalej.
Dochodziłam na miejsce. Zobaczyłam Jasia, tam gdzie byliśmy my, juz miałam go zawołać gdy dostrzegłam że nie jest sam. 'Skądś znam tą dziewczynę'. Zaczęłam z uwagą się przyglądać, wyłączyłam piosenki i podeszłam trochę bliżej.
-Ewka. -Wyszeptałam.
Zabrakło mi powietrza. Podeszłam wystarczająco blisko by usłyszeć co mówią.
-Lili nie może się dowiedzieć. -Powiedział Jaś obejmując dziewczynę.
-Kiedyś będziesz musiał jej powiedzieć, tak nie może być! Kocham Cie, nie mogę tak. -Mówiła Ewka.
-Też cie kocham, wiesz, ale nie chce jej zranić, zrozum. -Tłumaczył Janek.
-Ona albo ja! -Powiedziała dziewczyna.
-Ty, przecież wiesz. -Powiedział Janek całując 'nową koleżankę' w usta.
Spojrzałam na nich, na tą która kiedyś chciała zabrać mi Kacpra a teraz zabiera mi Jasia, i na tego który mówił że kocha.
-Jak mogłeś. -Powiedziałam zalewając się łzami.
-Lili?- Odwrócił się zdziwiony Janek.
Dostrzegłam ten wredny uśmiech zadowolonej Ewy.
-Chciałem Ci powiedzieć. -Tłumaczył się Jaś.
-Przestań kurwa! Ewka, po tobie wszystkiego można się spodziewać, ale Jasiek, Ty?! TY KŁAMCO! -Wykrzyczałam
Ewa wstała i przytuliła czule Jasia, uśmiechała się tak fałszywie. Jeszcze bardziej zalałam się łzami i uciekłam. Biegłam i biegłam. Z oddali słyszałam tylko głos Jasia który najwyraźniej wyruszył za mną. Biegłam tak szybko, bez celu.Nie wiem kiedy znalazłam się na moście. Szybko przeszłam przez Barierkę, Jaś obiegł na miejsce.
-Nie rób tego! Chciałem Ci powiedzieć! -Krzyczał Spanikowany Jaś .
Na miejsce dobiegła Ewka, zadowolona .
-Niech skacze. -Powiedziała chwytając Jasia za rękę i odciągając .
Nie mogłam na to patrzeć.
-Puść go! -Wykrzyczałam wyciągając rękę, właśnie w ich stronę z mojej ręki ruszył jakiś promień odrzucający Ewę od Janka.
-Co kurwa?! -Wykrzyczał zdezorientowany Jaś. -Coś ty zrobiła?! -Krzyczał.
Nie wiedząc co się dzieje, jak to możliwe. Skoczyłam. Leciałam, po prostu czekałam aż uderzę o ziemie. Stało się uderzając o ziemię. Rozległ się huk i jeden wielki wybuch. Wszystko dookoła pochłonął dym i ogień, razem ze mną zniknęło wszystko./
Otworzyłam oczy w pokoju Jasia, uśmiechnęłam się choć byłam lekko smutna.
-Takiego snu jeszcze nie miałam. -Powiedziałam do siebie.
-Słucham? -Powiedział Janek który właśnie przyszedł do pokoju.
-Muszę Ci coś opowiedzieć.... -Zaczęłam.
-Zły sen?
-Ten był oryginalny. -Uśmiechnęłam się.
Jaś usiadł obok i chwycił mnie za rękę.
-Słucham więc. -Powiedział
-Więc tak....
-Kocham Cię. -Wyszeptał składając pocałunek na moich ustach.
Uśmiechnęłam się, ulżyło mi gdy to powiedział. Zabrzmiał dzwonek, Janek wstał i udał się do drzwi. Pizza przyszła. Wrócił po pieniądze, zapłacił i wrócił do mnie z kwadratowym pudełkiem gdzie znajduje się okrągła pizza z trójkątnymi kawałkami, czyż to nie logiczne? Jan poszedł po kuchni po talerze, szklanki i sok. Podał mi na talerzu jeden kawałek.
-Smacznego. - Dodał.
-Dziękuję i wzajemnie.
Jaś uśmiechnął się i zaczęliśmy spożywać kolację... Kończąc swoją porcję Jaś dołożył mi jeszcze dwa kawałki, zjadłam jeszcze jeden i napiłam się soku. Odkładając talerz Jaś spojrzał na mnie badawczo.
-Już nie mogę! -Rzekłam.
-Jak to? Przecież masz jeść! -Mówił.
-Naprawdę nie dam rady. -Odpowiedziałam stanowczo i zaniosłam kawałek do lodówki. -Dokończysz beze mnie, muszę iść się położyć, dziwnie się czuję.
-Wszystko dobrze? -Zapytał zaniepokojony Jasiek .
-Tak! Idę po prostu się położyć.
Jaś spojrzał na mnie lekko zmartwiony, opuściłam wzrok i udałam się do pokoju. Położyłam się wygodnie w łóżku i przykryłam się kocem. Włączyłam jeszcze piosenkę "i wouldn't mind - he is we" i mogłam spokojnie zasnąć.
/Obudziłam się pełna siły. Założyłam bluzę z JDabrowsky Wear i wybiegłam z pokoju, i schodami w dół, o dziwo Janka nie było w domu. "Cóż" -Pomyślałam i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki jeszcze, włączyłam piosenki i udałam się zadowolona w stronę polany, właśnie tam gdzie pierwszy raz spotkałam Jasia. Ludzie byli zadziwiająco mili, uśmiechali się, witali. Było inaczej niż zwykle, lepiej. A co dziwne ja czułam się dobrze!
-To mój dzień!- Powiedziałam do siebie i udałam się dalej.
Dochodziłam na miejsce. Zobaczyłam Jasia, tam gdzie byliśmy my, juz miałam go zawołać gdy dostrzegłam że nie jest sam. 'Skądś znam tą dziewczynę'. Zaczęłam z uwagą się przyglądać, wyłączyłam piosenki i podeszłam trochę bliżej.
-Ewka. -Wyszeptałam.
Zabrakło mi powietrza. Podeszłam wystarczająco blisko by usłyszeć co mówią.
-Lili nie może się dowiedzieć. -Powiedział Jaś obejmując dziewczynę.
-Kiedyś będziesz musiał jej powiedzieć, tak nie może być! Kocham Cie, nie mogę tak. -Mówiła Ewka.
-Też cie kocham, wiesz, ale nie chce jej zranić, zrozum. -Tłumaczył Janek.
-Ona albo ja! -Powiedziała dziewczyna.
-Ty, przecież wiesz. -Powiedział Janek całując 'nową koleżankę' w usta.
Spojrzałam na nich, na tą która kiedyś chciała zabrać mi Kacpra a teraz zabiera mi Jasia, i na tego który mówił że kocha.
-Jak mogłeś. -Powiedziałam zalewając się łzami.
-Lili?- Odwrócił się zdziwiony Janek.
Dostrzegłam ten wredny uśmiech zadowolonej Ewy.
-Chciałem Ci powiedzieć. -Tłumaczył się Jaś.
-Przestań kurwa! Ewka, po tobie wszystkiego można się spodziewać, ale Jasiek, Ty?! TY KŁAMCO! -Wykrzyczałam
Ewa wstała i przytuliła czule Jasia, uśmiechała się tak fałszywie. Jeszcze bardziej zalałam się łzami i uciekłam. Biegłam i biegłam. Z oddali słyszałam tylko głos Jasia który najwyraźniej wyruszył za mną. Biegłam tak szybko, bez celu.Nie wiem kiedy znalazłam się na moście. Szybko przeszłam przez Barierkę, Jaś obiegł na miejsce.
-Nie rób tego! Chciałem Ci powiedzieć! -Krzyczał Spanikowany Jaś .
Na miejsce dobiegła Ewka, zadowolona .
-Niech skacze. -Powiedziała chwytając Jasia za rękę i odciągając .
Nie mogłam na to patrzeć.
-Puść go! -Wykrzyczałam wyciągając rękę, właśnie w ich stronę z mojej ręki ruszył jakiś promień odrzucający Ewę od Janka.
-Co kurwa?! -Wykrzyczał zdezorientowany Jaś. -Coś ty zrobiła?! -Krzyczał.
Nie wiedząc co się dzieje, jak to możliwe. Skoczyłam. Leciałam, po prostu czekałam aż uderzę o ziemie. Stało się uderzając o ziemię. Rozległ się huk i jeden wielki wybuch. Wszystko dookoła pochłonął dym i ogień, razem ze mną zniknęło wszystko./
Otworzyłam oczy w pokoju Jasia, uśmiechnęłam się choć byłam lekko smutna.
-Takiego snu jeszcze nie miałam. -Powiedziałam do siebie.
-Słucham? -Powiedział Janek który właśnie przyszedł do pokoju.
-Muszę Ci coś opowiedzieć.... -Zaczęłam.
-Zły sen?
-Ten był oryginalny. -Uśmiechnęłam się.
Jaś usiadł obok i chwycił mnie za rękę.
-Słucham więc. -Powiedział
-Więc tak....
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Pora wracać do codzienności : 33
Z racji iż wróciliśmy rano do domu spałam krótko, obudziłam się o 13:07. Rozglądając się, doszłam do wniosku że jestem sama w pokoju. Widziałam tylko monitor i program montujący.
-Janku? -Zapytałam dość głośno by ludzie w domu mnie usłyszeli.
Usłyszałam szybkie kroki po schodach i jeden wielki trzask.
-Cholera! -Powiedział z bólem w głosie Jan.
Wstałam z łózka i udałam się do drzwi przed którymi widziałam juz Jasia trzymającego się za nogę.
-Co się dzieje? Wołałaś mnie? -Mówił zdenerwowany Jan.
-Spokojnie. -Odpowiedziałam. -Jesteś cały? chyba mocno się przewróciłeś.
-Nic mi nie jest, oglądałem telewizję na dole, myślałem że coś się stało.
-Przepraszam. -Powiedziałam i udałam się na dół.
Janek spojrzał na mnie zdziwiony i udał się za mną.
-Jesteś jakaś.. No nie wiem, wszystko dobrze? -Pytał zaniepokojony J.
-Jeju, czuję jakbym pod skórą miała igłe z kroplówką. Eh -Westchnęłam i upadłam na kanapę która stoi w salonie.
Założyłam ręce lekko poirytowana, wciąż czuję się dziwnie, ten klimat z szpitala wciąż mam w głowie. Janek uklęknął przede mną i chwycił za kolano.
-Oj mała, będziesz miała nauczkę! -Uśmiechnął się wstając.
Spojrzałam na niego robiąc głupie miny.
-Nie rób takich min skarbie. -Powiedział zadowolony Jaś.
Spojrzałam na niego zdziwiona i wstałam. Udałam się do drzwi wyjściowych.
-Idę się przejść - Powiedziałam do Janka tak cicho że wątpie by mógł coś usłyszeć.
Wyszłam i cicho zamknęłam drzwi, Janek nawet nie dostrzegł że zniknęłam.Udałam się do cioci Małgosi, przecież dawno mnie nie widziała. Przeszłam obok kilku domów i trafiłam pod ten do którego właśnie zmierzałam. Pod dom podjechał Karol. Wysiadł z samochodu i podbiegł do mnie.
-Mała! Jesteś cała! Byłem u Janka ale spałaś, wszystko dobrze? -Mówił bardzo chaotycznie Karol przytulając mnie
-Nic mi nie jest, jest ciocia w domu?
-Jest, martwiła się. Idziesz do nas? -Zapytał Karol.
-Tak. -Odpowiedziałam i udałam się do domu.
Karol uśmiechnął się do mnie i wyjął zakupy z samochodu. Ja już byłam pod drzwiami, przytrzymałam je żeby Karol spokojnie wszedł do środka, weszłam od razu za nim i zamknęłam drzwi. Weszłam do kuchni gdzie siedziała ciocia, była widocznie zdenerwowana. Gdy tylko mnie zobaczyła zerwała się z krzesła i rzuciła się na mnie z płaczem, lekko zdezorientowana przytuliłam ją.
-Lili, jesteś cała! Martwiłam się! Dziecko coś ty robiła.. - Mówiła Ciocia.
Posmutniałam, teraz wiem ze każdy będzie mi to wypominał, już nie będzie jak dawniej, będę 'INNA'. Po kilku minutach płaczu i przytulania Ciocia spojrzała na mnie.
-Chcesz coś do picia? -Zapytała
-Nie, zaraz wracam Janek nie wie gdzie jestem, szczerze bałam się że będziesz mnie wypytywać o szczegóły..
-Jaś wszystko mi powiedział słonko. -Powiedziała Ciocia.
Znów poczułam się nieswojo. Siedziałam w kuchni, ciocia rozpakowywała zakupy i śpiewała cicho. Ja słuchałam jej uważnie, zawsze lubiłam jej śpiew, taki łagodny i anielski głos. Niestety śpiew cioci przerwał dzwonek do drzwi, Karol który siedział właśnie w salonie wyszedł i otworzył. Usłyszałam zaniepokojony głos Jasia.
-Jest tu Lilka?!
Wychyliłam się i spojrzałam na zewnątrz. Karol nie zdążył nic powiedzieć, Janek gdy tylko mnie zobaczył ominął go zwinnie i podbiegł do mnie.
-Już się martwiłem -Wyszeptał.
Opuściłam zasmucona głowę, Jaś ucałował mnie w czoło a ciocia wyszła z kuchni.
-Jasiu, chcesz cos do picia? -zapytała uśmiechnięta.
-Nie, dziękuję. -Odmówił całkiem uprzejmie jak na niego przystało.
Nastąpiła niezręczna cisza. Tak też pożegnałam się z ciocią i oznajmiłam że wracam do domu Jasia, Jan oczywiście wyszedł za mną mocno chwytając moją rękę. W ciszy weszliśmy do domu.
-Jestem głodny! Zamawiamy pizze. -Oznajmił Jaś i pobiegł zadzwonić.
Powoli udałam się do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą i bez chwili zastanowienie udałam się do salonu, usiadłam wygodnie na kanapie patrząc pusto w pudło które zwą telewizorem. Jas po minucie przyszedł do mnie, usiadł obok i objął mnie ramieniem.
Znów mogę czuć się bezpiecznie.
________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Miśki wy moje, przpraszam za nie obecność, ale wina mojego komputera, najpierw cos sie zepsuło a pozniej nie moglam sie zalogowac, wyjechałam na wakacje i rozumiecie... Mialam dodawac przez wakacje, ale musicie mi wybaczyć. Wracam!
-Janku? -Zapytałam dość głośno by ludzie w domu mnie usłyszeli.
Usłyszałam szybkie kroki po schodach i jeden wielki trzask.
-Cholera! -Powiedział z bólem w głosie Jan.
Wstałam z łózka i udałam się do drzwi przed którymi widziałam juz Jasia trzymającego się za nogę.
-Co się dzieje? Wołałaś mnie? -Mówił zdenerwowany Jan.
-Spokojnie. -Odpowiedziałam. -Jesteś cały? chyba mocno się przewróciłeś.
-Nic mi nie jest, oglądałem telewizję na dole, myślałem że coś się stało.
-Przepraszam. -Powiedziałam i udałam się na dół.
Janek spojrzał na mnie zdziwiony i udał się za mną.
-Jesteś jakaś.. No nie wiem, wszystko dobrze? -Pytał zaniepokojony J.
-Jeju, czuję jakbym pod skórą miała igłe z kroplówką. Eh -Westchnęłam i upadłam na kanapę która stoi w salonie.
Założyłam ręce lekko poirytowana, wciąż czuję się dziwnie, ten klimat z szpitala wciąż mam w głowie. Janek uklęknął przede mną i chwycił za kolano.
-Oj mała, będziesz miała nauczkę! -Uśmiechnął się wstając.
Spojrzałam na niego robiąc głupie miny.
-Nie rób takich min skarbie. -Powiedział zadowolony Jaś.
Spojrzałam na niego zdziwiona i wstałam. Udałam się do drzwi wyjściowych.
-Idę się przejść - Powiedziałam do Janka tak cicho że wątpie by mógł coś usłyszeć.
Wyszłam i cicho zamknęłam drzwi, Janek nawet nie dostrzegł że zniknęłam.Udałam się do cioci Małgosi, przecież dawno mnie nie widziała. Przeszłam obok kilku domów i trafiłam pod ten do którego właśnie zmierzałam. Pod dom podjechał Karol. Wysiadł z samochodu i podbiegł do mnie.
-Mała! Jesteś cała! Byłem u Janka ale spałaś, wszystko dobrze? -Mówił bardzo chaotycznie Karol przytulając mnie
-Nic mi nie jest, jest ciocia w domu?
-Jest, martwiła się. Idziesz do nas? -Zapytał Karol.
-Tak. -Odpowiedziałam i udałam się do domu.
Karol uśmiechnął się do mnie i wyjął zakupy z samochodu. Ja już byłam pod drzwiami, przytrzymałam je żeby Karol spokojnie wszedł do środka, weszłam od razu za nim i zamknęłam drzwi. Weszłam do kuchni gdzie siedziała ciocia, była widocznie zdenerwowana. Gdy tylko mnie zobaczyła zerwała się z krzesła i rzuciła się na mnie z płaczem, lekko zdezorientowana przytuliłam ją.
-Lili, jesteś cała! Martwiłam się! Dziecko coś ty robiła.. - Mówiła Ciocia.
Posmutniałam, teraz wiem ze każdy będzie mi to wypominał, już nie będzie jak dawniej, będę 'INNA'. Po kilku minutach płaczu i przytulania Ciocia spojrzała na mnie.
-Chcesz coś do picia? -Zapytała
-Nie, zaraz wracam Janek nie wie gdzie jestem, szczerze bałam się że będziesz mnie wypytywać o szczegóły..
-Jaś wszystko mi powiedział słonko. -Powiedziała Ciocia.
Znów poczułam się nieswojo. Siedziałam w kuchni, ciocia rozpakowywała zakupy i śpiewała cicho. Ja słuchałam jej uważnie, zawsze lubiłam jej śpiew, taki łagodny i anielski głos. Niestety śpiew cioci przerwał dzwonek do drzwi, Karol który siedział właśnie w salonie wyszedł i otworzył. Usłyszałam zaniepokojony głos Jasia.
-Jest tu Lilka?!
Wychyliłam się i spojrzałam na zewnątrz. Karol nie zdążył nic powiedzieć, Janek gdy tylko mnie zobaczył ominął go zwinnie i podbiegł do mnie.
-Już się martwiłem -Wyszeptał.
Opuściłam zasmucona głowę, Jaś ucałował mnie w czoło a ciocia wyszła z kuchni.
-Jasiu, chcesz cos do picia? -zapytała uśmiechnięta.
-Nie, dziękuję. -Odmówił całkiem uprzejmie jak na niego przystało.
Nastąpiła niezręczna cisza. Tak też pożegnałam się z ciocią i oznajmiłam że wracam do domu Jasia, Jan oczywiście wyszedł za mną mocno chwytając moją rękę. W ciszy weszliśmy do domu.
-Jestem głodny! Zamawiamy pizze. -Oznajmił Jaś i pobiegł zadzwonić.
Powoli udałam się do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą i bez chwili zastanowienie udałam się do salonu, usiadłam wygodnie na kanapie patrząc pusto w pudło które zwą telewizorem. Jas po minucie przyszedł do mnie, usiadł obok i objął mnie ramieniem.
Znów mogę czuć się bezpiecznie.
________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Miśki wy moje, przpraszam za nie obecność, ale wina mojego komputera, najpierw cos sie zepsuło a pozniej nie moglam sie zalogowac, wyjechałam na wakacje i rozumiecie... Mialam dodawac przez wakacje, ale musicie mi wybaczyć. Wracam!
czwartek, 23 lipca 2015
Wracam skarby ;D
Mordeczki, po 2 miesiącach odpoczynku wracam do was z nową dawką ! Dalsza część historii Lili już wkrótce, czekajcie ! Przepraszam wszystkich za nie obecność, ale musiałam dać sobie wolne, jakoś mnie wszystko przerastało! mam nadzieję że ktoś nadal będzie czytał moje 'wypociny' :)! Tęskniłam za wami!
Szykujcie sie! Poprawię się !! Kocham was, i czekajcie:) miłego wszystkim ;33
Szykujcie sie! Poprawię się !! Kocham was, i czekajcie:) miłego wszystkim ;33
niedziela, 17 maja 2015
Bez końca. ;32
Niekończący tunel z małym światełkiem na końcu. Ja nie dotykając podłoża przesuwałam się w przód, jednak nic się nie zmieniało. Rozejrzałam się. Co ujrzałam? Urywki mojego życia, żadnych dobrych, same złe. Poczułam się beznadziejnie, z otchłani zaczęły dobiegać głosy obwiniające mnie, nie wiem tylko za co. Słyszałam tylko "TO TWOJA WINA GŁUPIA IDIOTKO!". Nagle poczułam grunt pod nogami. ruszyłam przed siebie , potknęłam się i wpadłam w tunel bez końca, tunel zła smutku, rozpaczy, nienawiści.
Podskoczyłam na łóżku jakbym spadała w czarną niekończącą się otchłań. Rozejrzałam się i zobaczyłam Janka który spał z głową położoną na moich nogach. Wyglądał jakby zamiast spać płakał kilka dni.
-Co się stało? -Powiedziałam cicho do siebie.
Jaś otworzył oczy, dojrzałam w nich nie kończący się smutek, strach i lęk. tylko przed czym... Spojrzał na mnie i uśmiechnął się a po jego policzku spłynęły łzy, jego oczy mówiły 'Jesteś ze mną, nareszcie"
-Księżniczko. - Wyszeptał Jaś przytulając mnie. -Żyjesz. -Dodał.
Zdezorientowana wgapiałam się w niego, nagle przybiegł lekarz, kazał Jasiowi wyjść z sali co zrobił z wielkim żalem.
-Co się stało? -Zapytałam lekarza.
-Wzięłaś jakieś tabletki, miałaś płukanie żołądka, odleciałaś, byłaś w śpiączce przez 6 dni. Prawie Cię straciliśmy. Twoje serce przestało bić wczoraj, to cud że żyjesz. -Powiedział lekarz w czasie gdy trzy pielęgniarki zajmowały się mną i badały mnie dokładnie.
Zajęło im to z kilka godzin nim skończyli, chciałam zobaczyć Janka. Zamknęłam oczy i ktoś wszedł do Sali.
-Jasiek?- Zapytałam szczęśliwa.
-Nie, jestem psychologiem. -Usłyszałam damski głos.
-Ach..
Kobieta usiadła obok, i zaczęła pytać. Po co? Dlaczego? Przez kogo? Czyja w tym wina? Jaki był powód. Spojrzałam na nią i wzięłam głęboki wdech.
-Wspomnienia nie dawały mi spokoju, nie wiem dlaczego, samo przyszło to wspomnienia mnie do tego zmusiły. Przez nikogo, przez siebie, upadłam i poddałam się. Niczyja, moja wina jestem idiotką że to zrobiłam gdyż on mnie kocha i dla niego powinnam żyć. Niczyja to nie była wina, może ojca i matki, on pił, ona krzyczała a ja błagałam o spokój. Nic więcej, nie chcę już z panią rozmawiać, chciałam uciec. Do widzenia. -Powiedziałam.
Kobieta spojrzała na mnie i o nic więcej nie pytała.
-Żegnaj Lili.
Wyszła z sali i nagle przybiegł Jaś, bez słowa, usiadł i chwycił mnie za rękę .
-Przepraszam -Wymamrotał
-ale za co? -Zapytałam zmieszana
-Nie potrafiłem Ci pomóc. -Powiedział zaczynając płakać.
-Obaj wiemy że to nie Twoja wina. Kocham cie i o tym wiesz, ja nie wiedziałam co robię, ja przeprasza,. -Odparłam i też zaczęłam płakać.
-Bałem się że cię stracę, nie było cię ze mną, odeszłaś.-Powiedział.
-Wiem. To było okropne, światło te głosy, to wszystko. -Mówiłam.
-Jakie głosy, co ty mówisz? -Zapytał.
Spojrzałam na niego i opowiedziałam mu co widziałam po 'drugiej stronie'.Janek był w szoku. Poprosiłam go by wrócił do domu i przespał się, z nie chęcią ale się zgodził. Sama poszłam spać z nadzieją że nie obudzą mnie żadne koszmary.
Kolejne dni mijały tak samo, Jaś przychodził, lekarze badali, spisywali i patrzyli na mnie jak na jakiś tajemniczy obiekt w muzeum, trochę dziwnie się czuła, cóż, moja wina. Było się zachowywać.
Minęło równo 7 dni i lekarz stwierdził że moge opuścić szpital. Oczywiście wyleciałam jak na skrzydłach, kazał mi jednak wstawiać się na wizytę a Jan stwierdził że tego dopilnuje tak samo przypilnuje i mnie bym znów nie zrobiła czegoś głupiego. Wychodząc ze szpitala Jaś czekał w samochodzie. Wyszedł zabrał moją torbę dając do bagażnika, otworzył drzwi i sam poszedł i usiadł za kierownicę.
-Gdzie jedziemy? -Zapytał.
-Do domu.. -Powiedziałam cicho.
Jaś uśmiechnął się przybliżył i złożył pocałunek na moim policzku szepcząc.
-Cieszę się że jesteś.
Nic już nie powiedziałam, przez całą drogę Jaś tylko śpiewał piosenki które leciały w radiu.
-Proszę bardzo -Powiedział Jan zatrzymując się pod domem i otwierając mi drzwi.
-Dziękuję .-Odparłam.
Janek zabrał moją torbę i zaniósł do do pokoju, ja wzięłam z szafy ubrania i udałam się do łazienki.
-Nie zamykaj się na klucz! -Powiedział Jaś -Chce mieć pewność .
-Dobra. -powiedziałam.
Udałam się i wzięłam orzeźwiający prysznic, ubrałam się i cicho weszłam do pokoju Jasia który właśnie kręcił odcinek na swój kanał. Ja usiadłam cicho na łóżku i przyglądałam się jego pracy.
Podczas gdy Janek kończył ja wykończona zasnęłam na jego łóżku, sam Jaś przyszedł i pocałował mnie w czoło.
______________________________________________________________________________________________________________________
Trochę na głowie, mało czasu, ale jest! Mam nadzieję że się podoba!
Przepraszam za nie obecność mało czasu mam :( Nadrobie to!
Zapraszam na aska. http://ask.fm/kicia66mrrrr
Podskoczyłam na łóżku jakbym spadała w czarną niekończącą się otchłań. Rozejrzałam się i zobaczyłam Janka który spał z głową położoną na moich nogach. Wyglądał jakby zamiast spać płakał kilka dni.
-Co się stało? -Powiedziałam cicho do siebie.
Jaś otworzył oczy, dojrzałam w nich nie kończący się smutek, strach i lęk. tylko przed czym... Spojrzał na mnie i uśmiechnął się a po jego policzku spłynęły łzy, jego oczy mówiły 'Jesteś ze mną, nareszcie"
-Księżniczko. - Wyszeptał Jaś przytulając mnie. -Żyjesz. -Dodał.
Zdezorientowana wgapiałam się w niego, nagle przybiegł lekarz, kazał Jasiowi wyjść z sali co zrobił z wielkim żalem.
-Co się stało? -Zapytałam lekarza.
-Wzięłaś jakieś tabletki, miałaś płukanie żołądka, odleciałaś, byłaś w śpiączce przez 6 dni. Prawie Cię straciliśmy. Twoje serce przestało bić wczoraj, to cud że żyjesz. -Powiedział lekarz w czasie gdy trzy pielęgniarki zajmowały się mną i badały mnie dokładnie.
Zajęło im to z kilka godzin nim skończyli, chciałam zobaczyć Janka. Zamknęłam oczy i ktoś wszedł do Sali.
-Jasiek?- Zapytałam szczęśliwa.
-Nie, jestem psychologiem. -Usłyszałam damski głos.
-Ach..
Kobieta usiadła obok, i zaczęła pytać. Po co? Dlaczego? Przez kogo? Czyja w tym wina? Jaki był powód. Spojrzałam na nią i wzięłam głęboki wdech.
-Wspomnienia nie dawały mi spokoju, nie wiem dlaczego, samo przyszło to wspomnienia mnie do tego zmusiły. Przez nikogo, przez siebie, upadłam i poddałam się. Niczyja, moja wina jestem idiotką że to zrobiłam gdyż on mnie kocha i dla niego powinnam żyć. Niczyja to nie była wina, może ojca i matki, on pił, ona krzyczała a ja błagałam o spokój. Nic więcej, nie chcę już z panią rozmawiać, chciałam uciec. Do widzenia. -Powiedziałam.
Kobieta spojrzała na mnie i o nic więcej nie pytała.
-Żegnaj Lili.
Wyszła z sali i nagle przybiegł Jaś, bez słowa, usiadł i chwycił mnie za rękę .
-Przepraszam -Wymamrotał
-ale za co? -Zapytałam zmieszana
-Nie potrafiłem Ci pomóc. -Powiedział zaczynając płakać.
-Obaj wiemy że to nie Twoja wina. Kocham cie i o tym wiesz, ja nie wiedziałam co robię, ja przeprasza,. -Odparłam i też zaczęłam płakać.
-Bałem się że cię stracę, nie było cię ze mną, odeszłaś.-Powiedział.
-Wiem. To było okropne, światło te głosy, to wszystko. -Mówiłam.
-Jakie głosy, co ty mówisz? -Zapytał.
Spojrzałam na niego i opowiedziałam mu co widziałam po 'drugiej stronie'.Janek był w szoku. Poprosiłam go by wrócił do domu i przespał się, z nie chęcią ale się zgodził. Sama poszłam spać z nadzieją że nie obudzą mnie żadne koszmary.
Kolejne dni mijały tak samo, Jaś przychodził, lekarze badali, spisywali i patrzyli na mnie jak na jakiś tajemniczy obiekt w muzeum, trochę dziwnie się czuła, cóż, moja wina. Było się zachowywać.
Minęło równo 7 dni i lekarz stwierdził że moge opuścić szpital. Oczywiście wyleciałam jak na skrzydłach, kazał mi jednak wstawiać się na wizytę a Jan stwierdził że tego dopilnuje tak samo przypilnuje i mnie bym znów nie zrobiła czegoś głupiego. Wychodząc ze szpitala Jaś czekał w samochodzie. Wyszedł zabrał moją torbę dając do bagażnika, otworzył drzwi i sam poszedł i usiadł za kierownicę.
-Gdzie jedziemy? -Zapytał.
-Do domu.. -Powiedziałam cicho.
Jaś uśmiechnął się przybliżył i złożył pocałunek na moim policzku szepcząc.
-Cieszę się że jesteś.
Nic już nie powiedziałam, przez całą drogę Jaś tylko śpiewał piosenki które leciały w radiu.
-Proszę bardzo -Powiedział Jan zatrzymując się pod domem i otwierając mi drzwi.
-Dziękuję .-Odparłam.
Janek zabrał moją torbę i zaniósł do do pokoju, ja wzięłam z szafy ubrania i udałam się do łazienki.
-Nie zamykaj się na klucz! -Powiedział Jaś -Chce mieć pewność .
-Dobra. -powiedziałam.
Udałam się i wzięłam orzeźwiający prysznic, ubrałam się i cicho weszłam do pokoju Jasia który właśnie kręcił odcinek na swój kanał. Ja usiadłam cicho na łóżku i przyglądałam się jego pracy.
Podczas gdy Janek kończył ja wykończona zasnęłam na jego łóżku, sam Jaś przyszedł i pocałował mnie w czoło.
______________________________________________________________________________________________________________________
Trochę na głowie, mało czasu, ale jest! Mam nadzieję że się podoba!
Przepraszam za nie obecność mało czasu mam :( Nadrobie to!
Zapraszam na aska. http://ask.fm/kicia66mrrrr
Subskrybuj:
Posty (Atom)
