Siedziałam sama głaszcząc psa po głowie. Położyłam się i zamknęłam oczy. Słońce które świeciło dość jasno nagle ktoś przysłonił, promienie słoneczne które pieściły moją skórę na twarzy nagle przestały świecić.
-Co jest? -Podniosłam się.
Ktoś stał za mną , trochę bałam się odwrócić. Pies który leżał na moich nogach zerwał się jak szalony i wydał z siebie głośne szczekanie. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się, z jakże fałszywym uśmiechem stał Kacper. Szybko zerwałam się na nogi i stanęłam przed nim.
-W końcu sami. -Powiedział Kacper głosem seryjnego zabójcy.
-Odwal się! -Wykrzyczałam spanikowana.
Odwróciłam się chcąc odejść od człowieka który zranił mnie kiedyś tak bardzo.. Kacper chwycił mnie za rękę a ja wypuściłam smycz.
-Ari! - Zawołałam za psem który uciekł w stronę domu. -Zaje... Odwal się! -Mówiłam szarpiąc się.
-Ani mi się śni. -Powiedział Kacper ciągnąc mnie za sobą.
Coraz bardziej spanikowana nie wiedziałam co robić. Próbując wyjąć telefon z kieszeni, Kacper jednym ruchem wyrwał mi go. Przycisnął mnie do drzewa które stało jednak nie tak daleko.
-Mamy do pogadania! -Powiedział.
-Wypuść mnie psychopato !-Zaczęłam krzyczeć.
Kacper zatkał mi usta blokując jednocześnie dostęp do powietrza. Chwycił mnie za szyję i przydusił dość mocno. Nie mogąc wydusić z siebie żadnego sensownego dźwięku stałam czekając aż mnie wypuści. Kacper sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął maleńki scyzoryk.
-Och..Zranić kogoś i zostawić samego, a ja tyle Ci obiecałem.. Miłość do końca. Ależ ze mnie idiota, tak ranić innych oj Lili... -Mówił jeżdżąc ostrzem po moim policzku.
-Ale to ty mnie zdradziłeś. -Powiedział ledwo..
Kacper nagle rozciął mi twarz. Poczułam okropne ciepło.. Krew która spływała po mojej twarzy.
-Już nie będziesz taka piękna -Uśmiechnął się. -A ja tak cię "kochałem".. -Mówił szydząc ze mnie.
Próbując złapać jak najwięcej powietrza w płuca, ktoś oderwał Kacpra ode mnie. Janek - rycerz który zjawia się w najbardziej wyczekiwanym momencie. Jaś uderzył Kacpra kilka razy. Kacper bez szans, odszedł z zakrwawioną twarzą. Jaś spojrzał na mnie .
-Cholera.. -Powiedział i zdjął bluzę tamując krwawienie z mojej twarzy . Wyjął telefon i szybko zadzwonił po pogotowie które zjawiło się gdy doszliśmy na drogę główną. Janek panikował...
-Co on.. Jak?! Mała! Na pewno wszystko ok? Mów do mnie. -Gadał bez opamiętania.
-Dam radę. -Wybełkotałam.
Sanitariusze zabrali mnie do karetki, Jaś który błagał musiał dostać się na własną rękę... Jedyne co mnie zastanawiało to skąd wiedział??..
-Jak to się stało ? -Pytał mężczyzna który wycierał krew z mojej twarzy próbując jak najskuteczniej zatamować wszystko..
-Patrz. -Powiedział drugi z nich wskazując na moją szyję i rękę.
-Kto ci to zrobił ? -Pytał mężczyzna z niedowierzaniem...
-Więc mój były chciał się zemścić na mnie za to że go zostawiłam choć to on mnie zdradził -Powiedziałam spokojnie.
W normalnych warunkach już dawno wybuchnęłabym płaczem lub coś, ale chyba brak powietrza coś mi poprzestawiał...
-Czyli zemsta na byłej? Wiesz że to co zrobił jest karalne? Powinnaś zgłosić to na policję. -Mówił.
-Powinnam. -Wyszeptałam.
-Boisz się? -Pytał facet.
Milczałam. To mówi samo za siebie, brak słów zawsze wszystko tłumaczy.
-Dobra..- Powiedział facet siedzący obok. -Imię i te sprawy.
Ładnie się przedstawiłam i powiedziałam to co było potrzebne do jakiejś dziwnej kartoteki czy coś.
Dotarliśmy na miejsce. Z karetki wywieźli mnie na jakiś noszach czy coś takiego, w sumie sama nie wiem jak to się nazywa. Przybiegł Lekarz. Sanitariusz dał mu sprawozdanie, powiedział co i jak. Zawieźli mnie na salę. Przyszedł do mnie lekarz.
-Musimy to zeszyć, rana jest dość głęboka, opiekun musi podpisać zgodę ale w tym wypadku nie możemy czekać. Przyjedzie ktoś?
Przytaknęłam a lekarz zawołał pielęgniarkę która w kilku sekund przybyła z wózkiem prosząc bym usiadła, zawiozła mnie na salę zabiegową i kazała położyć się na specjalnym łóżku.
-Lekarz zaraz będzie. -Powiedziała.
Dopiero teraz poczułam silne pieczenie i ból przeszywający mnie na wskroś. Zacisnęłam pięści i zamknęłam oczy próbując nie myśleć o tym bólu.
-Jestem -Powiedział Lekarz wchodzący do sali, pielęgniarka przygotowała co miała.
Pan doktor umył ręce i założył rękawiczki ochronne. Pielęgniarka wbiła mi kilka razy znieczulenie i po chwili nie czułam już pół twarzy. Leżałam i czekałam na upragnione "Skończone".. Czekałam wieczność aż wreszcie.
-Już koniec, w sumie masz 6 szwy. -Powiedział lekarz.
Westchnęłam cicho i usiadłam na wózku po czym pielęgniarka zawiozła mnie na sale. Położyłam się do łóżka, nie minęło 5 minut gdy do sali wbiegł Janek a za nim policja..
-Janek.. -Wyszeptałem.
-Lili! Ten palant nie zrobi Ci więcej krzywdy, byłem na policji. -Mówił..
-Dziękuję. -Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
-Dzień dobry, wiemy że jesteś zmęczona ale musisz powiedzieć jak to było.
-Zaczekam z twoją ciocią i Klaudią na korytarzu. -Powiedział Jasiek.
W tym całym zamieszaniu zapomniałam o Klaudii. Cieszę się z faktu iż ciocia jest tu...
Podniosłam się i opowiedziałam funkcjonariuszom całą prawdę, spisali wszystko i obiecali że zajmą się sprawą. Do mojego łóżka podszedł lekarz.
-Nie ma sensu trzymać Cię tu na daremni, możesz wyjść, ale pamiętaj gdyby coś się działo powiedz komuś i udaj się do lekarz. Jeszcze za kilka dni na kontrolę policzka.
-Dziękuję. -Powiedziałam i udałam się do wyjścia.
Wychodząc z sali minęłam Jasia, Klaudię i Ciocię.
-Czekaj Lili! -Powiedział Jaś idąc za mną.
-Już Ci się nie spodobam . -powiedziałam uśmiechając się, po policzku spłynęła mi łza, Janka zatkało i stał jak wryty.
-Lili do cholery! Kocham Cię bez względu na to jak wyglądasz.! -Wykrzyczał.
-Przecież ja też cię kocham Jasiu. -Wyszeptałam i zatrzymałam się.
Janek podszedł i przytulił mnie.
-Będzie dobrze. -Powiedział...
Kocham Twojego bloga! Jest cudowny! Fabuła porywa, ogólnie jest super! ^^
OdpowiedzUsuńChaber błagam *.* jestem genialna xdd.... A tak serio to dziękuję kochany :**
Usuń